- Jeden z biologów go zobaczył jak przelatywaliśmy powyżej, i nagle krzyknął: hej, hej, hej, zawróć. Ja na to, że co? A on: tam jest to coś, musimy to zobaczyć – opowiada ze śmiechem pilot Bret Hutchings.

Gdy zawrócił maszynę zobaczyli w niszy między wulkanicznymi skałami jasny, metalowy monolit. W ocenie pilota miał może nieco ponad 3 metry wysokości.

 

 

- Żartowaliśmy sobie, że jak któryś z nas zniknie, to reszta ma wiać. Widać było, że ktoś go tam wbudował, a nie po prostu zrzucił. Zastanawialiśmy się, czy to może NASA coś tam wetknęło, ja wiem, żeby odbijać sygnał z satelit? – zastanawia się Hutchings

Zdjęcie: Utah Department of Public Safety

Biolodzy i załoga śmigłowca uznali, że monolit nie wydaje się spełniać żadnej naukowej funkcji. Zdecydowanie też ”wygląda na coś wykonanego przez człowieka, a nie kosmitów”. Być może to instalacja artystyczna, zastanawiali się.

- Założyłem, że to jakiś nowofalowy artysta, a może ktoś, kto jest wielkim fanem filmu Stanley’a Kubricka (2001: Odyseja Kosmiczna – red.) – stwierdził pilot Utah Department of Public Safety, nawiązując do kultowej produkcji z 1968 roku. Tam wokół ”czarnego monolitu z kosmosu” gromadzą się zafascynowane małpy, praprzodkowie homo sapiens.

Monolit został zainstalowany w miejscu szczególnie odległym od cywilizacji, więc załoga postanowiła ukryć jego dokładną lokalizację. Boją się, że za chwilę będą musieli ratować zagubionych poszukiwaczy monolitu. Na stronie wydziału bezpieczeństwa publicznego umieścili kilka filmów i zdjęć dokumentujących znalezisko.

Zdjęcie: Utah Department of Public Safety

- To chyba najdziwniejsza rzecz na jaką trafiłem jako pilot – podsumował Hutchings. Urzędnicy w informacji prasowej przypominają, że na ziemi zarządzanej przez władze federalnej ”bez specjalnej zgody nie wolno instalować żadnych struktur, niezależnie z jakiej się jest planety”. Decyzję o dalszym losie monolitu podejmie Biuro Zarządzania Gruntami.

 

Muflony zdjęcie: Utah Department of Public Safety