Mecz Ukraina-Anglia podczas Euro 2012. Marko Dević po ominięciu obrońcy strzela obok bramkarza. Piłka zmierza do siatki, ale wybija ją John Terry. Sędzia Viktor Kassai nie uznaje gola, ku zaskoczeniu widzów zarówno na trybunach, jak i przed telewizorami na całym świecie. Wszyscy przecież widzieli, że piłka przekroczyła linię bramkową - wszyscy, tylko nie arbiter główny. Przed tym meczem był typowany przez ekspertów nawet do poprowadzenia finału mistrzostw. Po nim został odesłany do domu.

Niedługo później Sepp Blatter, przewodniczący Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), ogłasza, że korzystanie w czasie meczów z elektronicznego systemu GLT nie jest już kwestią wyboru - to konieczność. Dlatego podczas najbliższych mistrzostw świata w piłce nożnej każdy sędzia będzie wspomagany urządzeniami, które pozwolą mu podejmować lepsze decyzje.

Takich systemów w sporcie jest z roku na rok coraz więcej, choć przeciętnemu kibicowi trudno je dostrzec. Jednak efekty pracy elektroniki widać na każdym kroku. Nie jest to w sumie dziwne - skoro zawodników wspiera technologia, to dlaczego arbiter miałby być zdany tylko na własne siły?

0,3 sekundy to za długo

Warto przy tym pamiętać, że sam sędzia jest stosunkowo nowym „wynalazkiem”. Pojawił się dopiero w XIX wieku jako bezstronna osoba mająca przyznawać i zatwierdzać zdobyte punkty (bramki, trafienia itd.) oraz orzekać o zatrzymaniu gry czy przewinieniach zawodników. Co ciekawe, głównym powodem pojawienia się arbitrów nie był rozwój samego sportu, lecz zakładów bukmacherskich. Ważyły się losy dużych pieniędzy, więc należało zapewnić możliwie sprawiedliwy przebieg rywalizacji.

Czytaj więcej: Inteligentne piłki, zamarzające koszulki i znikające linie rzutów wolnych - to tylko niektóre z elementów, dzięki którym Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Brazylii są określane jako najbardziej technologiczne wydarzenie sportowe

Szybko jednak okazało się, że możliwości arbitra są mocno ograniczone - przez ludzką fizjologię. „Jednym z kluczowych czynników warunkujących właściwą pracę sędziego jest jego sprawność psychomotoryczna. Poprawia się ona podczas wysiłku, wraz z wydzielaniem adrenaliny i narastającym pobudzeniem, jednak po przekroczeniu pewnego obciążenia progowego gwałtownie się pogarsza. Sędziowie, podobnie jak zawodnicy, muszą być odpowiednio wytrenowani” - mówi dr Tomasz Mikulski z Zakładu Fizjologii Stosowanej Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk.

A teraz weźmy chociażby znany z piłki nożnej spalony, czyli ofsajd. To sytuacja, w której piłkarz drużyny atakującej, w momencie kierowania do niego podania, znajduje się na stronie boiska należącego do drużyny przeciwnej i jest bliżej linii bramkowej tejże drużyny niż piłka oraz bliżej niż przedostatni przeciwnik (ostatnim jest z reguły bramkarz). Badania naukowe wykazały, że sędziowie podejmują złą decyzję o ofsajdzie raz na pięć przypadków.

Winę ponosi przede wszystkim oko. Potrzebuje ono aż 0,3 sekundy, by przesłać dane z siatkówki do obszarów odpowiedzialnych za świadome postrzeganie w mózgu. A gracz w tym czasie nie stoi w miejscu, tylko się przemieszcza, więc zanim sędzia podejmie decyzję, sytuacja na boisku wygląda już inaczej. Co gorsza, jeśli arbiter nie znajduje się dokładnie na tej samej linii, co zawodnicy biorący udział w ofsajdzie, patrzy na ich wzajemny układ pod takim kątem, że nie może go rzetelnie ocenić. Dlatego jego werdykt często jest rezultatem zwykłego zgadywania.

 

Aby wspomóc pracę sędziów, zaczęto wprowadzać zmiany w przepisach. Najpierw dodano kolejnych arbitrów. W grach zespołowych mamy dziś nawet trzech dodatkowych sędziów znajdujących się na boisku oraz sędziego technicznego czuwającego nad sprawami organizacyjnymi (zmiany, doliczanie czasu gry). Ale i to nie wystarczyło. Dlatego na stadionach pojawił się kolejny arbiter - ten wirtualny.

Piłka w polu magnetycznym

I tu do gry wkracza wspomniany wcześniej GLT - Goal-Line Technology, zwany też Goal Decision System. Jego zadaniem jest precyzyjne i natychmiastowe ustalanie, czy piłka całkowicie przekroczyła linię bramkową. FIFA początkowo była przeciwna tej technologii, ale po kontrowersjach takich jak ta z Euro 2012 zmieniła zdanie.

Dwa systemy GLT dopuszczono oficjalnie do użytku w 2012 r., potem dwa kolejne. Jeden z nich to GoalRef, wykorzystywany m.in. w hokeju i rugby. W piłce montuje się chip, w słupkach i poprzeczce czujniki, a za bramką instalację wytwarzającą pole elektromagnetyczne wzdłuż linii bramkowej. Gdy piłka ją przekracza, czujniki przekazują informację do systemu, a z niego zaszyfrowana informacja trafia do zegarka sędziego. GoalRef nie jest tani - zainstalowanie go na stadionie to wydatek rzędu 125 tys. euro, więc stać na to będzie tylko duże obiekty. Podobnie działa system Cairos GLT.

Konkurencyjnym - i ponaddwukrotnie droższym - rozwiązaniem jest Hawk-Eye („sokole oko”). W jego skład wchodzi kilka kamer bardzo precyzyjnie śledzących ruch obiektu takiego jak piłka. Sędziowie, a także widzowie (na trybunach i przed telewizorami) mogą nie tylko obejrzeć powtórkę sytuacji, ale też trójwymiarowy model trajektorii piłki. Hawk-Eye jest używany od 2001 roku w krykiecie oraz od 2006 r. w czasie turniejów tenisowych, gdzie potrafi ocenić z dokładnością do kilku milimetrów, czy piłka uderzyła w linię, przed nią czy za nią. Krytycy wskazują, że margines błędu systemu jest dość duży, ale na razie nie znaleziono dokładniejszej metody. W czasie mundialu w Brazylii stosowany jest konkurencyjny GoalControl, działający na podobnej zasadzie.

Bez człowieka ani rusz

Wymagania stawiane arbitrom ciągle rosną. Sędzia w grach zespołowych musi mieć dziś doskonałą kondycję fizyczną, znajomość strategii psychologicznych i umiejętność posługiwania się kolejnymi urządzeniami wspomagającymi jego pracę. I, jak nigdy wcześniej w historii, powinien umieć uzasadnić swe decyzje. W niektórych sportach (np. w rugby i futbolu amerykańskim) sędzia musi tłumaczyć powód użycia gwizdka, mówiąc do specjalnego mikrofonu, dzięki któremu słyszą go widzowie na stadionie i przed telewizorami.

Oczywiście żadna technologia nie jest w stanie zastąpić człowieka na boisku. Może co najwyżej pomóc mu tam, gdzie jego własne zmysły i percepcja zawodzą, zmniejszając ryzyko popełnienia błędów. A tych w XXI wieku musi być jak najmniej, bo przy widowni liczonej w milionach i gigantycznych budżetach każda nierzetelność może zaważyć na przyszłości dyscypliny sportu. Dlatego od technologii takich jak GLT nie ma już odwrotu.


NAJWIĘKSZE WPADKI ARBITRÓW PIŁKARSKICH

  • 1966 r. Podczas finału mundialu w Anglii sędzia boczny Tofik Bachramow uznał nieprawidłowo zdobyta bramkę, co przyczyniło się do zwycięstwa gospodarzy nad Republika Federalna Niemiec.
  • 1986 r. W ćwierćfinałowym meczu meksykańskiego mundialu Diego Maradona zdobył gola, uderzywszy piłkę ręką. Tunezyjski arbiter Ali Bin Nasser nie zareagował, Argentyna wygrała z Anglia 2:1.
  • 2009 r. W meczu Francja-Irlandia Thierry Henry zatrzymał piłkę ręką i podał do Williama Gallasa, który zdobył gola. Dzięki zwycięstwu Francuzi pojechali na mundial w 2010 r.
  • 2010 r. W 1/8 finału mundialu w RPA nie została uznana bramka strzelona przez Franka Lamparda z angielskiej drużyny – piłka spadła za linia bramkowa i wróciła na boisko. Spotkanie wygrali Niemcy 2:1.
     

    Technologie w innych dyscyplinach

W północnoamerykańskiej lidze hokeja na lodzie (NHL) sędziowie prowadzący spotkanie mogą w dowolnej chwili korzystać z powtórek, takich jak w telewizji. Ich pracę wspierają arbitrzy śledzący przebieg spotkania w hali meczowej oraz w centralnym studiu w Toronto. Pomagają oni rozstrzygnąć, czy padł gol i czy został zdobyty zgodnie z przepisami. Powtórki pozwalają też na wyłapanie niedostrzeżonych na boisku fauli i innych przewinień. Podobnie wygląda sędziowanie w innych znanych amerykańskich dyscyplinach. W ligach futbolu amerykańskiego (NFL) i baseballu (MLB) jeden z sędziów jest oddelegowany do obserwowania rozgrywek i powtórek na monitorze, służąc radą w kwestiach spornych. Najsłynniejsza na świecie liga koszykówki (NBA) korzysta z systemu powtórek od 2007 r. Dzięki temu łatwiej jest ustalić, czy doszło do przekroczenia linii (a więc czy za rzut drużyna otrzyma dwa, czy trzy punkty), faula itd. Wadą korzystania z powtórek jest to, że każda analiza zajmuje sporo czasu, a to oznacza przerwę w grze i wytrącenie zawodników z rytmu. Część miłośników sportu twierdzi też, że poleganie na technologii zabija ducha rywalizacji na boisku.


DLA GŁODNYCH WIEDZY: