Dwa badane gwoździe trafiły w ręce Israela Hershkovitza, znanego antropologa z Uniwersytetu w Tel Awiwie w nieoznakowanej paczce. Możliwe, że pochodziłī z kolekcji Nicu Haasa, izraelskiego antropologa zmarłego w 1986 roku. Według Israel Antiquities Authority (IAA) pochodziły z grobowca odkrytego w latach 70., a więc 20 lat przed odkryciem grobu Kajfasza. Nigdy jednak nie znaleziono oficjalnego potwierdzenia, skąd w rzeczywistości pochodziły. Nowe badania w wiarygodny sposób powiązały je jednak z grobowcem Kajfasza, choć IAA temu zaprzecza.

Główny autor nowych badań, które w lipcu zostały opublikowane w Archaeological Discovery, geolog Aryeh Shimron z Jerozolimy, zaznacza, że uzyskane przez jego zespół nowe dowody „absolutnie nie dowodzą”, że gwoździe zostały użyte do ukrzyżowania Jezusa. Z pewnością jednak wzmacniają takie przypuszczenia.

– Z pewnością nie chcę powiedzieć, że te gwoździe pochodzą z ukrzyżowania Jezusa z Nazaretu. Ale czy to gwoździe z ukrzyżowania? Bardzo prawdopodobne, że takpowiedział Shimron w rozmowie z portalem Live Science.

Gwoździe są na tyle długie, że – jak twierdzą naukowcy – można było ich użyć do przybicia dłoni człowieka. Ponadto ich końce są wygięte do góry, co mogło służyć temu, aby ciało nie oderwało się od drewna.

Haaretz.com, najstarszy dziennik w języku hebrajskim, wydawany w Izraelu (obecnie publikowany także po angielsku) podał w jednym z artykułów, że wyniki nowych badań są „wysoce spekulatywne” i część naukowców ich nie uznaje.

"Unikatowy ślad chemiczny"

W najnowszym badaniu Shimron i jego współpracownicy porównali próbki pobrane z obu gwoździ z osadami znalezionymi w ossuariach w grobowcu Kajfasza (ossuaria to kamienne naczynia używane do przechowywania kości). Chcieli w ten sposób ustalić, czy gwoździe mogły pochodzić właśnie z tego grobowca, co sugerowały wcześniejsze doniesienia, niepoparte badaniami.

Okazało się, że fizyczne i chemiczne sygnatury znalezione na gwoździach i w ossuarium nie tylko do siebie pasują, ale też wdają się być unikatowe. Na przykład stosunki izotopów węgla i tlenu w obu zestawach próbek sugerowały, że pochodziły z niezwykle wilgotnego środowiska i miały znaczące „osady naciekowe” – opisuje Live Science.

Odkrycia odpowiadają warunkom panującym w grobowcu Kajfasza, który znajduje się w pobliżu starożytnego akweduktu i często mógł być zalewany.

Naukowcy znaleźli również dowody na to, że zarówno na gwoździach, jak i ossuariach występuje specyficzny grzyb, który rośnie tylko w bardzo wilgotnych warunkach i nie został znaleziony w żadnym innym grobowcu w Jerozolimie.

Analiza gwoździ za pomocą mikroskopu elektronowego wykazała też, że znajdują się na nich odłamki drewna, które naukowcy zidentyfikowali jako cedr, oraz drobne fragmenty skamieniałych kości.

Makabryczna pamiątka czy amulet

Wszystkie te ustalenia w wyraźny sposób wzmacniają żywą od lat teorię, że gwoździe te pochodzą z ukrzyżowania Jezusa. Zwolennicy teorii twierdzą, że Kajfasz, targany wyrzutami sumienia po ukrzyżowaniu Jezusa miał zabrać gwoździe z jego ciała na pamiątkę.

W przeszłości Żydzi wierzyli także, że gwoździe z ukrzyżowania mają moc uzdrawiania i traktowano je jako swoiste amulety. Dotyczy to jednak wszystkich ukrzyżowań, a należy pamiętać, że w starożytnym Rzymie była to powszechna technika wykonywania kary śmierci.

Także obecność fragmentów kości nie dowodzi, że gwoździe pochodzą z ukrzyżowania, a w szczególności, że pochodzą z ukrzyżowania Jezusa. Ossuaria są pełne kości, nic więc dziwnego, że drobinki mogły znaleźć się na gwoździach. Ponadto – co zauważa izraelski dziennik – takich samych gwoździ używano m.in. do budowy trumien, co także może tłumaczyć ich obecność w grobowcu.

Kontrowersyjna archeologia