Grać brzydko

Gilbert sam kiedyś grał w tenisa. Był niezły, ale nie najlepszy. W porównaniu z Agassim grał „brzydko”, stosując mało spektakularną technikę. Też miał na koncie przegraną z Samprasem, a w dodatku przedtem wydał książkę zatytułowaną „Winning Ugly” („Brzydka wygrana”). Agassi wątpił, czy Gilbert nadaje się na trenera, ale postanowił z nim porozmawiać. „Dlaczego przegrywam ze słabszymi zawodnikami?” – zapytał Gilberta podczas lunchu. „Powiem ci szczerze: grasz zbyt perfekcyjnie, więc każdy błąd sprawia, że zaczynasz myśleć o porażce. Zostaw piękne odbicia i widowiskowe serwisy, a zajmij się graniem skutecznie. Wygrana jest w głowie, a nie na boisku!” – odpowiedział mu Amerykanin z przekonaniem.

I Agassi mu uwierzył. Kilka miesięcy później zaczął odnosić sukcesy – w 1995 roku sensacyjnie wygrał Australia Open, chwilę później został liderem światowej klasyfikacji ATP. Zaledwie rok od rozpoczęcia współpracy z Bradem Gilbertem zdołał wygrać 26 pojedynków tenisowych. Znów był na fali. „Zmieniłem podejście. Na boisku przestałem myśleć o sobie, myślałem o grze. I to zaprocentowało” – pisał w wydanej w 2009 roku autobiografii „Open”.

Smak wygranej

Każdy chce wygrywać. To dlatego decydujemy się na długie i żmudne godziny ćwiczeń: czy to w sporcie, muzyce, sztuce, czy w pracy. „Wiadomo, że ludzi utalentowanych jest więcej niż tych, którzy mogą zdobywać pierwsze miejsce. Wygrani to ci, którzy sami sobie nie przeszkodzą w wygrywaniu, jakkolwiek trywialnie to brzmi” – tłumaczy Timothy Gallwey, coach i autor wielu książek na temat psychologii wygranej w sporcie i muzyce. Gallwey twierdzi: żeby osiągać szczyt, powinno się zostać specjalistą w tzw. grze wewnętrznej, czyli pewnej samodyscyplinie mentalnej. „Najpierw trzeba pokonać swój lęk, słabości i kompleksy. A to dopiero początek drogi” – wyjaśnia.

Dlaczego wygrana uzależnia? Potocznie często mówi się o smaku zarówno sukcesu, jak i porażki. Być może już niedługo naukowcy dotrą do ich pełnego składu. Na razie wiadomo, że wygrana, powiązana z uczuciami agresji i dominacji, stymulowana jest przez testosteron. Działa to trochę na zasadzie: im więcej testosteronu, tym więcej uporu w walce o wygraną. Z drugiej strony każde zwycięstwo daje człowiekowi nowy zastrzyk tego męskiego hormonu. I stąd mamy mentalną „zaprawę” do kolejnego starcia.

W 2010 roku grupa badaczy z uniwersytetów w Teksasie i Kolumbii doszła jednak do wniosku, że testosteron pomaga wygrywać tylko wtedy, kiedy towarzyszą mu niewielkie ilości innego hormonu, kortyzolu. Ale jest haczyk – za dużo kortyzolu we krwi w połączeniu z silnym stężeniem testosteronu... i wygrana wisi na włosku.

 

Mózg rutynowy

Co może być lepsze niż zwycięstwo? Neuroekonomiści z Uniwersytetu w Bonn twierdzą, że wygrana smakuje lepiej, kiedy towarzyszy jej przegrana kogoś innego.

Czym jest ta nauka o dziwnie brzmiącej nazwie? Neuroekonomia to wciąż relatywnie młoda gałąź nauki, która łączy psychologię, zachowania ekonomiczne i neurobiologię i próbuje się dowiedzieć, dlaczego ludzie podejmują pewne decyzje, nawet jeśli są one nieracjonalne. Czy neuroekonomia jest już na tropie odkrycia metody osiągania sukcesów? „Wygrywania można się nauczyć w taki sam sposób, w jaki uczymy się grać na instrumencie. W naszym mózgu za tę funkcję odpowiada pewien neuroprzekaźnik, czyli dopamina, która od lat pomaga wspierać pozytywne nawyki, np. w walce z nałogami” – tłumaczy dr Joe Z. Tsien, dyrektor Instytutu Badania Mózgu i Zachowań w amerykańskim Georgia Health Sciences University. Jak to funkcjonuje? Neurony dopaminowe tworzą pewnego rodzaju bramki z receptorami, które – jeśli uruchamiają się podczas niektórych działań – sprawiają, że tworzy się przyzwyczajenie.

Można to wykorzystać podczas treningów ze sportowcami. Dobre wyniki są wzmacniane, gorsze już nie. „Mózg lubi powtarzalne czynności. Na przykład, rzucając piłkę do kosza, zapamiętujemy najlepszy optymalny kąt rzutu. Gdy za kilka dni ponowimy zadanie, mózg będzie już działał automatycznie” – mówi Scott Huettel, neuroekonomista z Duke University. Najlepszym przykładem, jak efektywne potrafi być „zapamiętywanie wygranej”, są szachiści. Zespół ekspertów z kilku niemieckich wydziałów neurologicznych przez kilka miesięcy badał mózgi profesjonalnych zawodników szachowych oraz amatorów. Okazało się, że zawodowi szachiści podczas gry uruchamiali ośrodki w obu półkulach mózgowych. W przeciwieństwie do nich gracze rekreacyjni korzystali tylko z lewej półkuli, odpowiedzialnej m.in. za myślenie logiczne i analityczne. Zatem trening naprawdę czyni mistrza!

Okazuje się też, że nasz mózg nie tylko lubi rutynę, ale też ciągle sprawdza i porównuje, chcąc zmaksymalizować nagrodę i znaleźć sposób na wygraną. To tłumaczy, dlaczego brązowy medalista jest zawsze szczęśliwszy od zdobywcy srebrnego medalu. „Ten pierwszy myśli, że to szczęśliwy traf, że wylądował na podium. Ten drugi często żałuje, że nie wywalczył złotego medalu” – dodaje Scott Huettel.

Psyche zwycięzcy

Dobra wiadomość dla tych, którzy nigdy nie wierzyli w wyścig szczurów – do wygrywania można swój mózg po prostu zmusić. Ale jak? Tą trudną sztuką zajmują się na przykład psychologowie sportu, którzy pracują nad psychiką zawodników – wyznaczając im cele i pomagając w ich realizacji. W Polsce tę dziedzinę nauki spopularyzowała współpraca Adama Małysza z profesorem Janem Blecharzem. Polski skoczek podkreślał wielokrotnie, że dzięki temu nauczył się radzić sobie z presją, koncentrować się na „tu i teraz” i wzmocnił swoją pewność siebie.

Paweł Drużek, młody psycholog sportowy z Łodzi, jest zdania, że współczesna kultura zbyt mocno koncentruje się na wygranej. „Wiadomo, że każdy chce być na szczycie, bo ludzie i media kochają zwycięzców. Przegranym, nawet jeśli osiągnęli dobre wyniki, nie poświęca się dużo miejsca” – tłumaczy. Z taką presją sportowcy mierzą się na co dzień. Jak to zmienić? Oto wyzwanie dla psychologa. „Konsekwentnie prowadzony trening mentalny pomaga wydobyć ze sportowca ukryte zasoby energii. Należy pracować nad nim odpowiednio wcześnie, a nie tylko w sytuacji doraźnej, np. po przegranej. Pomagają w tym różne techniki, m.in. dialog wewnętrzny, ćwiczenia wizualizacyjne, wprowadzenie elementów rutyny, umiejętne wyznaczenie celów oraz praca nad adekwatną samooceną” – dodaje psycholog.

To działa nie tylko na sportowców. Coraz popularniejsze są treningi umysłowe dla biznesmenów, artystów czy nawet lekarzy. „Mózg to dynamiczna i aktywna struktura. To jedno z odkryć neurobiologii. Czas, żebyśmy zaczęli w pełni wykorzystywać to, co o nim wiemy, do zmiany naszego życia na lepsze” – piszą w książce „The Winner’s Brain” naukowcy z Uniwersytetu Harvarda Jeff Brown i Mark Fenske. Czyli po prostu ruszmy głową!