Eugeniusz Pacelli zasiadł na tronie papieskim w marcu 1939 r. Jego pontyfikat przypadł na okres II wojny światowej, stalinizmu i początku zimnej wojny. Być może już wkrótce zostanie beatyfikowany, choć obecny papież na razie wstrzymał proces wynoszenia go na ołtarze. Zdaniem Benedykta XVI był ważnym dla Kościoła katolickiego myślicielem, teologiem i reformatorem. Kontrowersje budzi jednak kwestia jego zachowania w czasie Holocaustu, choć po śmierci Piusa XII w 1958 r. cały świat wspominał Pacellego z uznaniem. „Gdy naród żydowski straszliwie cierpiał wskutek nazistowskiego terroru, papież podniósł głos w obronie ofiar” – podkreślała późniejsza premier Izraela Golda Meir. Jak to możliwe, że Pius XII nagle spadł z piedestału, na którym postawiono go jeszcze za życia? Kiedy kontrowersje wokół niego zostaną ostatecznie wyjaśnione?

PRAWDA O „NAMIESTNIKU”


Już w maju 1939 r. francuski filozof Emmanuel Mounier (twórca personalizmu chrześcijańskiego) oskarżył Piusa XII o bierność wobec włoskiej agresji na Albanię. Z czasem postawiono mu kolejne zarzuty. W 1951 r. milczenie Piusa XII wobec Holocaustu skrytykował katolicki pisarz François Mauriac. Jednak najpoważniejsze rysy na pomniku papieża pojawiły się w 1963 r. po sztuce „Namiestnik” niemieckiego dramaturga Rolfa Hochhutha. W jego oczach ludobójstwo na Żydach odbywało się za przyzwoleniem Pacellego. Do swej sztuki dołączył nawet dokumenty, mające wskazywać na winę papieża.

Przez kolejne lata mnożyły się publikacje, atakujące Pacellego (największą sławę zdobyła książka Johna Cornwella o dobitnym tytule „Papież Hitlera”). Zarówno badacze atakujący, jak i broniący Pacellego nie cofali się przed złośliwościami i przekłamaniami. Hochhuthowi wypominano, że należał do Hitlerjugend (nie on jeden – wszak Benedykt XVI także). Z kolei liczni krytycy Piusa XII powoływali się na zdjęcia papieża, odbierającego honory od hitlerowców. Potem okazywało się, że albo to nie Pacelli był na fotografii, albo nie naziści.

Światową opinią publiczną wstrząsnęło wyznanie Iona Pacepy – zbiegłego generała wywiadu komunistycznej Rumunii. W 2007 r. ujawnił on szczegóły operacji „Seat-12”. Miała ona zdyskredytować antykomunistycznego papieża jako sympatyka nazizmu. W ramach akcji stworzono fałszywe dokumenty, rzekomo pochodzące z watykańskiego archiwum. To z tych fałszywek miał korzystać Hochhuth, pisząc swą oskarżycielską sztukę. Sam dramaturg nie odniósł się do oskarżeń Pacepy. Nie miało już to jednak większego znaczenia. Mimo że przekłamywał historię, „Namiestnik” okazał się katalizatorem, po którym wielu badaczy śmielej zaczęło wskazywać na istotne skazy w kryształowym wizerunku Piusa XII.

KONKORDAT Z NAZISTAMI

 


Eugeniusz Pacelli został biskupem 13 maja 1917 r. Tego samego dnia, w którym zaczęły się objawienia w Fatimie, zapowiadające m.in. rewolucję w Rosji. I to właśnie komunizm budził od początku strach Pacellego. Kiedy pod koniec I wojny światowej rozmawiał jako nuncjusz apostolski z cesarzem Wilhelmem II, uznał zapobieżenie rewolucji w Niemczech za kluczową sprawę. Sam omal nie padł jej ofiarą, kiedy jego nuncjatura w Monachium została ostrzelana przez siły Bawarskiej Republiki Rad. Nie znaczy to, że Watykan nie paktował z Moskwą. Rozmowy Pacellego z radzieckimi notablami nie przyniosły jednak rezultatów. Owocne były za to rozmowy o konkordacie z nazistowskimi władzami w Niemczech. Ze strony Watykanu wynegocjował go i podpisał w 1933 r. właśnie Pacelli – wtedy papieski sekretarz stanu. Dokument ten nie był bynajmniej dowodem przyjaźni między przyszłym papieżem a Hitlerem (obaj nawet nigdy się nie spotkali), lecz efektem skomplikowanej sytuacji niemieckiego Kościoła w czasach kryzysu. Na mocy konkordatu Watykan zachował wpływy i przywileje, jednak za straszną – jak się miało później okazać – cenę. Rozwiązane zostały katolickie partie i stowarzyszenia, które w kluczowym momencie mogły postawić nazistom skuteczny polityczny i społeczny opór. Wprawdzie część biskupów ostrzegała wiernych przed wstępowaniem do NSDAP, ale byli też duchowni otwarcie popierający nazistów. Na ataki Hitler odpowiadał szykanami.

W 1935 r. Pacelli nazwał nazistów w liście „fałszywymi prorokami, pełnymi szatańskiej pychy”. Niestety, publicznie nigdy tego nie powiedział. Potem częściowo zredagował encyklikę Piusa XI pt. „Z palącą troską”, która ostrzegała przed totalitaryzmem i nacjonalizmami. Jednak znowu nie atakowała ona nazizmu wprost. Pius XI chciał to prawdopodobnie naprawić w kolejnej encyklice, ale nigdy jej nie ukończył. Zmarł w lutym 1939 roku.

Jego następcą wybrano sekretarza stanu Eugeniusza Pacellego, który przybrał imię Piusa XII. Naziści nie cieszyli się z tego wyboru. „Berliner Morgenpost” napisał, że Pacelli „zawsze był w opozycji do narodowego socjalizmu”. Z kolei pakt Ribbentrop-Mołotow i aneksja Czechosłowacji uzmysłowiły nowemu papieżowi, że naziści nie tylko nie stanowią bariery przed ekspansją komunizmu – jak mógł się łudzić – ale są dla chrześcijańskiego świata jeszcze większym zagrożeniem.

Pius XII powtarzał, że niczego nie traci się przez pokój – to przez wojnę można wszystko stracić. Idąc za radą Mussoliniego, przedstawiciele papieża proponowali Polsce, aby zaakceptowała żądanie włączenia Gdańska do Rzeszy. Nic dziwnego, że wielu Polaków uważało Piusa XII za proniemieckiego. Nawet kiedy w encyklice „Summi Pontificatus” z października 1939 r. Pius XII napiętnował systemy totalitarne, uprzedzenia rasowe i klasowe, nie wymienił z nazwy ani Niemiec, ani ZSRR. Na osłodę dotkniętym wojną Polakom podkreślał ich zasługi dla chrześcijańskiej cywilizacji i zapewniał, że Polska „zmartwychwstanie”. Podobnych „dyplomatycznych” wypowiedzi było więcej. Papież jednak uważał, że robi, co może. W listopadzie 1939 r. zapytał ks. Waleriana Meysztowicza, dlaczego podczas audiencji Polacy traktowali go tak zimno, skoro okazał im tyle miłości. Ten odpowiedział, że oczekiwali głosu sprawiedliwości, a nie miłości.

Na dodatek Pius XII powierzył niemieckiemu biskupowi administrację części polskich ziem, wcielonych do Rzeszy. Tłumaczył to troską o zapewnienie opieki duszpasterskiej na tych terenach.

Czyżby faktycznie Pius XII był proniemiecki? Przetrwały relacje i dokumenty, które zdecydowanie temu przeczą. Choćby dotyczące listów, jakie słał do arcybiskupa krakowskiego Adama Sapiehy. Także w rozmowach z ambasadorami Pius XII przyznawał, że powinien wygłaszać płomienne przemówienia, potępiające agresorów, ale boi się, że jeszcze pogorszyłyby sytuację. To samo dotyczyło Radia Watykańskiego. Według papieża po każdej audycji w obronie Polski prześladowania się nasilały. Wśród ofiar byli też księża. Pius XII postanowił zatem nie prowokować Hitlera i skupić się na systematycznej pomocy humanitarnej.

W OBLICZU HOLOCAUSTU

 


Podobną politykę obrał papież także w stosunku do Żydów. Uznał, że otwarta krytyka mogłaby zostać uznana za złamanie zasady neutralności Watykanu i sprowokować hitlerowców do działania. Los tysięcy Żydów, którzy za przyzwoleniem papieża chronili się w klasztorach i kościołach, wisiał na włosku. Podobnie jak katolików, którzy udzielili im schronienia.

Czy Pius XII miał się czego obawiać? Owszem. Latem 1942 r. biskupi holenderscy w liście pasterskim zaprotestowali przeciw prześladowaniom Żydów. Rozwścieczeni Niemcy deportowali więc 40 tys. Holendrów żydowskiego pochodzenia. Większość z nich zginęła. Właśnie wtedy papież przygotowywał dokument jeszcze bardziej krytyczny – jak mówił – od stanowiska holenderskich biskupów. Po deportacjach spalił go. Swemu sekretarzowi powiedział, że skoro po stanowisku jednego episkopatu naziści zamordowali 40 tys. ludzi, to przemówienie papieża może oznaczać nawet 200 tys. ofiar.

Zdaniem obrońców Piusa XII jego milczenie było formą męczeństwa – wszak narażał się na niezrozumienie i potępienie. A próbował czego się da. Nie wahał się prosić dyktatora Dominikany gen. Trujillo o przyjęcie Żydów. O złagodzenie antyżydowskiej polityki na Węgrzech błagał admirała Horthyego. Nawet krytykowany konkordat z Niemcami okazał się pomocny. Dzięki niemu Kościół ocalił tysiące Żydów, wydając im fałszywe akty chrztu. Aby zdobyć fundusze na wyżywienie ukrywanych, papież był podobno gotów sprzedać część arcydzieł z watykańskich zbiorów – w tym „Przemienienie” Rafaela...

Jednak publiczne milczenie aż za bardzo rzucało się w oczy. Ponaglenia do Watykanu w tej sprawie słał ze Stambułu nuncjusz Giuseppe Roncalli (przyszły papież Jan XXIII). Wszedł on w posiadanie tzw. protokołów z Auschwitz, sporządzonych przez zbiegłych Żydów, którzy opisali w nich hitlerowską machinę zagłady. Jednak Pius XII nie zdawał sobie ponoć sprawy z liczby ofiar. Nie on jeden. W rozmiary tragedii trudno było uwierzyć i aliantom, i organizacjom żydowskim.

W przemówieniu bożonarodzeniowym z 1942 r. papież powiedział o „setkach tysięcy ludzi”, którzy z powodu swej narodowości lub rasy są skazani na zagładę. Jego zdaniem wyraził się dostatecznie jasno. „Gdybym otwarcie potępił nazistów, musiałbym też potępić bolszewików” – powtarzał. Tymczasem z Rosjanami sprzymierzeni byli alianci. Przed krytyką Hitlera powstrzymywała go zaś troska o los 40 mln niemieckich katolików. Ale i tak Reinhard Heydrich nazwał go „większym wrogiem dla narodowego socjalizmu niż Roosevelt i Churchill”. Podczas gdy alianci rozrzucali dziesiątki tysięcy egzemplarzy papieskich encyklik za niemieckimi liniami, Niemcy dystrybuowali miliony broszur krytykujących protesty Watykanu w sprawie Żydów. Nawet cichy głos papieża w kwestii żydowskiej budził wściekłość Hitlera.

Pod koniec września 1943 roku dowództwo SS w Rzymie przedstawiło Żydom ultimatum. Albo natychmiast zbiorą 50 kg złota, albo trzystu z nich czeka deportacja. Żydom zabrakło 15 kg. Zwrócili się o pomoc do papieża. Ten już zgodził się na pożyczkę, ale w końcu sami poszkodowani zebrali brakujące złoto z pomocą innych rzymian. Jednakże kłopoty Żydów w Wiecznym Mieście na tym się nie skończyły.

W nocy z 15 na 16 października 1943 r. rozpoczęła się wielka łapanka. Hitlerowcy schwytali ponad tysiąc Żydów. Całe szczęście, że pozostałych 7–8 tys. zdołano wcześniej ukryć w Watykanie i kościelnych instytucjach.

Historyk Michael Tagliacozzo, który w młodości uniknął łapanki, chowając się w domu swego nauczyciela i u księży, mówi, że o Pacellim może myśleć tylko pozytywnie. Innego zdania była Settimia Spizzichino, która jako jedna z nielicznych przeżyła wywózkę. „Gdyby Pius XII nas ostrzegł, moglibyśmy uciec z Rzymu do partyzantów. Ale on tańczył, jak zagrali mu Niemcy” – podkreślała.

Dygnitarze niemieccy ostrzegali papieża, że albo będzie milczał, albo podzieli los swoich imienników – Piusa VI i VII – których uwięził Napoleon. Po upadku Mussoliniego latem 1943 r. Hitler opracował już nawet plan akcji. „Wejdę do samego Watykanu. Potem możemy przekazać wyrazy ubolewania. Ale w końcu trwa wojna” – mówił. Zamierzał zająć Watykan, zabezpieczyć archiwa i dzieła sztuki, a papieża przewieźć do Niemiec lub neutralnego Liechtensteinu. Nie wykluczano nawet, że papież może „zginąć podczas próby ucieczki”.

Co powstrzymało Hitlera? Zapewne lęk przed jednoznaczną reakcją niemieckich katolików. Podobnie jak w przypadku akcji T4 – „eutanazji nieuleczalnie chorych” – gdy społeczne protesty doprowadziły do oficjalnego wstrzymania programu. Może nie doszłoby do wszystkich tych tragedii, gdyby po prostu udało się odsunąć Hitlera od władzy? Okazuje się, że tego Pius XII także próbował, choć niektórzy członkowie niemieckiego duchowieństwa stali murem za nazistami. W latach 1939–1940 papież pośredniczył w negocjacjach między Anglikami a generałami spiskującymi przeciw führerowi. Co więcej, z tajnych dokumentów amerykańskiego wywiadu wynika, że Watykan mógł też wiedzieć o spisku Stauffenberga. Ten niedoszły tyranobójca, praktykujący katolik, utrzymywał kontakty z wieloma niemieckimi duchownymi. Po nieudanym zamachu w monachijskiej piwiarni w 1939 r. w wielu niemieckich kościołach zabrzmiało dziękczynne „Te Deum” za ocalenie führera. Po bombie Stauffenberga już tak nie było. Gestapo skarżyło się wręcz, że część duchownych jest wyraźnie rozczarowana nieudanym zamachem. Hitler rozpoczął prześladowania podejrzanych – wiernych i duchownych. Szczególny był przypadek kapelana wojskowego ks. Werlego. Skazano go za to, że podczas spowiedzi dowiedział się o planowanym „tyranobójstwie”, ale nikomu o tym nie doniósł. Tymczasem choć zamach w Wilczym Szańcu się nie powiódł, los III Rzeszy był już przypieczętowany.

CZEKAJĄC NA GŁOS


Pius XII zdobył poważanie świata. Pinchas Lapide, izraelski historyk, dyplomata i teolog, stwierdził, że watykańska dyplomacja uratowała podczas wojny życie od 700 do 860 tysięcy Żydów. Albert Einstein mówił z uznaniem: „Tylko Kościół katolicki zdecydowanie stanął na drodze Hitlera, chcącego zdławić prawdę”. Wdzięczni papieżowi byli także rzymianie. W końcu Wieczne Miasto wyszło z wojny prawie nietknięte.

Z czasem przypomniano sobie jednak o audiencjach udzielanych dyktatorowi ustaszowskiej Chorwacji Ante Paveliciowi, o hołubieniu generała Francisco Franco i o rzekomych powiązaniach Watykanu z przerzutem nazistowskich zbrodniarzy do Ameryki Płd. Krytycy Piusa XII zarzucali mu także rasizm – z powodu jego prośby do dowództwa aliantów, aby po wyzwoleniu Rzymu nie osadzać w nim „kolorowych” oddziałów. Zapominali jednak dodać, że działo się to tuż po bulwersujących zbrodniach wojennych, dokonanych we Włoszech przez francuskie jednostki kolonialne. Poza tym papież atakował rasizm w encyklikach, promował duchownych z Azji i Afryki, karał też księży wygłaszających rasistowskie kazania.

Głównym problemem pozostaje więc Holocaust. Zdaniem obrońców Piusa XII stał się on kozłem ofiarnym zachodnich mocarstw (które same w sprawie Żydów nie zrobiły zbyt wiele) i lewicowych intelektualistów (którym nie w smak był antykomunizm papieża). Jednak amerykański historyk i rabin David Dalin, broniący Piusa XII w książce „Mit o papieżu Hitlera”, ma jeszcze inną teorię. Twierdzi, że papież jest ofiarą aktualnych wewnętrznych sporów w samym Kościele, a Holocaust traktuje się tylko jako pretekst.

A może chodzi o czysto ludzkie oczekiwania? Może Pius XII za bardzo był dyplomatą i politykiem, a za mało duchowym przywódcą? Albert Camus wspominał: „Długo oczekiwałem na głos z Rzymu. Wydawało się, że się podniósł. Ale przysięgam, że miliony ludzi – w tym ja sam – go nie usłyszały”.

Przeciwnicy beatyfikacji Piusa XII domagają się otwarcia tajnych watykańskich archiwów, obejmujących jego pontyfikat. Ich zdaniem inaczej będzie można odnieść wrażenie, że Watykan ma w tej sprawie coś wstydliwego do ukrycia. Co miałyby kryć archiwa? Rzekomą bogatą korespondencję Pacellego z Hitlerem? Gdyby faktycznie istniała, raczej nie dałoby się jej do tej pory ukryć. Jej ślady musiałyby pozostać także w Niemczech.

Na pewno otwarcie tajnych archiwów rozwiałoby wątpliwości, które trawią nawet niektórych obrońców Piusa XII. Jednak – jak stwierdził rzecznik Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi – akta nie zostaną udostępnione wcześniej niż za 6 lat. Przyczyna tej zwłoki jest prosta. Chodzi o 16 mln dokumentów, które trzeba najpierw uporządkować. Poza tym decyzję o ewentualnym ich udostępnieniu musi podjąć obecny papież.

Rozwiązałoby to kontrowersje nie tylko wokół beatyfikacji. Wielu ocalałych z Holocaustu od dawna postuluje uhonorowanie Pacellego tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Na ekspozycji w Instytucie Yad Vashem Pius XII przedstawiany jest wciąż jako papież, który nie zrobił nic, żeby powstrzymać zagładę. Może rozwiąże to również kontrowersje, jakie polityka Piusa XII budziła i budzi w Polakach. To nasz kraj przeżył podczas jego pontyfikatu największą traumę. Zginęły miliony polskich chrześcijan i Żydów, a wielu z tych, którzy ocaleli, musiało szukać nowych domów. Zrujnowany kraj wpadł zaś w ręce komunistów, których Pacelli obawiał się nie mniej niż nazistów.