Przeciętna reklama środka czystości pokazuje dziecko w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Oto bezbronny maluch zbliża się do muszli klozetowej, na której czają się zabójcze bakterie. Ewentualnie podnosi z podłogi chrupek i-o zgrozo - zbliża go do ust! Na szczęście przezorna mama ma pod ręką antybakteryjny płyn/ /żel/proszek, który zabija zarazki na śmierć.

I chociaż z badań wynika, że więcej zarazków znajduje się na desce do krojenia niż na desce klozetowej, producenci chemii nadal skutecznie mydlą nam oczy. Do walki z brudem wytoczyli cały arsenał środków dezynfekujących absolutnie wszystko: mieszkanie, ręce, powietrze, a nawet zegarki czy portfele! W higienicznej paranoi przodują Amerykanie - w Stanach Zjednoczonych w każdym sklepie znajdują się chusteczki antybakteryjne, którymi przeciera się rączkę wózka na zakupy, a przy wejściu do firm i instytucji stoją dozowniki na alkohol do odkażania rąk. Panuje powszechne przekonanie, że czyściej to zdrowiej i naturalniej.

Mikrobiolodzy i lekarze zwracają uwagę na szkodliwość tego mitu. Im częściej bowiem mamy styczność z silnymi chemikaliami, tym częściej borykamy się z chorobami skóry. „To właśnie nadmiernie wysuszona skóra sprzyja rozwojowi schorzeń alergicznych” - twierdzi dermatolog i alergolog prof. Roman Nowicki. Nadużywanie środków bakteriobójczych zaburza też równowagę mikroflory. Giną bowiem bakterie saprofityczne (tzw. AOB) utleniające amoniak znajdujący się w pocie. Tlenek azotu, powstający w takich reakcjach, reguluje system immunologiczny - bez bakterii AOB zaczynamy mieć kłopot z alergiami.

Czym myją się na świecie:

Namibia - ponieważ woda na pustyni jest zbyt cenna, by marnować ją do mycia, członkowie plemienia Himba nauczyli się dbać o higienę inaczej. Kwaśny zapach ciała niwelują poprzez okadzanie ziołowym dymem, a skórę nacierają mieszaniną masła, wonnych olejków roślinnych, popiołu i ochry, co zachowuje ją w świetnej kondycji.

Indie - wizerunek Sziwy (błękitna skóra, wężowe włosy) jest kluczem do zrozumienia wyglądu hinduskich ascetów. Radykalni sadhu chodzą nago, ciało pokrywają popiołem ze świętego ognia.

Doniesienia z czasopisma „Evolution, Medicine and Public Heath” z września 2013 r. wskazują z kolei, że istnieje związek między zbyt skrupulatną higieną a częstością występowania choroby Alzheimera. Brak kontaktu z „przyjaznymi” mikrobami może prowadzić do powstania niewystarczającej liczby białych krwinek, zwłaszcza limfocytów T, które chronią organizm przed infekcjami oraz stanem zapalnym w mózgu zwiastującym rozwój demencji.

 

Czy to wszystko oznacza, że współczesne środki czystości powinniśmy wyrzucić do kosza?

Nie tylko mydło myje

Na pewno - moglibyśmy to zrobić. Do mycia wcale nie trzeba używać produktów koncernów chemicznych. „Jeśli zdecydujemy się uważać za mydło typową kostkę mydlaną, to znajdziemy sporo kultur, w których nadal się z niej nie korzysta” - mówią Daria Kieraszewicz i Adam Bujny z Muzeum Mydła i Historii Brudu. „Często ludzie wykorzystują odpowiednie zioła lub rośliny mające właściwości czyszczące - tak robią chociażby plemiona żyjące w Amazonii. Jeśli nie ma specjalnych środków, wystarcza im zwykła woda. A jeśli jej też brakuje, tak jak w przypadku afrykańskiego plemienia Himba, można nacierać się tłuszczem zwierzęcym, zmieszanym z ochrą i ziołami”. Taki „balsam” zabezpiecza skórę przed słońcem, brudem i insektami. Intymne części ciała okadza się dymem z palonych ziół.

Powszechnie uważa się, że nigdy nie myją się Eskimosi. Nie jest to prawda - mieszkańcy Arktyki dbają o higienę, ale w tradycyjny sposób. Nacierają skórę łojem zwierząt lub tranem, a następnie pocierają ją szorstkim materiałem. Indianie z Ameryki Południowej i Środkowej też nie są brudasami. Wprawdzie wielu z nich wciąż nie używa mydła, ale nie stronią od aloesu lub agawy - roślin, których miąższ zawiera dużo saponin (substancji myjących) i doskonale zastępuje mydło. Słynący z niemycia hinduscy asceci oczyszczają się, używając popiołu.

W różnych rejonach świata do higieny osobistej używa się też kurkumy (dobrze czyści zęby), alg morskich (przy okazji nawilżają skórę), a nawet syropu klonowego. Inny popularny środek czyszczący to węgiel. Dawniej w różnych rejonach do czyszczenia używano węgla drzewnego lub popiołu z ogniska, którym, z dodatkiem wody lub nie, nacierało się skórę, oczyszczało język i zęby W niektórych miejscach na świecie węgiel jest wykorzystywany do dziś. W Ameryce Południowej Indianie dodają do niego zioła; w Indiach i krajach Azji Południowo-Wschodniej do popiołu dodaje się mango, a do czyszczenia zębów używa specjalnych gałązek z miodli indyjski Nawet w Europie, gdzie mydło upowszechniło się dopiero pod koniec XIX wieku, coraz częściej zwraca się uwagę, że nie zawsze trzeba po nie sięgać. Mydłem nie powinno się myć noworodków po urodzeniu, by nie usunąć mazi płodowej, która stanowi naturalną warstwę ochronną delikatnej skóry. Położne już od paru lat przestrzegają przed zbyt częstym i długim kąpaniem niemowląt. Do ich mycia polecają... oliwę z oliwek.

Szorowanie oliwą

W ten sposób historia zatacza koło. W identyczny sposób postępowali starożytni Grecy, którzy wyjątkowo dbali o higienę. Podobnie jak Rzymianie, do łaźni chodzili codziennie. Myli się często, dokładnie i długo - tylko inaczej, niż sobie to wyobrażamy.

„Cały proces czyszczenia ciała zaczynał się od nałożenia papki z oliwy, piasku i popiołu w przypadku Rzymian lub - w przypadku Greków - polania ciała samą oliwą” - opowiadają Daria Kieraszewicz i Adam Bujny. „Następnie ściągano tłustą maź i brud za pomocą strigili, specjalnych skrobaczek. Ostatnim etapem była zimna kąpiel. Dopiero w starożytnym Rzymie ciepła woda stanie się dostępna dla wszystkich”.

W drugim tysiącleciu po Chrystusie takie skrupulatne podejście do higieny uznano by za szokujące. XVII-wieczny francuski arystokrata codziennie zmieniał jedynie koszulę i mył ręce - zapach neutralizował perfumami, a wszy gnieżdżące się w pudrowanej peruce zabijał na srebrnym kowadełku. „Każda kultura odrębnie definiuje czystość” - pisze Katherine Ashenburg w „Historii brudu”. „To, czy coś uznajemy za czyste, mniej zależy od naszego wzroku czy powonienia, a bardziej od sposobu myślenia”.

 

Mydła domowe

Kilka lat temu higienicznego coming out dokonała Julia Roberts. W programie Oprah Winfrey aktorka oświadczyła, że do mycia wystarcza jej woda i szorstka gąbka. Inni przeciwnicy chemii przemysłowej szukają naturalnych środków czystości, które można wytwarzać samemu. Ostatnio olbrzymią popularnością cieszą się warsztaty z robienia mydeł (wystarczy gliceryna, olejek zapachowy i ulubione dodatki) oraz kremów.

„Przygotowując pastę do zębów z podanych przeze mnie składników, na pewno trzeba nastawić się na ostry szok smakowy. Każda pasta jest lekko gorzka, ziołowa. Pojęcie ziemi lub piasku w zębach nie jest nikomu obce, a do tego proponuję dodać suche zioła - i tak w skrócie smakują czyściki - naturalnie” - pisze na swoim blogu „Cudowne diety” Ania Ingram.

Blogów zawierających domowe przepisy na kosmetyki jest dziś w sieci bardzo dużo. Można się z nich dowiedzieć, jak i z jakich składników przygotować mieszanki do mycia skóry, zębów czy włosów. Wzorem są „dobre sprawdzone sposoby” z całego świata i z historii. Na przykład - węgiel aktywny, znany ze swych właściwości wybielających i antybakteryjnych.

„Pierwszą rzeczą, która mnie naprawdę zaskoczyła, było to, że chociaż moje mydło z aktywnym węglem nie ma żadnych zapachowych dodatków, naprawdę dobrze odświeża oddech. Jest też szalenie wydajne, w eksploatacji wyjdzie na pewno dużo taniej niż pasta. Mydło bardzo łatwo wypłukuje się z ust, nie spowodowało u mnie żadnych podrażnień” - donosi blogerka Zielona wśród ludzi.

Zwolennikom ekologicznego trybu życia nie wystarcza produkowanie środków czyszczących i kosmetyków we własnym zakresie. Często odchodzą nawet od mydła własnego wyrobu, gdyż nabywane na rynku składowe nie zawsze są produktami sprawiedliwego handlu. Dotyczy to np. oleju palmowego. Jak zauważa magazyn „Ethical Consumer”, „rolnictwo ekologiczne nie jest w stanie zagwarantować zrównoważonej gospodarki leśnej - możesz wyciąć dziewiczy las deszczowy, zasadzić tam palmy i dostać certyfikat”. Dlatego niektórzy producenci zaczęli już wprowadzać na rynek kosmetyki wolne od oleju palmowego. W Polsce akurat mamy się czym chwalić - tradycyjne produkty naszego „Białego Jelenia” w ogóle go nie zawierają.


Skórka i kij zamiast pasty i szczoteczki

Wielbiciele naturalnych metod higieny zwracają uwagę, że pasty do zębów wcale nie są konieczne, bo tradycyjne sposoby czyszczenia jamy ustnej dają podobne efekty, nie budząc wątpliwości natury ekologicznej.

Dr Roman Borczyk, który kieruje Kliniką Implantologii i Stomatologii Estetycznej w Katowicach, jest nie tylko autorytetem w dziedzinie stomatologii, ale także miłośnikiem podróży i obserwatorem zwyczajów związanych z dbaniem o zęby w różnych zakątkach świata. „W wielu egzotycznych krajach zamiast szczoteczek do zębów używa się naturalnych zamienników: gałązek drzew i krzewów - opowiada. - Na przykład w Afryce, w Senegalu, rolę szczoteczki pełni patyk, zwany miswak". To korzeń twardego drzewa arakowego, którego koniec trzeba namoczyć w gorącej wodzie, by włókna się rozwarstwiły i utworzyły pędzelek. Po wyszczotkowaniu zębów zużytą końcówkę się odcina. Miswak można także żuć - jest szczoteczką, nicią dentystyczną i pastą w jednym.

Hindusi z Karna taki do dziś używają do higieny zębów liści mango, które mają właściwości wybielające, zapobiegają chorobom dziąseł, odkładaniu się płytki nazębnej i próchnicy” - mówi stomatolog. Z kolei w wielu krajach azjatyckich do odkażania jamy ustnej używa się goździków. Działają znieczulająco i łagodząco. Osad czyści się, wycierając zęby gładką szmatką, tak robią np. mieszkańcy mongolskich stepów. W niektórych rejonach Afryki w użyciu są skór ki od bananów (wewnętrzna część). Świetnie wybielają szkliwo.

 

Jak się robi mydło?

Pierwsi używali mydła ponoć Fenicjanie i to dzięki nim zaczęło ono pojawiać się w większości starożytnych krain. Jednak najstarsza odnaleziona »papka mydlana« ma 4800 lat i używano jej w Babilonie. Receptura była prosta - popiół, piasek i gęste zwierzęce tłuszcze” - opowiadają twórcy Muzeum Mydła i Historii Brudu. Nie jest pewne, czy mieszanka ta służyła do mycia ciała czy do prania. Co innego mydło używane przez Egipcjan - to zawierało prócz zwierzęcych też łagodniejsze tłuszcze roślinne. Wreszcie w Syrii 2000 lat temu zaczęto wyrabiać mydło tylko z tłuszczów roślinnych. Jednak w Europie mimo rozpowszechnionego handlu mydło z oliwy z oliwek się nie przyjęło. W średniowieczu wytwarzano je z łoju zwierzęcego i popiołu. Ta mieszanka była zbyt ostra, więc używano jej do prania i mycia... posadzek.

Jedna z pierwszych szczegółowych receptur mydła znajduje się w XII-wiecznym zbiorze tajników sztuki rzemieślniczej. Proces chemiczny stosowany w produkcji mydła zasadniczo nie zmienił się przez lata. Najróżniejsze oleje i tłuszcze gotowano w żrącym roztworze alkalicznym (proces zmydlania), dopóki nie powstało mydło. Amerykańscy osadnicy wyrabiali brązowe galaretowate mydło z popiołu i przetopionego tłuszczu wołowego lub owczego.

Około roku 1790 Nicolas Leblanc, francuski chirurg i chemik, opracował metodę produkcji sody kaustycznej. Był to przełom dla przemysłu mydlarskiego. Dynamiczny rozwój transportu ułatwił dostęp do bogatych źródeł składników - z mięsistych owoców olejowca, rosnącego w Afryce Zachodniej, uzyskiwano jasną masło- watą substancję, która stała się wkrótce podstawowym surowcem w produkcji mydła i kosmetyków, znanym jako olej palmowy. Dzięki intensywnym kampaniom reklamowym mydło zaczęło upowszechniać się pod koniec XIX w.


DLA GŁODNYCH WIEDZY:

  • Najciekawsze artykuły z „Focusa” przedstawiające egzotyczne kultury i niesamowite obrzędy - „Egzotyczne cywilizacje", G+J Książki, Warszawa 2011
  • Fascynująca książka o tym, jak przez tysiąclecia dbano o higienę i jak zmieniały się poglądy na „brud” - „Historia brudu", Katherine Ashenburg, Bellona, Warszawa 2009
  • muzeummydla.pl - Muzeum Mydła i Historii Brudu w Bydgoszczy