Nokia 2010 - zdaniem Mattiego Makkonena to pierwszy model telefonu, który pozwolił użytkownikom w łatwy sposób pisać i wysyłać wiadomości tekstowe, fot. Wikimedia Commons

Makkonen był autorem pomysłu wysyłania tekstowych wiadomości dzięki sieciom komórkowym. Właśnie dlatego był określany mianem "ojca SMS-ów". Mimo tego przydomka sam jednak podkreślał, że nie był jedynym autorem tej technologii. 

Pierwszy SMS w historii został wysłany 3 grudnia 1992 r. przez Neila Papwortha, pracownika sieci Vodafone z Wielkiej Brytanii. Papworth składał w nim życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia swoim kolegom.

Początkowo SMS-y służyły operatorom sieci do informowania klientów o awariach czy zmianach w abonamencie. Początkowo nie istniała technologia, która umożliwiłaby przesyłanie SMS-a do innej sieci komórkowej. Nie przewidywano, że SMS-y staną się powszechną formą komunikacji. Szybko jednak okazało się, że krótkie wiadomości są szczególnie popularne wśród nastolatków. I to właśnie ta grupa użytkowników wpłynęła na zmiany planów operatorów sieci komórkowych.

Matti Makkonen w 2012 roku w rozmowie z BBC podkreślał, że ciągle wierzy w to, że porozumiewanie się za pomocą wiadomości tekstowych będzie człowiekowi towarzyszyło już zawsze. W 20. rocznicę wysłania pierwszego SMS-a Matti Makkonen podkreślał, że SMS-y opanowały świat dzięki współpracy z firmą Nokia, która spopularyzowała tę technologię.

- Za prawdziwe narodziny nowej usługi, jaką było wysyłanie SMS-ów uważam rok 1994, gdy Nokia wprowadziła na rynek swój model Nokia 2010, pierwszy telefon, który pozwalał w łatwy sposób pisać i wysyłać wiadomości - mówił Makkonen.


Prawdy i mity o telefonach komórkowych:

Czy to prawda, że telefony komórkowe czasem wybuchają?

Czy to prawda, że telefony komórkowe czasem wybuchają? 

Niestety tak, choć ściślej rzecz biorąc, wybuchają zwykle ich baterie. Nowoczesne smartfony wykorzystują baterie litowo-jonowe, które mają dużą pojemność szybko się ładują i nie wykazują tzw. efektu pamięci. Ale te zalety mają swoją cenę – takie baterie mogą być niestabilne chemicznie, jeśli są niewłaściwie ładowane. Nie można ich „przeładować”, powinny też dostawać odpowiedni prąd. Jeśli używa się nieoryginalnych ładowarek lub ma wyjątkowego pecha, to bateria może się zapalić lub nawet wybuchnąć. Na szczęście zdarza się do bardzo rzadko.

 
 
Skąd telefon wie, gdzie jestem?

Skąd mój telefon wie, gdzie jestem? 

Nowoczesne telefony stale śledzą nasze położenie – chyba że im tego zabronimy. To przydatne w wielu wypadkach, np. przy nawigacji drogowej, przy podpowiedziach dotyczących sytuacji na drodze czy sugestiach dotyczących zakupów. Skąd takie urządzenia czerpią wiedzę o swoim, a więc i naszym, położeniu? Najprostsza odpowiedź – z systemu lokalizacji satelitarnej GPS – jest tylko częściowo prawdziwa. Namierzenie na podstawie GPS trwa dość długo, zwłaszcza gdy przemieszczamy się i telefon nie wie, w jakiej części świata możemy się znajdować.

Dlatego wykorzystuje dwa systemy pomocnicze. Jeden to namiar odebrany z sieci komórkowej – niezbyt precyzyjny (rzędu kilkudziesięciu metrów), ale szybko dostępny. Drugi to pobliskie sieci wi-fi. Firmy takie jak Google gromadzą informacje o tym, w jakim dokładnie położeniu geograficznym znajduje się sieć o określonej nazwie i parametrach. Gdy telefon wykryje w pobliżu sieć, wysyła zapytanie do serwera i otrzymuje odpowiedź, dzięki której w przybliżeniu stwierdza, gdzie jest. Przyspiesza to namierzenie dokładnej lokalizacji.

 

Martin „Marty” Cooper, inżynier i wizjoner

Martin „Marty” Cooper, inżynier i wizjoner, fot. Wikimedia Commons

1973: Pierwsza rozmowa przez komórkę

Pierwszy przechodzień z komórką przy uchu pojawił się na ulicy zaledwie 42 lata temu. Był nim Martin „Marty” Cooper, inżynier-wizjoner pracujący wówczas dla Motoroli. 3 kwietnia 1973 roku Marty zmierzał na konferencję prasową w Nowym Jorku, gdzie miał zaprezentować swój wynalazek. Wcześniej jednak postanowił go użyć na oczach przechodniów i dziennikarzy.

Smaczku anegdocie dodaje fakt, że zadzwonił do Joela Engela, kierownika działu badań w Bell Labs, największego rywala Motoroli w wyścigu do wynalezienia telefonu komórkowego. O ile Cooper do dziś chętnie opisuje ten epizod, Engel twierdzi, że nie za bardzo go sobie przypomina…

 

Czy można przetłumaczyć dzieła Szekspira na texting, język skrótów używanych w SMS-ach i e-mailach? 

Niestety tak – odpowiada prof. John Sutherland, językoznawca z University College of London. Legendarne pytanie Hamleta: „To be or not to be?” (Być albo nie być?) wyglądałoby w dzisiejszej wersji nowomowy tak: „2B or not 2B”. Jest to jeszcze fonetycznie wierny przekład, ale prof. Sutherland zwraca uwagę, że texting prowadzi do dramatycznego ubożenia języka. I dla zobrazowania, o czym mówi, pokazał, jak w żargonie e-nastolatków mogłaby wyglądać SMS-owa rozmowa Romea i Julii.

Po rozszyfrowaniu otrzymujemy następujący dialog: 

- „Are you free to talk? (Możesz mówić?)

- OK

- Boyfriend? (Masz chłopaka?)

- No (nie)

- See you any time, any place, anywhere (To spotkajmy się kiedy i gdzie ci pasuje)

- At club? (W klubie?)

- OK.

Po takiej rozmowie, konkluduje prof. Sutherland, współczesny Romeo pomyśli sobie tylko jedno: „gr8 6 2nite”, czyli „Great sex tonight!” (Ale będzie seks dziś wieczorem!).