Organizacja służb policyjnych, rozbudowa siatki donosicieli, nadzór nad cenzurą, śledztwa przeciwko młodzieży, a także oczerniające raporty sporządzone jego ręką dla Petersburga – to w skrócie opis działalności Nikołaja Nikołajewicza Nowosilcowa. „Wspomnieć imię Nowosilcowa Polakom w obecnym usposobieniu ich umysłów jest tym samym co wspomnieć szatana gorliwym katolikom” – pisał prawnik i poeta Kajetan Koźmian, który starał się wyjaśnić antypolskie nastawienie Nowosilcowa.

Popieracz Polski

Senator Nowosilcow przyjechał na ziemie polskie w 1813 r., gdy armia rosyjska wkroczyła do Księstwa Warszawskiego i w lutym zajęła stolicę. Powołano go wówczas na stanowisko wiceprezesa Rady Najwyższej Tymczasowej, co – zdaniem Szymona Askenazego – udało się dzięki protekcji księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Ten wierzył jeszcze w przyjaźń, jaką Senator miał obdarzyć „sprawę polską”. Ludwik von Plater, wizytator szkół w guberni wileńskiej, uprzedzał Czartoryskiego: „Nie wydało nam się, by Nowosilcow pragnął restaurowania Polski. On jest człowiekiem dwulicowym”. Książę jednak w to nie wierzył i kiedy Koźmian zadał mu pytanie, czy jest pewien przychylności Nowosilcowa, odparł: „Tak jestem pewny, jak siebie samego! Daj Boże, abyśmy Polakami znaleźli tak przychylnych i  gorliwych popieraczów Polski”. 

Tymczasem Nowosilcow już wtedy wysyłał pierwsze raporty, podkreślające konieczność roztoczenia nad Księstwem ścisłego dozoru policyjnego. Zaproponował powołanie Rady Centralnej Policyjnej. Miał 20 szpiegów w Warszawie i od 50 do 100 na prowincji. Ubiegał się o utworzenie biura otwierania listów, a także o ustanowienie nadzoru nad strażą celną i leśną. Aleksander I zaaprobował pomysł i w sierpniu 1813 r. powołał Komitet Nadzoru Policyjnego z Nowosilcowem na czele. Rychło została także utworzona Wyższa Wojskowa Policja Sekretna, której od 1818 r. przewodniczył płk Jerzy Kempen. Policja warszawska zwerbowała wielu szpiegów – niektórych spośród służących zatrudnionych w domach wysokich urzędników, oficerów i arystokratów. Budżet miasta wydawał na nich rocznie 6 tysięcy zło-tych, co było sumą niemałą, zważywszy, że ogół wydatków na policję warszawską wynosił 19 tysięcy rocznie. Jednak „arcychytry Nowosilcow” – jak go określił historyk wojskowości Jan Pachoński – maskował przez pewien czas swój prawdziwy stosunek do Polaków. Gdy w 1813 r. uczestniczył w pogrzebie księcia Józefa Poniatowskiego, równocześnie starał się pozyskać jako agentów tych Polaków, którzy byli gotowi współpracować byle zaspokoić swoje wybujałe ambicje i napełnić domowe szkatuły. Prześladując – jednocześnie korumpował i tworzył coraz większą szpiegowską pajęczynę, oplatającą Kongresówkę.

Sieć senatora

Zdaniem pamiętnikarzy Nowosilcow brał sobie za współpracowników „największych łotrów” – co ciekawe, Polaków. Aleksander Linowski, były współpracownik Kołłątaja i senator, otrzymał stanowisko naczelnika Wydziału Policji i Poczt w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Policji. W ten sposób Nikołaj Nikołajewicz zdobył wpływ na działalność policji, a także dostęp do korespondencji, którą regularnie przeglądał.

Organizatorem policji w  wojsku, czyli żandarmerii, został gen. Aleksander Rożniecki, uczestnik wojny polsko-rosyjskiej 1792 roku i insurekcji kościuszkowskiej. Zadaniem żandarmów było chwytanie dezerterów i zbrodniarzy, transportowanie więźniów i skazańców, śledzenie zbiegów oraz egzekwowanie długów skarbowych. Jednak specjalnością Rożnieckiego stała się tajna służba wywiadowcza na terenie dwóch pozostałych zaborów. Na te cele otrzymywał niebotyczne sumy od Wielkiego Księcia Konstantego i nigdy z tych pieniędzy nie musiał się rozliczać. 

Na terenie Warszawy działała także policja municypalna. Podlegała bezpośrednio wiceprezydentowi miasta Mateuszowi Lubowidzkiemu, który, pozwalając na stosowanie tortur w  śledztwie, szybko został kolejnym prześladowcą w stolicy. Wydziałem śledczym kierował Józef Mateusz Birnbaum; i on wykorzystywał swoje stanowisko do terroryzowania żydowskich kupców. Odrębną policję przyboczną miał jeszcze Wielki Książę Konstanty. Panował gigantyczny chaos, bo poszczególne służby nie koordynowały działań, więc niekiedy szpiclowały siebie nawzajem. Dlatego Nowosilcow wystąpił z  projektem powołania Biura Centralnego dla Warszawy i Królestwa Polskiego. Zorganizowano je w sierpniu 1821 r. Od tego czasu był na bieżąco informowany o wydarzeniach i nastrojach panujących w Warszawie, całym Królestwie, a także na Litwie, Białorusi i Ukrainie, w Rzeczypospolitej Krakowskiej, w  Galicji i w Poznańskiem. Według Joachima Lelewela „tysiące ludzi różnego stanu było płatnych, którzy rozbiegali się podglądając, co kto robił, co kto gadał i  to wszystko donosili (…). Szpiegi, gdy nie mieli co donosić, aby lepszą wzięli zapłatę, zmyślali i narażali ludzi na podejrzenia i zawziętość. Tak pokątnie oskarżeni szli do więzienia i Bóg wie, jak długo siedzieli i  co się tam z nimi działo”. 

 

W rezultacie tak drobiazgowej inwigilacji władze wiedziały prawie wszystko o osobach „potencjalnie podejrzanych”. Przykładem był założyciel Wolnomularstwa Narodowego major Walerian Łukasiński, który wezwany na rozmowę do Belwederu usłyszał od Wielkiego Księcia: „Ty się nie ukryjesz przede mną ze swoimi postępkami, ja wiem, co ty jadasz na obiad”. Z obrzydzeniem, ale i z podziwem mawiano, że Nowosilcow był niezwykle kreatywny. Nie tylko płacił współpracownikom, ale pozwalał im kraść, nadużywać – byleby posiadali dodatkowy dochód, z którego opłacaliby pomniejszych agentów. Nowosilcow chętnie korzystał też z pomocy Żydów, którzy mieli status obywateli drugiej kategorii. Wielokrotnie oferował im protekcję, co w niedługim czasie zaowocowało tym, że jeden z najzdolniejszych szpiegów Królestwa – Henryk Mackrott dysponował stałą, zaufaną grupą agentów, rekrutujących się wyłącznie z ludności żydowskiej. Walerian Łukasiński zapisał: „Tymczasem zło powtarzało się codziennie. Szpiegostwo i donosy zagęściły się, że nikt nie był spokojnym wśród swojej rodziny. Nieufność była wszędzie. Polaków ostrzegano »strzeżcie się Ruskich, oni o was donoszą«. A Ruskim to samo mówiono o Polakach. Jednym słowem dawna nieprzyjaźń dwóch narodów żyjących teraz razem i  mających codzienne między sobą stosunki, nie tylko nie zmniejszyła się, ale zmieniła się w nienawiść”.

Przepis na terror

Po roku działalności Towarzystwa Patriotycznego założonego przez Waleriana Łukasińskiego, policja Wielkiego Księcia Konstantego wpadła na trop spisku. W 1827 r. urządzono proces. Pod naciskiem opinii publicznej sąd sejmowy odrzucił oskarżenie o zdradę stanu i skazał członków na krótkie kary więzienia. Udział Senatora w śledztwie spotęgował nienawiść wobec jego osoby. Po ogłoszeniu wyroku pojawiły się satyryczne utwory szydzące z Senatora i jego sprzymierzeńców, np. „Recepta na robienie octu”, w której głównymi bohaterami są: Wincenty Krasiński – generał i członek sądu, Rożniecki – znany ze służalczości wobec cara, sam Nowosilcow, Stanisław Zamoyski – prezes komisji śledczej, Maurycy Hauke – generał prezes sądu wojskowego i w końcu Wielki Książę Konstanty. Utwór brzmiał następująco: „Włóż w kocioł, nalej wody i postaw na żarze / Krasińskiego z Rożnieckim, z osobna lub w parze. / A gdy prostka już będzie w połowie gotowa, / W wolnym ogniu na proszek spal Nowosilcowa. / Dla kwasu i cierpkości dodaj Zamoyskiego / Aby kocioł wypełnić, włóż całkiem Haukego. / Gotuj to wszystko razem przez cztery godziny/ Mieszaj często, a gdy już zbierzesz szumowiny/, Dla klaru i koloru zielonkowatego / Wpuść raz przefiltrowany ekstrakt Konstantego, / Odcedź wreszcie w butel – bądź pełen nadziei / Że lepszy będzie ocet niż siedmiu złodziei”.

Przesłuchania były brutalne, ale na swój sposób skuteczne. Zdaniem Niemcewicza „dosyć mu było być niemiłym, by zostać podejrzanym, dość podejrzanym, by zostać winnym”. Senator sumiennie opisywał carom przebieg śledztwa. Aleksander I, przeczytawszy notatki Inkwizytora (jak wówczas nazywano już Nowosilcowa), miał powiedzieć: „Polacy są nazbyt krnąbrni” i „Bóg dał mu w ręce dość siły, żeby wszelkie ich zamachy zniweczył i skruszył”. Pamiętnikarze powtarzali: „katowano srodze młodzież najwięcej obiecującą i  dręczono środkami inkwizycji średnich wieków godnych”.

Pijany inkwizytor

Także prywatnie Nowosilcow nie wychodził ze swej „służbowej” roli nadzorcy krnąbrnych Polaków.

Koźmian twierdził, że Senator był niezwykle oświeconą osobą, lubił towarzystwo i rozmowy z wykształconymi ludźmi (sam posiadał ponoć pokaźną bibliotekę), niemniej za dużo pił. Organizował częste i wystawne uczty dla polskich elit. Dopóki był w stanie, zwykł przenikliwie wypytywać gości. Szczególną uwagę poświęcał polityce i literaturze. W tej ostatniej widział buńczucznego ducha polskiego, którego należałoby „ukrócić”. Nowosilcow przyczynił się zresztą do wprowadzenia cenzury prewencyjnej w Królestwie, pozbył się periodyków zagranicznych, podręczników akademickich, a  ze szczególną zawziętością tępił utwory Niemcewicza i Mickiewicza. Jak zanotował w pamiętniku ten pierwszy: „Z zawiścią patrzył on, jak wielce oświecenie rozkrzewiało się po małym Królestwie i dawniej zabranej przez Moskwę Polsce. Od zniszczenia więc wychowania i oświaty swój plan rozpoczął”.

Absolwent Wydziału Medycznego Uniwersytetu Wileńskiego filareta Stanisław Morawski tak scharakteryzował Nowosilcowa: „W najwyższym stopniu rozwiązły, rozpustny, zbestwiony, bezwstydnie przedajny, ale przetak dziurawa beczka – zawsze był goły i ciągle pod tytułem pożyczek, układów spekulacji, każdego kto miał grosz jakiś obłupiał i obdarł. Sumienia, wstydu, cnoty – ani szeląg. Mówię to nie żartem – może od lat dwudziestu zupełnie trzeźwy nigdy już ani w dzień, ani w nocy nie był”. 

Inni pamiętnikarze również nie oszczędzali Senatora. Wyjątku nie stanowił Rosjanin Leon Bajkow – podwładny i jednocześnie towarzysz pijackich zabaw Nowosilcowa: „Senator upił się dziś do niepamięci. Z trudem wyciągnąłem go stamtąd (…). Padał kilka razy do rynsztoków. Zabłoconego i potłuczonego ułożyłem w  końcu do łóżka”. Gen. Ignacy Prądzyński wspominał, że Senatora widywano pijanego prawie codziennie, a w dodatku uganiającego się po ulicach Warszawy za „nierządnicami”. Fatalne prowadzenie policyjnego nadzorcy nie uszło uwadze cara i księcia Konstantego. Jednak ze względu na skuteczność jego hulaszczy tryb życia traktowano pobłażliwie. 

Zezowaty rozpustnik

Długa jest lista podbojów miłosnych Nowosilcowa, choć – jak stwierdził Koźmian – przystojny nie był: „Twarz miał nie tylko nieprzyjemną, lecz odrażającą; czerwony i jak trądem okryty, wzroku zezowatego i ostrego. Nie tylko nie mógł się podobać płci pięknej, lecz wstręt jej osobą swoją wrażał”. 

Mimo to Nowosilcow otaczał się nie tylko paniami lekkich obyczajów, ale także arystokratkami. Jedną z jego kochanek była Zofia Potocka (wdowa po marszałku konfederacji targowickiej Stanisławie Potockim). Nie mogąc uzyskać schedy po mężu, udała się do Senatora z prośbą o interwencję. Niemcewicz zanotował: „zyzowaty Nowosilcow podstępnie wyrobił dla niej ukaz przysądzający jej równą część majątku. Wydanie wstydu na lubieżność rozpustnika tego, obietnica wzięcia za męża, nigdy atoli nie dotrzymana, była nagrodą niecnego czynu Nowosilcowa”. 

 

Kolejna „miłosna przygoda” spotkała Senatora w trakcie śledztwa przeciw filomatom w Wilnie. Został wówczas opiekunem prawnym księżnej Tekli z Walentynowiczów Zubowej. Pocieszała się ona w ramionach wielu. Na dłużej pozostała jednak przy Nowosilcowie, który zdaniem filarety Morawskiego, zakochał się w niej bądź doskonale to udawał. Senator afiszował się swym związkiem w całej Warszawie. Bawił codziennie u kochanki, jedząc i pijąc – na jej konto, bo rzadko miewał własne pieniądze (jeśli już je posiadał, to od razu przepijał albo przegrywał w karty). We wspólnych libacjach uczestniczyli: wspomniany Leon Bajkow, Rożniecki czy Lubowidzki. Morawski był świadkiem, jak Nowosilcow wraz ze swym sekretarzem po pijanemu chwycili Zubową pod ręce i wystawili przez okno – żartując, że chcą ją wyrzucić na ulicę: „Wiatr suknie do góry podnosił. Ona przeraźliwie wrzeszczała; a  my z  dołu ze dwudziestu przynajmniej okien patrzyliśmy na jej odkryte dla publiczności wdzięki”. Mawiano, że kochankowie się pobiorą, jednak księżna porzuciła Senatora. 

Nowosilcow lubił nadużywać swej pozycji. Przesłuchując członków Towarzystwa Patriotycznego, a wcześniej młodzież w Wilnie, Senator zmuszał ich matki i żony do odbywa-nia z nim stosunków seksualnych – w zamian za uratowanie ich synów i mężów.

Symbol rusyfikatora

10 listopada 1830 r. student drugiego roku medycyny Uniwersytetu Warszawskiego doniósł Lubowidzkiemu o istnieniu tajnej organizacji, do której należeli studenci, oficerowie i podoficerowie wojska polskiego. Rozpoczęło się śledztwo i aresztowania, do których Nowosilcow powołał specjalną komisję uniwersytecką. W rozmowie z Czartoryskim Konstanty miał powiedzieć: „To jest sprawa wyłącznie polska, dlatego żaden Rosjanin mieszać się do niej nie będzie. Gadają na Nowosilcowa, że on wskrzesza bunty, lecz nie było go dziś tutaj i kazałem mu wyjechać i nie wracać, póki się to wszystko nie skończy”. 

W  ten sposób zakończyło się ostatnie śledztwo Nowosilcowa w  Królestwie, a Wielki Książę uratował mu życie. Wyjazd Senatora nastąpił dwa dni przed wybuchem powstania. W noc listopadową lud Warszawy wdarł się do apartamentu i kancelarii Nowosilcowa w pałacu Branickich. Książę Piotr Wiaziemski zapisał, co powiedział znajomemu, zainteresowanemu losami Senatora: „Schował się na pewno w piwniczce z trunkami. O, ten i jego kompania na pewno będą musieli na Sądzie Ostatecznym odpowiadać za liczne niepokoje i nieszczęścia w Polsce”.