Poszukiwań dawno zaginionego dzwonu podjęli się sławięciccy parafianie. Zaczęli działać już dwa lata temu. Ostatecznie na trop zabytku natrafił proboszcz Sławięcic – ksiądz Marian Bednarek. Okazało się, że 400-kilogramowy dzwon od lat znajduje się na dziedzińcu kościoła w Münster w Niemczech, razem z innymi dzwonami, których pochodzenie nie zostało ustalone. 

Przedstawiciele diecezji z Münster przyznają, że Polacy mają szczęście, że akurat poszukiwany przez nich dzwon nie został zniszczony. 

W czasie II wojny światowej miejscowości podlegające niemieckiej administracji (a tak było w przypadku Sławięcic) były zmuszane do oddawania przedmiotów z brązu. Często więc na teren Rzeszy wywożono odlane z brązu dzwony kościelne, a następnie przetapiano je na broń i amunicję. 

Po wojnie niektóre dzwony zwrócono do parafii ich pochodzenia, ale aż 1300 dzwonów, które zostały zrabowane z terenów wschodnich, takich jak Polska, początkowo przechowywano na „cmentarzysku dzwonów” w Hamburgu, a ich zdjęcia przechowywano w archiwum Norymbergi.

Diecezja stwierdziła, że tuż po wojnie brytyjskie władze wojskowe zakazały zwrotu dzwonów na wschód, a zamiast tego zostały one wypożyczone parafiom w dawnych Niemczech Zachodnich.

Teraz parafia w Münster podpisała ze Sławięcicami umowę o stałym wypożyczeniu, ponieważ zabytkowy dzwon oficjalnie wciąż należy do niemieckiego kościoła. 

Na razie dzwon nie został przewieziony do Polski, bo uniemożliwiają to obostrzenia związane z epidemią koronawirusa, ale kiedy tylko będzie to możliwe,  zostanie zorganizowany transport. 

– Po 77 latach czekania kolejny miesiąc nie ma znaczenia – mówi Hans Manek, były mieszkaniec Sławięcic zaangażowany w poszukiwania zabytku.