Mimo że od kilkudziesięciu lat trwają próby opracowania hormonalnej antykoncepcji dla mężczyzn, jeszcze żaden nowoczesny środek nie wszedł na rynek. Mężczyzna nadal ma do dyspozycji liczącą blisko trzysta lat prezerwatywę (zawodna w blisko 2 proc. przypadków) i wazektomię, czyli przecięcie nasieniowodów.

„To metoda daleka od ideału, gdyż »kikut« często przecieka i wydostający się do jamy ciała płyn może powodować stany zapalne. Ponadto powrót do płodności jest zwykle niemożliwy” – mówi prof. Maciej Kurpisz kierujący Zakładem Biologii Rozrodu i Komórek Macierzystych w Instytucie Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk.

Kobieta możliwości zapobiegania ciąży ma o wiele więcej, bo kilkanaście. Główny ciężar unikania niepożądanych skutków seksu spada więc na nią. Jednak co roku zachodzi w ciążę około 210 mln kobiet, przy czym aż 38 proc. z nich nie planuje tego. Z tej grupy więcej niż jedna piąta poddaje się aborcji. Świat  potrzebuje więc nowoczesnych metod męskiej antykoncepcji. Skutecznych, bezpiecznych dla zdrowia i w pełni odwracalnych.

Wyłączyć sterowanie

Tymczasem na drodze pigułki antykoncepcyjnej dla panów piętrzą się przeszkody. Podstawową stanowi męska fizjologia. Kobiecy organizm wyłącza owulację podczas ciąży i laktacji. Ten stan można imitować farmakologiczne, zmieniając poziom hormonów krążących we krwi. U mężczyzny nie ma analogicznego procesu. Mężczyzna w każdej sekundzie produkuje tysiące plemników – od momentu, w którym osiągnie dojrzałość płciową, aż do śmierci. Nieprzerwana produkcja, zwana spermatogenezą, przebiega w jądrach, w kanalikach plemnikotwórczych. Cały proces trwa maksymalnie 72 dni.

Hormony, które utrzymują tę linię produkcyjną w ciągłym ruchu, to testosteron, wytwarzany przez znajdujące się w jądrach komórki Leydiga, oraz wydzielane przez przysadkę mózgową lutropina (LH) i hormon folikulotropowy (FSH). LH sprawia, że komórki Leydiga produkują testosteron i utrzymuje jego właściwy poziom we krwi, natomiast FSH inicjuje wytwarzanie plemników i pomaga im dojrzewać. Do tej pory większość badań nad pigułką antykoncepcyjną dla mężczyzn szła w kierunku obniżenia poziomu obu tych hormonów. Najlepiej sprawdzało się podawanie mieszanki testosteronu i progestagenu – syntetycznych hormonów wykorzystywanych także w środkach dla kobiet. Pod ich wpływem przysadka zmniejsza wydzielanie LH i FSH. Niestety tej metodzie brakuje skuteczności, gdyż jest pięciokrotnie mniej skuteczna niż kobieca pigułka (aż 5-proc. ryzyko nieplanowanej ciąży).

Co więcej, okazało się, że nie jest także bezpieczna. Wymagania stawiane nowym środkom antykoncepcyjnym są o wiele wyższe niż te dla leków przeciwnowotworowych i kardiologicznych. Ma je przecież zażywać człowiek zupełnie zdrowy, a nie pacjent, który gotów jest zaakceptować nawet poważne skutki uboczne za cenę zahamowania postępu choroby. W kwietniu 2011 roku badania kliniczne prowadzone przez amerykański Contraceptive Research and Development Program (CONRAD) i Światową Organizację Zdrowia (WHO) zakończyły się przed czasem, gdyż ich uczestnicy narzekali na częste stany poirytowania i depresję. Poza wpływem na psychikę, zażywającym hormonalną antykoncepcję mężczyznom groziło także zwiększone ryzyko rozwoju nadciśnienia, osłabienia kości, przerostu prostaty. Wadą metody okazał się także sposób podawania – zastrzyk. Niestety, na hormonalną pigułkę na razie nie ma szans, bo testosteron jest bardzo szybko rozkładany w żołądku, a toksyczne produkty tego rozkładu gromadzą się w wątrobie.

Dużo lepiej rokuje środek, który zawiera MENT – syntetyczny steroid przypominający testosteron w połączeniu z dawką lewonorgestrelu. Nad taką formułą hormonalnej antykoncepcji prowadzi badania amerykańska organizacja Population Council. Mężczyźni, którzy biorą udział w tych badaniach, nie mają problemów ze zmiennym nastrojem, ich libido nie słabnie, nie mają też powiększonej prostaty. MENT stosowany jest w formie implantów podskórnych, które bardzo powoli uwalniają czynną substancję albo w postaci żeli czy plastrów przyklejanych na skórę. Skutki uboczne? Powoduje rozrost mięśni. „Oczywiście nie jest to bardzo szkodliwe, ale jeśli testosteron ma być długo zażywany, to trzeba przestrzegać odpowiednio ubogiej w węglowodany diety. Jako hormon anaboliczny zwiększa masę tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Nie daje skutków ubocznych, jeśli stosuje się go krótko” – mówi prof. Kurpisz.

Zatrzymać produkcję

W centrum uwagi naukowców są obecnie niehormonalne substancje, niezbędne do produkcji plemników, ale nie- zmieniające naturalnego poziomu hormonów we krwi. Niedawno prof. James Bradner z Dana-Faber Cancer Institute i prof. Martin Matzuk z Baylor College of Medicine ogłosili nowego kandydata na środek antykoncepcyjny – JQ1. Ta substancja hamuje działanie białka BRDT, które sprawia, że z komórek macierzystych w jądrach zaczynają się rozwijać plemniki. Samce laboratoryjnych myszy odzyskują płodność, gdy przestają dostawać zastrzyki z JQ1.

Z kolei prof. Debra Wolgemuth z Columbia University prowadzi zaawansowane badania, w których kluczową rolę odgrywa kwas retinowy. Bez niego komórki macierzyste w jądrach nie dzielą się. Kwas retinowy powstaje z witaminy A. Od dawna wiadomo, że jej niedobory powodują u mężczyzn bezpłodność. Przypadek sprawił, że prof. Wolgemuth wpadła na pomysł, by wykorzystać to w badaniach nad antykoncepcją. We wrześniu 2004 r. trafiła na doniesienie o testach inhibitora kwasu retinowego w leczeniu stanów zapalnych i chorób skórnych. Prace przerwano, gdy okazało się, że badana substancja jest toksyczna dla plemników. Ale to, co w jednym badaniu jest toksyną, w innym może być potencjalnym środkiem antykoncepcyjnym. Po czterech tygodniach podawania samcom myszy tej substancji wpuszczono je do klatki z samicami. „Gryzonie miały duży temperament, stale kopulowały, ale samice nie rodziły młodych. Lek ten nie wpływa na poziom testosteronu, a co więcej można go podawać doustnie.

Przed nami faza badań, które wyjaśnią, czy środek ten nie szkodzi przy długim stosowaniu” – relacjonowała swoje wyniki prof. Wolgemuth.

 

Od 2008 r. Population Council prowadzi próby mające wyjaśnić skuteczność w antykoncepcji dwóch pochodnych lomidaminy (związku, którym interesują się także producenci leków przeciwnowotworowych). Testy na zwierzętach, głównie królikach i małpach, wypadają bardzo obiecująco. Substancje te – gamendazol i adjudin – oddziałują na znajdujące się w jądrach komórki Sertolego, czyli głównych zaopatrzeniowców rosnących plemników. Dzięki tej metodzie udaje się je „zagłodzić”.

Rozbroić, zatkać

W kilku innych laboratoriach poszukuje się sposobu, by uniemożliwić uformowanym już plemnikom znalezienie komórki jajowej i wniknięcie do niej. Taką szansę daje zablokowanie kanałów CatSper. Znajdują się one w błonie komórkowej witki i główki plemników. Występują tylko w tych komórkach, więc zakłócenie ich działania nie zaszkodzi reszcie organizmu. Kanały CatSper uaktywniają się pod wpływem progesteronu produkowanego przez kobietę. „By plemnik mógł spełnić swoją rolę, musi odrzucić swoją »czapeczkę« (akrosom) i uruchomić enzymy, które nadtrawiają otoczkę komórki jajowej.  Plemnik z zablokowanymi kanałami CatSper nie może tego zrobić i ześlizguje się z komórki jajowej, zamiast do niej wniknąć” – mówi prof. Kurpisz.

Można też mechanicznie zablokować nasieniowody, ale nie tak drastycznie jak w przypadku wazektomii. Wkrótce zakończą się badania kliniczne metody RISUG, promowanej przez dr Elaine Lissner. Polega na wstrzykiwaniu do nasieniowodów substancji, która pokrywa ich ścianki i zastyga w półpłynny żel. To polimer toksyczny dla plemników. Mężczyzna, który ponownie chce się stać płodny, otrzyma zastrzyk z substancji udrażniającej nasieniowody. W Indiach badania kliniczne tej metody trwają od 15 lat – z dobrymi wynikami. W 2013 r. będzie ona także testowana w USA, ale pod nazwą Vasalgel. Dr Lissner zapowiada, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, żelowa męska antykoncepcja wejdzie na rynek już za dwa lata. Wady? Wstrzyknięcie żelu do nasieniowodów wymaga nacięcia moszny – podobnie jak w przypadku wazektomii – a to może zniechęcić wielu panów.

Połaskotać, podgrzać

Dr James Tsuruta z University of North Carolina prowadzi badania nad wykorzystaniem w antykoncepcji ultradźwięków. Według niego jedyne skutki uboczne to uczucie ciepła i łaskotki powodowane przez głowicę aparatu USG. Wystarczą dwie 15-minutowe sesje w odstępie dwudniowym i doświadczalne szczury stają się całkowicie bezpłodne. Pomysł nie jest nowy – o skuteczności ultradźwięków w sterylizacji zwierząt wiedziano już 40 lat temu – jednak od szczurów do ludzi droga daleka. „Potrzebne są badania, które stwierdzą, jak długo utrzymuje się efekt i czy zabieg można powtarzać wielokrotnie” – przyznawał w jednym z wywiadów dr Tsuruta. „Ja bym się bał tej metody. Nie wiem, jak na ultradźwięki reagują komórki Leydiga. Wytwarzają nie tylko testosteron ważny w produkcji plemników, ale także ten ogólnoustrojowy, który »uruchamia« mężczyznę. Chyba wolałbym już oddziaływanie temperaturą, równie proste w zastosowaniu i z pewnością nieszkodliwe” – mówi prof. Kurpisz.

Podobno już Hipokrates mawiał, że mężczyzna, który chce być płodny, nie może często zażywać gorących kąpieli. Obserwacja o tyle słuszna, że dziś już wiadomo, że produkcja plemników najlepiej przebiega w temperaturze 33 st. C. Nawet niewielki wzrost ciepłoty jąder powyżej tej wartości spowalnia spermatogenezę. Nic dziwnego więc, że skutecznym wrogiem męskiej płodności jest ciasna bielizna. Ta zaprojektowana przez francuskich naukowców z Université de Toulouse podnosi temperaturę jąder o 2 st. C. Ochotników do jej testowania było pięciu, nosili ją przez cztery miesiące po 15–16 godzin na dobę. Już po 20 dniach w widoczny sposób zmniejszała się żywotność i ruchliwość plemników, ich liczebność spadała po miesiącu. Płodność wracała do normy dopiero po ponad dwóch miesiącach noszenia luźnych bokserek!

Nawet laptop ma pewien potencjał. Mężczyzna, który długo ma go na kolanach, pracując (najczęściej trzyma wtedy uda blisko siebie), podgrzewa jądra do temperatury 37,2 st. C. A to wystarczy, by zablokować produkcję plemników! Badania mogłyby pójść w tym kierunku, ale producenci elektroniki chyba potraktują taki pomysł dość chłodno...

Sposób na plemnika

Męskie komórki płciowe mają słaby punkt – to tzw. kanały wapniowe regulowane przez antygen CatSper. Ich aktywacja daje plemnikom „napęd”, a także powoduje odrzucenie akrosomu i uruchomienie enzymów, które pozwalają im wniknąć do komórki jajowej. Naukowcy z firmy Hydra Biosciences szukają sposobu na selektywne zablokowanie CatSper, ale badania te nadal są na dość wczesnym etapie.

Badane na mężczyznach

  • Męska pigułka może zawierać substancje niehormonalne (takie jak JQ1 czy kwas retinowy), hamujące produkcję plemników.
  • Za dwa lata do powszechnego użytku może trafić żel, który po wstrzyknięciu do nasieniowodów chemicznie niszczy przepływające nimi plemniki.
  • Sposobem na męską antykoncepcję może też być noszenie zaprojektowanej przez uczonych ciasnej bielizny.

Warto wiedzieć:

  • 100 milionów sztuk prezerwatyw sprzedaje się rocznie w Polsce.
  • według sondaży 70 proc. mężczyzn wolałaby skorzystać z innej metody, takiej jak pigułka antykoncepcyjna

Dla głodnych wiedzy:

  • Strony związane z męską antykoncepcją: www.popcouncil.org, www.newmalecontraception.org
  • Książka o próbach kontrolowania rozrodu  – „Historia antykoncepcji”, Ana Martos Rubio, wydawnictwo Bellona 2012