Pewność siebie i siła oczywiście pomagają komuś, kto marzy o roli przywódcy Najpotężniejszy goryl, najsilniejsza para wilków, najbardziej doświadczona słonica ustalają kierunek, tempo i czas wędrówki swoich stad, one zaś ruszają wówczas, gdy liderzy dadzą sygnał do wymarszu. Ale od kilku lat na uniwersytetach w Oksfordzie, Cambridge czy Princeton naukowcy opracowują matematyczne modele przywództwa w grupach i konfrontują je z rzeczywistością. Wnioski? Wygląda na to, że nawet szeregowy członek stada może dojść do władzy. Silniejszy bywa bowiem instynkt utrzymania zwartości grupy (zapewniający bezpieczeństwo w obliczu ataku drapieżnika) niż nadmiernie rozbuchane ego lidera.

Za głosem pragnienia

Najłatwiej zauważyć to w ławicach ryb. Srebrzyste, poruszające się jak jeden organizm gigantyczne stada zachowują synchronizację dzięki zasadzie trzymania stałego dystansu między osobnikami. U różnych gatunków ta odległość jest zaskakująco stała – średnio połowa długości ryby (lub cała długość, kiedy głodne zwierzaki właśnie zaspokajają apetyty i odsuwają się, by uniknąć konkurencji). Kiedy jedna z ryb zwiększy ten dystans, reszta ma tendencję do przysuwania się. W ten sposób jeden oddalający się osobnik może pociągnąć za sobą cały tłum. Ale bycie przewodnikiem kosztuje. Przywódca wystawia się na atak drapieżników i większe wydatki energetyczne. Zamiast korzystać z prądów wywoływanych ruchem poprzednika, musi jako pierwszy przebijać się przez wodę, a szukając pożywienia, męczy się jeszcze bardziej, bo kluczy.

Korzyści też oczywiście są. Główna – pierwszeństwo przy stole, co oczywiście najmocniej działa na najbardziej wygłodniałych. „To właśnie głód lub inny równie silny czynnik może wyłonić lidera” – uważa Larissa Conradt z brytyjskiego University of Sussex. Pod koniec 2009 r. wraz z zespołem współpracowników opublikowała model sugerujący, że kilka zdeterminowanych ptaków, antylop, ryb czy szarańczy może zmienić plany całego stada. Wystarczy, że będą zdecydowanie dążyć w kierunku, gdzie spodziewają się najeść lub napić do syta.

W stadzie zebr najbardziej zdeterminowane okazują się karmiące matki. Przekonał się o tym Ilya R. Fischhoff z amerykańskiego Princeton University i jego zespół obserwujący te ssaki w Kenii. Jeśli w stadzie były źrebaki karmione mlekiem, inicjatorkami wędrówki były ich matki. Zasada działała także w dużych grupach złożonych z licznych haremów: zwykle przewodziło to stado, które zawierało najwięcej karmiących zebr. Trasa oczywiście prowadziła do wodopoju, bo produkcja mleka wymaga ogromnej ilości wody. Z kolei dla samic gibonów białorękich z tajlandzkich lasów krytycznym okresem jest czas zalotów. Tuż przed zajściem w ciążę gibonice mają największe zapotrzebowanie energetyczne i to one nie tylko ciągną za sobą partnera oraz innych członków grupy, ale także korzystają z przywileju pierwszeństwa, a nawet wyłączności, gdy już dotrą do gałęzi pełnej dojrzałych owoców. Tę wyłączność dominującej małpy zapewnia wysoka pozycja w stadzie. Nawet w egalitarnych, zdawałoby się, stadach makreli czy szpaków hierarchia ma znaczenie.

Z racji wieku i urzędu

 

Z obserwacji ryb wiadomo, że ławicy najczęściej jednak przewodzą największe osobniki lub te najlepiej poinformowane.W kwietniowym „Nature” zaś ukazała się praca o niezwykłej demokracji w podejmowaniu decyzji w szusującym po niebie stadzie gołębi. Owszem, każdy może tu zostać liderem, ale głos zwierzaka stojącego wyżej w hierarchii liczy się bardziej. Naukowcy z uniwersytetów w węgierskim Eötvös i angielskim Oksfordzie zakładali gołębiom plecaki z nadajnikami GPS. Pięć razy w ciągu sekundy system zapisywał położenie każdego z 10 ptaków i w ten sposób po raz pierwszy w dziejach nauki na ekranie komputera pojawiło się dokładne odwzorowanie synchronicznego ruchu stada i pozycji niemal każdego z jego członków. Okazało się, że choć nie ma jednego wodzireja czuwającego nad powietrznymi akrobacjami od początku do końca i każdy może wpłynąć na kierunek ruchu, to jednak najwięcej do powiedzenia mają gołębie najważniejsze w gołębniku. To one znajdują się bowiem zwykle bardziej z przodu. Czy wiodące ptaki mają lepszą orientację w terenie, doskonalsze zdolności nawigacyjne czy też po prostu są bardziej zmotywowane – nie ustalono. Na model przywódcy wskazują jednak badania innych gatunków zwierząt, w których przypadku łatwiej jest określić, skąd bierze się charyzma osobnika.

Wśród myszołowów i słoni liczy się wiek, za którym stoi suma doświadczeń. Myszołowy szerokoskrzydłe na zimę wędrują z Ameryki Północnej do Łacińskiej wschodnimi korytarzami migracyjnymi.Rano wznoszą się w górę w kominach termalnych, a potem lotem ślizgowym kierują się na południe, szukając następnej „windy”. Młode ptaki, które wykluły się wiosną, poko- nują ogromny dystans 6–10 tys. km bez pomocy rodziców, a w dodatku mając niewielkie doświadczenie w lataniu. Po raz pierwszy uniosły się w powietrze jakieś 10 tygodni wcześniej. Instynkt prowadzi je niezawodnie trasą wytyczoną przez pokolenia, choć umiejętność znajdywania najlepszych kominów termalnych może mieć wpływ na tempo wędrówki i wysiłek, jaki w nią trzeba będzie włożyć. Co więc robi młodzież? Podgląda starszych i próbuje się do nich przyłączyć. Jak wynika z obserwacji amerykańskich ornitologów Briana Maransky’ego i Keitha Bildsteina, stada mieszane, złożone z młodych oraz doświadczonych myszołowów, są najliczniejsze, a na ich czele głównie (w 80 proc. obserwowanych przypadków) znajdują się ptaki dorosłe.

Korzystanie z doświadczenia i wiedzy starszych ma też ogromne znaczenie wśród słoni afrykańskich. Stara słonica pamięta trasy wędrówek do ostatnich czynnych wodopojów w czasie najgorszych susz za jej życia i najlepiej ze wszystkich zna sąsiadów i znajomych. Ta wiedza przydaje się w trudnych sytuacjach, kiedy jedna grupa wchodzi w drogę drugiej i trzeba zdecydować: zewrzeć szyki czy wymienić uprzejmości. Z doświadczeń prowadzonych w Parku Narodowym Amboseli wynika, że doświadczona przewodniczka przechowuje w zakamarkach fenomenalnej pamięci znajome głosy należące do przynajmniej stu różnych słoni. Gdy więc usłyszy znajome pozdrowienie, odpowiada radośnie i wszyscy cieszą się ze spotkania. Gdy trąbienie jest obce, szybko formuje szyk obronny i stado gotowe jest stawić czoła nieznajomym, co pociąga za sobą większe podenerwowanie i wysiłek, a więc spala kalorie. Nic więc dziw- nego, że w efekcie stada dowodzone przez staruszki wychowują więcej zdrowych dzieciaków niż te dowodzone przed młodsze, mniej doświadczone samice.

Doświadczenie i siła przywódcy szczególnie liczą się wśród zwierząt o silnej hierarchii, choćby wilków. Zwykle mówi się, że wszystkie słuchają samca alfa. Jednak z obserwacji prowadzonych przez zespół amerykańskich badaczy pod kierunkiem Rolfa Petersona w Yellowstone wynika, że zimą dowodzą na równych prawach dominujący samiec i samica, a dopiero wiosną – kiedy wadera przebywa głównie w norze w czasie porodu i opieki nad maluchami – polowaniami zaczyna rządzić jej partner.

Siła cielesnych argumentów

Co więcej, choć jeszcze niedawno wydawało się, że podporządkowane wilki są pod taką presją, że nie ośmielają się robić pewnych rzeczy (nie rozmnażają się, nie znakują terenu, nie pchają na czoło wędrującej watahy) – okazało się, że od czasu do czasu przywódcy pozwalają podporządkowanym członkom pełnić rolę przewodników. Dzięki czemu mogą skorzystać z wiedzy i zmysłów podwładnych, no i chwilę odpocząć, szczególnie zimą, kiedy pierwszy wilk najciężej pracuje, żeby przekopać się przez śnieg. Jednak ostateczną decyzję o kierunku i tempie marszu i tak podejmuje rządząca para, która z tylnych szeregów nadaje ton delikatnymi sugestiami wyrażanymi językiem wilczego ciała.

U delfinów wpływ płci na przywództwo wygląda nieco inaczej, przynajmniej wśród butlonosów z zatoki Doubtful Sound u wybrzeży Nowej Zelandii. Biolog morski David Lusseau zauważył, że sygnał do wędrówki w leniwie odpoczywającym czy żerującym stadzie dają głównie samce. Tylko one wykonują akrobacje polegające na wyskakiwaniu z wody i opadaniu z pluskiem na jeden bok. Można to przetłumaczyć tak: „Hej! Zbierajcie się! Wiem, gdzie jest jeszcze więcej jedzenia!”. Jednak podróż kończą samice, sygnalizując to inną sztuczką: wypływają na powierzchnię, odwracają się brzuchem do góry i silnie uderzają w fale płetwą ogonową, co oznacza: „Dość tego pędzenia! Odpocznijmy”. Kogo grupa posłucha chętniej? Jeśli chodzi o początek podróży – tego delfina, który jest najbardziej towarzyski.

Pływa od stada do stada i najlepiej orientuje się, który fiord właśnie został wyczyszczony z ryb i innych przysmaków przez sąsiadów. Wiedza, choć niekoniecznie wiek, i w tym przypadku ma zasadnicze znaczenie. Ważne jest też zaangażowanie, z jakim delfin wykonuje akrobacje. Kruki i sępy słuchają najbardziej przekonujących. Oba gatunki są miłośnikami padliny. Ta pojawia się w miejscach trudnych do przewidzenia. O tym, kto na nią natrafi, decyduje czysty przypadek. Kruki wypatrują więc każdego, kto twierdzi z przekonaniem, że widział, a nawet degustował padłą krowę, jelenia czy sarnę. A takim sygnałem są powietrzne akrobacje w pobliżu drzewa, gdzie czarne ptaki gromadnie sypiają – wynika z obserwacji brytyjskich ornitologów w północnej Walii. Następnego dnia akrobata leci pierwszy, jego śladem reszta, a gdy już dotrą na miejsce, zachowują zasady dobrego wychowania – ten, kto znalazł i przekazał wiadomość, ma pierwszeństwo w czasie uczty. Sępy płowe po prostu obserwują niebo nad równiną Serengeti w Afryce i, zauważywszy innego sępa zniżającego lot i lądującego na ziemi na dłuższy czas, lecą w jego ślady. Po- trafią wypatrzyć szczęściarza nawet z odległości 10 km. W ten sposób kilka godzin po śmierci zwierzęcia nad jego ciałem pochyla się nawet kilka setek zgłodniałych dziobów!

Urodzony, by rządzić

Ale przywódca niekoniecznie musi dysponować wiedzą czy doświadczeniem – czasem wystarczy jego wewnętrzne przekonanie. Nie- które zwierzaki po prostu przychodzą na świat z poczuciem, że ich rolą jest rządzić. Od kilkunastu lat naukowcy przekonują się, że zwierzęta jednego gatunku mają różne charaktery. Są zwierzaki przebojowe i nieśmiałe, chętne stawić czoła nowym wyzwaniom i bardziej ostrożne. Liderami zostają te bardziej otwarte, pewne siebie. Ralf H.J.M. Kurvers z holenderskiego Wageningen University i jego współpracownicy testowali to na berniklach białolicych. Najpierw ustalili kolejność dziobania, potem pojedyncze gęsi poddawali testom na osobowość, wreszcie wypuszczali pary ptaków na zamkniętą arenę w szklarni, gdzie obserwowali, kto kogo poprowadzi do smakołyku – garści trawy w odległym końcu. Okazało się, że przewodnikami nie zostają wcale te gęsi, które dominują ze względu na większe rozmiary i siłę, ale te, które w testach na osobowość zachowywały się najodważniej na widok nieznanych przedmiotów i są bardziej aktywne. Liczy się też towarzystwo. Bardziej odważni kompani zachęcają do brawury, nieśmiali – do ostrożności. Podobne wyniki dały testy z udziałem niewielkich rybek żyjących także w polskich wodach – cierników. Jakie wnioski płyną z tych badań dla nas, ludzi? Że każdy może zostać przywódcą – pod warunkiem, że naprawdę tego chce i jest gotów na to zapracować. Nie musi wyróżniać się z tłumu muskulaturą, urodą ani imponującym wzrostem. Najważniejsze, żeby tryskał energią i umiał wywalczyć sobie posłuch. To zaś zależy od zdolności przekonywania i uroku. Całkiem osobistego.