Republikański Rzym, lata 70. I w. p.n.e. Do miasta wkracza jeden z wielu transportów niewolników. Gdy zmęczeni podróżą przybysze spali, wokół głowy jednego z mężczyzn owinął się wąż. Jego żona – wróżka owładnięta szałem przez boga Dionizosa – powiedziała, że to znak jego przyszłej strasznej siły. Tak według greckiego historyka Plutarcha wyglądała pierwsza noc Spartakusa w Rzymie. W rzeczywistości żona nie mogła mu towarzyszyć w chwilach niedoli – rodziny niewolników były dla bezpieczeństwa rozdzielane. Nie ma nawet pewności, czy Spartakus w ogóle miał żonę. Anegdota ta jest więc częścią legendy. Jednak jej treść doskonale pasuje do ówczesnej mentalności. Wierzono, że czyny sławnych ludzi z reguły przepowiadają cudowne i tajemnicze znaki oraz proroctwa.

Wielki i groźny...

Spartakus był z pochodzenia Trakiem. I... to tak naprawdę jedyna pewna rzecz, jaką o nim wiemy. Źródła antyczne, choć dość szczegółowo opisują kampanie wojskowe, w kwestii ich wodza zazwyczaj milczą. Zachowała się tylko jedna jasna charakterystyka Spartakusa. Był „wielki i groźny (...) pewny siebie i bardzo silny, a także rozumem i kulturą stojący ponad swym losem, bardziej grecki, niżby wskazywało jego pochodzenie” – pisał Plutarch. Ten piękny opis jest jednak czasem kwestionowany przez uczonych. Historyk mógł bowiem celowo idealizować gladiatora po to, by przeciwstawić go słabym i niekompetentnym rzymskim wodzom czy też samemu pogromcy powstania Krassusowi, którego Plutarch nie darzył sympatią. Charakterystyka Spartakusa nie musi być jednak zafałszowana. Przecież stworzenie armii partyzanckiej z niewolniczego motłochu, wielokrotne pokonanie wojsk rzymskich, w końcu utrzymanie dyscypliny i posłuchu w szeregach walczących rzeczywiście wymagało dużego talentu organizacyjnego, zmysłu strategicznego i charyzmy. A także wcześniejszego doświadczenia wojskowego. I to niekoniecznie doświadczenia zdobytego w rodzinnej Tracji w walce przeciwko najazdom rzymskim (bałkańscy Trakowie zostali ujarzmieni przez Rzymian dopiero w I poł. I w. p.n.e.).  Plutarch i rzymski historyk Appian twierdzili, że Spartakus był żołnierzem rzymskich oddziałów pomocniczych (auxilia), rekrutowanych z ludności trackiej! Zdezerterował jednak z armii i stał się zwykłym bandytą. Dopiero wtedy go złapano i odesłano do szkoły gladiatorów. Taki scenariusz jest możliwy, ale trzeba pamiętać, że robienie wrogowi czarnego PR-u było powszechne. Przedzierzgnięcie go w rzymskiego żołnierza mogło z kolei wypływać z chęci ratowania rzymskiej dumy – nie do pomyślenia było, aby zwykły tracki jeniec mógł zadawać klęski armii Republiki. Mógł to – w opinii antycznych autorów – zrobić tylko ktoś, kogo ta armia wyszkoliła.

Waleczna zbieranina

Jeniec lub zbieg trafił do szkoły gladiatorów w Kapui – kampańskiej miejscowości, która była jednym z głównych ośrodków gladiatorskich.  Niewolników poddawano tam surowemu szkoleniu. Ich jedyną perspektywą była walka na arenie ku uciesze widzów. Latem 73 r. p.n.e. niezadowoleni gladiatorzy niejakiego Lentulusa Batiatusa zbuntowali się. „(...) W odczuciu krzywdy,  że właściciel trzyma ich w zamknięciu przymusowo, by potem występowali w pojedynkach, dwustu takich postanowiło uciec. Spisek się wydał, ale siedemdziesięciu ośmiu, którzy się w tym na czas zorientowali i pospieszyli, porwali z jakiejś kuchni noże i rożny [gladiatorzy nie mogli posiadać własnej broni – S.P.] i uciekło. Po drodze natrafili na wozy wiozące zbroje gladiatorskie do innego miasta, rozgrabili je i uzbroili się, a znalazłszy miejsce obronne wybrali trzech kolejnych dowódców, z tych jako pierwszego Spartakusa” – pisał Plutarch. Z kole Appian twierdził, że prowodyrem buntu był sam Spartakus, który mocą swojej charyzmy przekonał około siedemdziesięciu towarzyszy, że lepiej ryzykować życie dla wolności niż dla występu na arenie.

Spartakus nie był jedynym dowódcą buntu. Źródła mówią o kierowniczej roli także innych osób – Ojnomausa, Kriksosa, Kastusa i Gannikusa. To Spartakus był jednak darzony największą estymą. Jemu jako wodzowi przynoszono insygnia pobitych dowódców rzymskich. To o nim tylko z szacunkiem wyrażali się antyczni historycy. Do zbuntowanych gladiatorów szybko przyłączyli się niewolnicy (głównie wiejscy), dezerterzy, pasterze, wolni chłopi nieposiadający ziemi i okoliczna bandyterka. Także skład etniczny oddziału okazał się niejednolity. Źródła mówią, że zbuntowani niewolnicy byli głównie Trakami i Gallami, przy opisie późniejszych działań wojennych wspominają jednak o dużej liczbie Germanów.

Buntownicy znaleźli chwilowy azyl w kraterze nieczynnego wówczas Wezuwiusza. Pragnęli odzyskać wolność i wrócić do rodzinnych domów. Spartakus – jak twierdzi Plutarch – chciał przebić się na północ półwyspu, przejść do Galii Przedalpejskiej i rozpuścić „żołnierzy” do domów. Inni autorzy przypisują mu jednak chęć zdobycia Rzymu. Funkcjonujące przekonanie o zagrożeniu stolicy było chyba jednak odbiciem paniki samych Rzymian (obawiano się powtórki z marszu Hannibala na Rzym).

Pierwszy komunista

 

Sam strach przed podkomendnymi Spartakusa miał pewne uzasadnienie. Zbuntowany Trak przeobraził niezdyscyplinowaną zbieraninę buntowników w sprawnie działającą armię, przypominającą współczesną partyzantkę. Kto raz zdradził – nie miał szans na dalszą walkę w szeregach buntowników. Co więcej, Spartakus zrobił wywiadowców z okolicznych pasterzy i bandytów, dzięki czemu na bieżąco dysponował informacjami o ruchach wroga. Dowódca stosował podstęp i ataki podjazdowe – to one m.in. zaopatrywały powstańców w broń. Pozostałą część uzbrojenia buntownicy wytwarzali sami. „Kiedy dzięki napływającym z dnia na dzień nowym posiłkom uformowało się regularne wojsko, sporządzili sobie prymitywne tarcze z wikliny i skóry zwierzęcej oraz ukuli miecze i pociski z przetopionego żelaza (...) – opisywał ich działania Florus, autor „Zarysu dziejów rzymskich”. –  Aby zaś regularnemu wojsku nie zabrakło splendoru, zagarnęli napotkane tabuny koni dla zorganizowania konnicy, a zdobyte oznaki i rózgi pretorskie przynieśli swemu wodzowi”. Resztę zaopatrzenia zapewniały wyprawy łupieżcze, co zresztą rodziło opór wolnej ludności. Spartakus nie chciał zniechęcać do siebie italskich wieśniaków i wolał napadać na duże majątki.

By uniknąć problemu z podziałem łupów, dowódca zakazał kupcom dowozu złota i wprowadził w szeregach armii wspólnotę zdobytych dóbr –  kosztowności były własnością wspólną, przeznaczoną na dozbrojenie się. Dzięki temu awansował w literaturze radzieckiej na pierwszego komunistę! Co ciekawe, przed wymarszem niepotrzebne wyposażenie było palone na rozkaz Spartakusa, by nie stanowiło balastu.

Siali spustoszenie wszędzie

Na wieść o pierwszych sukcesach niewolniczo-gladiatorskiej armii wysłano z Rzymu trzytysięczną, pośpiesznie zebraną ekspedycję dowodzoną przez propretora Klaudiusza Glabra. Rzym nie docenił powagi sytuacji, nie wysłał regularnej armii i miał ponieść konsekwencje tej decyzji... Siły Glabra rozłożyły się u stóp wulkanu, blokując jedyną ścieżkę, która mogła być dla powstańców drogą ucieczki – z wszystkich pozostałych stron były strome i śliskie urwiska. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Nieoczekiwanie to przyroda przyniosła możliwość ratunku. Buntownicy – jak podaje Plutarch – „z dzikiej winorośli porastającej szczyt wzgórza, wycięli nadające się do tego pędy i splatając z nich drabiny mocne i długie (...) zeszli po nich bezpiecznie wszyscy”. Następnie z zaskoczenia zaatakowali Rzymian i zdobyli ich obóz. To spektakularne zwycięstwo rozniosło sławę Spartakusa, powiększyło szeregi jego armii o kolejnych ochotników (armia według źródeł liczyła już ok. 70 tys. osób) i w zasadzie pozwoliło mu przejąć kontrolę nad całą Kampanią. „Siali spustoszenie wszędzie” – podsumował Plutarch. Dopiero jesienne miesiące przyniosły reakcję Rzymu. Do powstrzymania buntowników wysłano pretora Publiusa Wariniusa. Rzymianin podzielił swe siły (nie wiemy, iloma żołnierzami dysponował) na trzy oddziały. Znów nie były to wojska regularne, lecz w pośpiechu ściągnięte po drodze. Rzymianie wciąż uważali, że bunt to epizod o charakterze zbójeckim. Spartakus, wykorzystując posunięcie Wariniusa, rozbił po kolei jego oddziały. Samego pretora Trak prawie zarżnął w kąpieli. Rzymianin uciekł, ale ostatecznie nie uszedł przed gniewem gladiatora, Spartakus w końcu zabił go i przejął insygnia dowódcze.

Wojna trwała dalej. Oddziały buntowników mogły spokojnie rabować Kampanię i Lukanię. Bezkarni powstańcy zdobyli w trakcie marszu przez Italię szereg miast – Konsencję, Turioj, Metapont, Nucerię i Nolę. W łonie samej armii doszło jednak do rozłamu. Kriksos wraz ze swoją częścią powstańców odłączył się, by dalej pustoszyć ziemię italską. Historycy radzieccy widzieli w posunięciu Kriksosa... chęć wyzwalania niewolników w całej Italii. Tymczasem Spartakus maszerował z wojskiem na północ, by przekroczyć Alpy i rozpuścić armię. Rzym interweniował z nadejściem wiosny 72 r. p.n.e. Przeciwko buntownikom wysłano dwie armie dowodzone przez konsulów (Lucjusza Gelliusa i Lentulusa Klodianusa). Najpierw rozbiły oddziały Kriksosa pod górą Garganus w Apulii (wybito podobno dwie trzecie buntowników, czyli ok. 20 000 ludzi). Zginął także Kriksos. To jednak koniec sukcesów konsulów. Chcieli zgnieść Spartakusa z dwóch stron, jednak ta strategia zawiodła i pozwoliła Spartakusowi na pokonanie każdej armii osobno.

Droga ku klęsce

 

Geniusz militarny Spartakusa szedł w parze z dumą, która potrafiła przyjmować okrutne oblicze. I tak po pokonaniu przez wojska rzymskie oddziału Kriksosa Spartakus dokonał krwawej zemsty na jeńcach. Zmusił Rzymian do upokarzającej walki gladiatorskiej i odebrał życie 300 z nich jako ofiarę dla poległego towarzysza. Takie posunięcie nawiązywało do korzeni zapasów gladiatorów – zanim stały się rozrywką, miały charakter walki rytualnej przy stosie pogrzebowym. Krew poległych była ofiarą i pożywieniem dla zmarłego i bogów podziemia. W tym przypadku jednak równie ważny okazał się inny czynnik – Spartakus chciał upokorzyć żołnierzy – wolnych obywateli. Po klęsce Kriksosa Trakowi udało się dotrzeć na północ półwyspu (pokonując pod Mutiną, dzisiejszą Modeną, oddziały prefekta Galii Przedalpejskiej). Wyzwolenie było blisko. Stało się jednak coś dziwnego. Spartakus zmienił plany i znów rozpoczął marsz na południe. Trudno powiedzieć dlaczego. Plutarch jednoznacznie twierdzi, że buntownik chciał zająć Rzym. Appian o motywacji Spartakusa milczy. Być może w grę wchodziły po prostu trudności, jakie sprawiałaby wędrówka przez Alpy.

Wiosną 71 r. p.n.e. nastąpił przełom. „W końcu Rzymianie skierowali do walki przeciw gladiatorom całą potęgę państwa i Licyniusz Krassus uratował rzymski honor” – pisał Florus. Krassus był zręcznym wodzem i politykiem. Chciał zdobyć sławę i pieniądze, dlatego nie cieszył się sympatią piszących o nim historyków. Zaprowadził jednak dyscyplinę w szeregach armii, wprowadzając okrutną karę decymacji (zabijania co dziesiątego żołnierza za tchórzostwo i brak posłuszeństwa).  Na czele ośmiu legionów zepchnął Spartakusa do południowego cypla półwyspu – Brucium i odciął drogę ucieczki, poprowadziwszy w poprzek półwyspu fortyfikacje (wał i rów). Spartakus miał zamiar ratować swoich ludzi i chciał przerzucić armię na Sycylię. Zawiedli    jednak korsarze (wtedy jeszcze nieposkromieni przez Republikę), którzy mieli mu w tym pomóc. Wówczas Trak podjął udaną próbę przedarcia się przez Krassusowe umocnienia. Buntownicy byli na otwartym terenie! Wtedy jednak doszło do konfliktu – dwaj galijscy wodzowie oddalili się z częścią wojsk.

Krassus szybkimi działaniami dopadał i rozbijał kolejne oddziały. Rzymski wódz odzyskał insygnia konsulów i sztandary. W końcu rozgromił zaszczute w Apulii resztki armii Traka. Spartakus „ustawił swych ludzi w szyku bojowym i zaraz podstawiono mu konia – opisuje ostatnią walkę wodza Plutarch. – Ale on dobył miecza i konia zabił, mówiąc, że jako zwycięzca będzie miał dość pięknych koni po nieprzyjacielu, a jeśli dozna porażki, to konia nie potrzebuje. Potem chciał przedrzeć się wśród strasznej walki i ran wprost do Krassusa. Ale nie dotarł do niego. Zabił mu dwóch centurionów, z którymi się zderzył. W końcu gdy wszyscy jego ludzie uciekali, został sam: otoczony przez wielu, broniąc się dzielnie, został zakłuty”. Jak wspomina Appian, jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Sześć tysięcy żołnierzy Spartakusa pojmano i ukrzyżowano wzdłuż drogi z Kapui do Rzymu. Była to długa i hańbiąca śmierć, idealna według prawa rzymskiego dla buntowników. Z obławy wyrwał się oddział ok. 5000 ludzi. Zmierzał na północ, jednak napotkał maszerujące z Hiszpanii wojska Pompejusza, który został wyznaczony drugim wodzem karnej ekspedycji. Polityczny wróg Krassusa rozbił zbiegów. Mimo klęski Spartakus zyskał nieśmiertelną sławę w polityce i kulturze. Jego imię stało się przezwiskiem późniejszych buntowników i rewolucjonistów. Czarnym Spartakusem zwano przywódcę buntu czarnych niewolników  przeciw dominacji francuskiej na Haiti François-Dominique Toussaint L’ouverture (1743–1803). Jednak prawdziwą „karierę” Trak zrobił u socjalistów. Karol Marks uważał go za najważniejszą osobę w historii starożytnej i prawdziwego przedstawiciela antycznego proletariatu. Taki punkt widzenia podtrzymywała historiografia marksistowska. Powstanie niewolników służyło za klasyczny przykład walki klasowej w dziejach. Jakoś nie zauważano, że armia buntowników grabiła także gospodarstwa chłopskie, a więc – posługując się terminologią marksizmu – uciskała drugą „klasę uciskaną”.