- Mussolini i Hitler próbują dorwać każdego Żyda na Ziemi, a ja mogę powstrzymać Mussoliniego.

– Zostaw to aliantom.

– Oni nie mają takich dojść jak ja. Żona jednego z najlepszych przyjaciół Mussoliniego załatwi mi z Duce spotkanie i rozwalę go.

– Posłuchaj mnie uważnie. Nigdy nie powtarzaj tego, co mi powiedziałeś.

– Oczywiście, to tajemnica.– Nie o to chodzi. Każda normalna osoba, której to powiesz, już nigdy nie będzie cię traktować poważnie.

– Tak, ale Mussolini jest już martwy.

Włoski minister spraw zagranicznych hrabia Gian Galeazzo Ciano spotkał się z „Bugsym” w czerwcu 1939 roku. Gangster chciał zainteresować faszystów nowym materiałem wybuchowym, który jednak okazał się nieskuteczny. Siegel to nie jedyny mafioso, którego przyjął Ciano. Tego „zaszczytu” dostąpił też Vito Genovese, który uciekł z USA do Włoch.

Tak autorzy scenariusza filmu „Bugsy” z 1991 roku wy-obrazili sobie rozmowę dwóch legendarnych gangsterów żydowskiego pochodzenia: współtwórcy Las Vegas Benjamina „Bugsy’ego” Siegela (naprawdę nazywał się Siegel-baum) i jego przyjaciela Meyera Lansky’ego. Choć filmowcy puścili wodze fantazji, w tej scence tkwi ziarnko prawdy. Prof. Larry D. Gragg, historyk z Uniwersytetu Missouri w USA, autor biografii gangstera, dowiedział się, że „Bugsy” rzeczywiście był we Włoszech i mógł zrealizować swój plan zgładzenia Duce. Przebywał tam jednak nie w trakcie wojny, ale na krótko przed wybuchem konfliktu. Wizytę potwierdziła najstarsza córka gangstera Millicent, która nadal żyje w Las Vegas. „Bugsy” wrócił z Włoch wściekły, bo – jak opowiadał znajomym – nie udało mu się zabić jakichś ważnych ludzi… Czy rzeczywiście chodziło o Duce? Prof. Gragg postanowił to sprawdzić.

SPOTKANIE U DUCE

Prof. Gragg sięgnął najpierw po starą biografię Siegela autorstwa Deana Jenningsa, która posłużyła za podstawę do scenariusza filmu z Warrenem Beattym z 1991 roku. Według niej „Bugsy” wyjechał w 1939 roku do Włoch, gdzie spotkał się z wysoko postawionymi niemieckimi nazistami i włoskimi faszystami. Jennings wspomniał też – choć nie powołał się na konkretne źródła swoich informacji – że „Bugsy” zamierzał wówczas zabić… Hermanna Göringa i Josepha Goebbelsa.

„Kiedy po raz drugi rozmawiałem z Millicent, zapytałem ją o podróż do Europy. Pamiętała, że ojciec był we Włoszech wiosną 1939 roku z Dorothy di Frasso i przysyłał stamtąd pocztówki – mówi „Focusowi Historia” prof. Gragg i dodaje – Millicent przyznała, że po powrocie ojciec opowiadał zna-jomym i rodzinie, że spotykał się z bardzo ważnymi ludźmi”.

 

Prof. Gragg przejrzał setki dokumentów i listów i odkrył ślady, które potwierdzały informacje Jenningsa. „W pamiętniku księcia Galeazzo Ciano [zięć Mussoliniego i minister spraw zagranicznych – przyp. red.] znalazłem wpis, z które-go wynika, że Göring przyjechał na spotkanie z Mussolinim dokładnie w tym samym czasie co Siegel, który też spotykał się wtedy z Duce – mówi prof. Gragg. – W dodatku pod datą czerwiec 1939 roku w pamiętniku Ciano znajduje się notatka dotycząca nowego materiału wybuchowego, który miał mu pokazać »Bugsy«. To stanowiło dla mnie potwierdzenie, że gangster spotykał się z włoskimi i niemieckimi politykami najwyższej rangi, choć akurat Goebbels wizytował wówczas armię w północnej Afryce”.

Zresztą, sam „Bugsy” potwierdził oficjalnie, że był w Europie. W 1941 roku został aresztowany. Był zamieszany w morderstwo i próbowano doprowadzić do jego ekstradycji z południowej Kalifornii do Nowego Jorku. Zeznał wtedy, że nie mógł popełnić zarzucanego mu czynu, ponieważ w 1939 roku przebywał we Włoszech. Jego adwokat przywiózł nawet na rozprawę agenta podróży, który sprzedał „Bugsy’emu” bilety na statek do Europy.

Według prof. Gragga poszlaki są więc mocne, choć – jak mówi – brakuje informacji, czy rzeczywiście „Bugsy” próbował przeciwko Göringowi użyć broni, którą zawsze nosił przy sobie. „Bugsy” był porywczy i bezwzględny, potrafił działać z zimną krwią i zabijać na zlecenie mafii. Jednak z jakiegoś powodu hitlerowski dygnitarz uszedł z życiem, mimo że zamachu na niego chciał przecież dokonać zawodowy morderca. Jak się znalazł w takim towarzystwie?

GANGSTER CELEBRYTA

„Bugsy” popłynął do Europy w towarzystwie księżnej Dorothy Taylor di Frasso. To jej obecność gwarantowała, że będzie mógł obracać się we Włoszech w najwyższych sferach. Księżna, z po-chodzenia Amerykanka, włoskie nazwisko zawdzięczała drugiemu mężowi, o wiele od niej starszemu włoskiemu arystokracie księciu Carlo Dentice di Frasso. Dzięki niemu kupiła i odnowiła rzymski pałacyk Villa Madama, ten sam, w którym nocował w czasie swojego pobytu wiosną 1939 roku Hermann Göring i inni nazistowscy i faszystowscy dostojnicy. Pałacyk został bowiem przejęty przez Mussoliniego. Wcześniej, na początku lat 30., księżna di Frasso wydawała tam swoje słynne przyjęcia, które przyciągały zarówno arystokrację, jak i gwiazdy Hollywood.

Dorothy di Frasso sama nie grała w filmach, ale była jedną z najbardziej malowniczych postaci ówczesnej Fabryki Snów. Wstęp do tego gwiazdorskiego towarzystwa zagwarantował jej Gary Cooper, któremu pomogła w chorobie, kiedy oboje mieszkali we Włoszech. Cooper był zresztą przez pewien czas jej kochankiem i – jak wspominali jej znajomi – jedną z dwóch największych miłości jej życia. Drugą był przystojny nowojorski gangster „Bugsy”.

Ich znajomość zaczęła się podobno od równie głośnej, co dziwnej podróży statkiem do wybrzeży Kostaryki… w poszukiwaniu skarbu piratów. Księżna zawsze starała się bowiem pomnożyć wielomilionowy majątek męża. A „Bugsy” próbował prawdopodobnie pomóc Louisowi Lepkemu „Buchalterowi”, innemu gangsterowi żydowskiego pochodzenia, który ukrywał się wtedy przed wymiarem sprawiedliwości na jednej z tropikalnych wysp.

Wkrótce dzięki pomocy księżnej di Frasso „Bugsy” zaczął brylować na salonach Hollywood. Trudno się zresztą dziwić. Według jego znajomych miał urodę filmowego amanta i potrafił ją pielęgnować. Codziennie się gimnastykował, uważał na to, co je, i kupował kosztowne ubrania. Uwielbiał bywać i w przeciwieństwie do innych gangsterów nie unikał prasy. „Był gangsterem celebrytą” – mówi prof. Gragg.

 

MATERIAŁ NIEZBYT WYBUCHOWY

Kochankowie wieźli ze sobą do Europy nowy rodzaj materiału wybuchowego, który zamierzali korzystnie sprzedać. Interes wydawał się gwarantowany – w końcu na Starym Kontynencie napięcie sięgało zenitu. Według Deana Jenningsa mieli nawet wcześniej dostać zadatek w wysokości 40 tys. do-larów od samego Mussoliniego. O tej tajemniczej podróży wspominał… sam Humbert II, król Włoch, który płynął tym samym statkiem, co nowojorscy gangsterzy. Opowiedział o tym amerykańskiemu dziennikarzowi, który robił z nim po wojnie wywiad. Król pamiętał szczególnie Siegela, który nawet jemu próbował sprzedać swój cudowny dynamit.

Interes jednak spalił na panewce. Jak w nekrologu na łamach „Timesa” po śmierci di Frasso w 1954 roku pisała Elza Maxwell, podobno nowy rodzaj materiału wybuchowego okazał się, oględnie mówiąc, niewypałem. Przeprowadzone testy określano mianem katastrofy. Być może zresztą właśnie to niepowodzenie było jedną z przyczyn złego humoru „Bugsy’ego” po powrocie do kraju. „Bugsy” chciał zarobić szybko duże pieniądze – potrzebował ich na rozkręcenie królestwa hazardu w Kalifornii, a później w Nevadzie.

„Najważniejsze były oczywiście interesy, a Göringa chciał pewnie zabić przy okazji – mówi prof. Gragg. – Kiedy zabijał na zlecenie mafii w Nowym Jorku, też działał bez planu, mimo to był niezwykle skutecznym mordercą”. „Bugsy” był też znany ze swego wybuchowego charakteru, co według prof. Gragga powodowało, że czasem mógł zabić w przypływie złości. „A w willi, w której chcieli zanocować z di Frasso [Villa Madama – przyp. red.], zamieszkał Göring, oni zostali zaś stamtąd wyrzuceni – tłumaczy prof. Gragg. – Nie zdziwiłbym się, gdyby wściekły »Bugsy« próbował strzelać. Zresztą, uwielbiał się bić, dlatego moim zdaniem, gdyby zabił, zrobiłby to z powodów osobistych”. 

Nie do końca zgadza się z tą opinią Eric Dezenhall, pisarz, wykładowca Georgetown University i właściciel firmy Dezenhall Resources. W rozmowie z „Focusem Historia” przypomina, że „Bugsy” był jednym z kilku sławnych mafiosów żydowskiego pochodzenia, którzy jeszcze przed wojną angażowali się w zwalczanie pronazistowskich organizacji na terenie Nowego Jorku. Nie zabijałby więc Göringa tylko dla kaprysu. Tym bardziej że rodzice żydowskiego gangstera urodzili się w Europie, na dzisiejszej Ukrainie, i pozostawili tam z pewnością sporą rodzinę…

„»Bugsy« pod koniec lat 30. zajmował się organizowaniem bojówek, które regularnie spuszczały lanie ludziom o pronazistowskich przekonaniach w Nowym Jorku. Z pewnością robił to z dużym zaangażowaniem” – mówi „Focusowi Historia” Dezenhall, który antynazistowskim gangsterom z żydowskiej ferajny, a w szczególności Meyerowi Lansky’emu, przyjacielowi „Bugsy’ego”, poświęcił książkę „The Devil Himself”. Pracując nad książką, Dezenhall mógł liczyć na pierwszorzędne źródła informacji – wychował się bowiem w dzielnicy, gdzie mieszkało mnóstwo gangsterów z New Jersey, a Meyer Lansky był tam znaną figurą.

Dezenhall znał wnuczkę Lansky’ego Cynthię Duncan, która przechowała pamiętnik dziadka. Lansky opisał w nim wszystkie antynazistowskie akcje, w których uczestniczył. Już na kilka lat przed wojną żydowscy mafiosi nie mieli złudzeń, że narodowo-socjalistyczne rządy Hitlera zagrażają ich braciom w Europie, dlatego Lansky chętnie zabrał się za rozbijanie wieców amerykańskich nazistów.

 

PAŁKARZE I NOŻOWNICY

W latach 30. Lansky, świeżo naturalizowany Amerykanin z Grodna, wciągnął w antynazistowską robotę swojego przyjaciela „Bugsy’ego” i innych żydowskich mafiosów, m.in. Louisa Lepkego „Buchaltera” i Moe Dalitza. Używając pałek, a nawet noży, rozbijali np. spotkania Amerykańsko-Niemieckiej Federacji (po niem. Amerikadeutscher Volksbund) – utworzonej w 1936 roku organizacji nazistowskiej. Żydowska ferajna stała się postrachem zwolenników narodowego socjalizmu w Ameryce, którzy próbowali terroryzować żydowskie dzielnice.

Robert Rockway, historyk publikujący na łamach dziennika Amerykańsko-Żydowskiego Towarzystwa Historycznego, przypomina, że do Lansky’ego zwrócił się o pomoc m.in. Nathan Perlman, sędzia z Nowego Jorku i, co ciekawe, republikanin. Prosił go o powstrzymanie nazistów z Federacji, uznając, że Żydzi muszą pokazać trochę waleczności. Zastrzegł jednak podobno – wiedząc, z kim ma do czynienia – że nie chodzi o zabijanie. Dezenhall dowiedział się z kolei z pamiętników Lansky’ego, że ten, jako Żyd, z zapałem zwalczał nazistów ze względu na wszystkich cierpiących braci i nie brał za tę robotę żadnych pieniędzy. Postawił tylko jeden warunek: żydowska prasa miała powstrzymać się od zwyczajowej krytyki żydowskich gangsterów. On i jego koledzy ograniczali się podobno do łamania żeber i rąk.

W swoich pamiętnikach Lansky szczegółowo opisał rozbicie nazistowskiego wiecu w Yorkville na Manhattanie w 1938 roku. Wraz z 14 innymi gangsterami wyrzucali nazistów przez okna. Większość uczestników spotkania uciekała w popłochu, ale Lansky doganiał ich i tłukł kogo popadło. Napisał, że chciał pokazać, że Żydzi nie zawsze potulnie akceptują zniewagi. Z tych samych powodów, choć nie tylko, zgodził się na współpracę z armią w czasie wojny [czytaj s. 30].

Lansky nie kierował się oczywiście wyłącznie solidarnością z krewnymi pozostawionymi w Europie. Jak przekonuje w rozmowie z „Focusem Historia” Eric Dezenhall, gangster zakładał również, iż pomagając rządowi, wzmocni swoją pozycję w... mafii. Jak? Przez współpracę z włoską ferajną.

To Włosi, szczególnie zaś Sycylijczycy, stworzyli w latach 30. najsilniejsze mafijne organizacje w Nowym Jorku i w Chicago. „Bugsy” i Lansky byli znajomymi wysoko postawionego we włoskiej mafii Charlesa „Lucky’ego” Luciano. To on ich zaprotegował. Wprawdzie nigdy nie osiągnęli bardzo wysokiej pozycji wśród Włochów, ale byli przez nich tolerowani i wykonywali dla nich zlecenia. Lansky okazał się szczególnie użyteczny, bo miał olbrzymie zdolności matematyczne i księgowe, a z kolei Siegel niczego się nie bał i doskonale nadawał się do wykonywania mafijnych wyroków.

Kiedy armia zwróciła się o pomoc do mafii, Charles „Lucky” Luciano siedział akurat w więzieniu. Dlatego to Lansky namawiał do akcji przeciwko niemieckim sabotażystom Włochów, którzy mieli na początku mniejszą niż Żydzi motywację, żeby zwalczać nazizm. „Lansky uważał, że jeśli przekona innych włoskich gangsterów, żeby pomogli strzec amerykańskich portów przed niemieckim sabotażem, skróci Luciano wyrok i urośnie w oczach mafii” – tłumaczy Dezenhall. Tak się zresztą stało.

 

PO PROSTU GANGSTERZY

Czy Lansky i „Bugsy” byli amerykańskimi patriotami? Dezenhall uważa, że przynajmniej Lansky mocno przejmował się swoją antynazistowską działalnością. Próbował najpierw zaciągnąć się do wojska, ale nie przyjęto go z powodu wieku – miał wówczas 40 lat – i niskiego wzrostu. Bardzo to podobno przeżył.

„Można go zrozumieć, przecież wiele ryzykował, zgłaszając się do wojska. Był już człowiekiem w średnim wieku, miał rodzinę i mnóstwo pieniędzy. Mimo to zgłosił się na ochotnika – przekonuje Dezenhall i podsumowuje wojenne akcje Lansky’ego. – Operacja »Underworld« oczywiście nie uratowała Ameryki, jak próbowała nam po wojnie wmówić mafia [żeby się wybielić – przyp. red.], ani też nie była PR-owską sztuczką, jak mówili inni. Jedno jest pewne, dla Lansky’ego to był niezwykle ważny moment w życiu, coś w rodzaju budowania tożsamości. Bardzo ten okres przeżył. Tak bardzo, że posłał nawet swojego syna Paula do Akademii Wojskowej w West Point”.