Ceny działek budowlanych wzrosły o 1450 procent w ciągu trzech lat. Nowe firmy deweloperskie pojawiają się jak grzyby po deszczu, namawiając do inwestowania w domy, które będą nieustannie drożeć. Banki oferują coraz tańsze i korzystniejsze kredyty.

Na giełdzie grają już nawet ludzie o najniższych dochodach. Na kredyt, ale cóż znaczą odsetki wobec kilkuset procent zysku, który można osiągnąć w ciągu roku! Gazety publikują informacje o nowych, wspaniałych projektach założycielskich. Klimat dla nowych emisji jest doskonały, na giełdę wybiera się 500 firm. Nikt nie czyta prospektów, akcje kupowane są w ciemno. Wiadomo, że nie dla wszystkich wystarczy.

Eksperci przewidują, że hossa potrwa jeszcze długo. Na fali euforii ludzie inwestują pieniądze w coraz bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Jakaś piramida finansowa oferuje 40-procentowe zyski w ciągu roku. Chętnych nie brakuje.

Gorączka trwa w najlepsze, gdy jeden z banków ogłasza, że ma problemy z płynnością. Informacja, która jeszcze niedawno zostałaby zignorowana, wywołuje chaos. Optymizm ulatnia się całkowicie. Wszyscy chcą już tylko sprzedać posiadane akcje. Ten, kto grał na kredyt, jest zrujnowany. Giełda, by uniknąć bankructwa, wstrzymuje handel.

Wkrótce kryzys przenosi się na inne rynki. Wyparowały miliardy, brak gotówki powoduje, że odsetki od kredytów krótkoterminowych rosną do 25 procent. Mniejsze banki ogłaszają niewypłacalność, rozpoczynając lawinę upadłości firm. Kryzys finansowy ogarnia cały świat. Kłopoty ma nawet Watykan, który przez lata inwestował datki wiernych w zyskowne akcje.

Czy to sytuacja z końca pierwszej dekady XXI wieku? Ależ nie, tak wyglądał świat w 1873 roku po krachu na wiedeńskiej giełdzie, który rozpoczął pierwszy globalny kryzys finansowo-gospodarczy.

Bessa trwa 5 lat, firmy upadają, ziemia i domy tracą na wartości. Ale już w 1879 roku pojawia się nowa możliwość zdobycia fortuny. Francuzi kupują za 2 miliardy franków, licząc na wielkie zyski, akcje przedsiębiorstwa, które ma zrewolucjonizować światowy handel – Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego. Po kilku latach następuje krach, spółka upada, milion ludzi traci oszczędności.

Tę chorobę ludzkość przechodzi regularnie. I nie ma na nią lekarstwa.

NAUKOWCY SĄ BEZRADNI

Czym jest chciwość? Na to pytanie nauka nie zna odpowiedzi. John Medina, biolog molekularny, założyciel Ośrodka Badań Mózgu, Umysłu i Pamięci na Uniwersytecie Waszyngtońskim, przyznał, że mimo wielu lat badań nie udało mu się znaleźć genu odpowiadającego za chciwość.Spójnej definicji tego pojęcia nie potrafili też stworzyć psycholodzy. Wielu było przekonanych, że u jej podłoża leży agresja i neurotyczny lęk. Nie powstał jednak opis zjawiska, który byłby wolny od sądów moralnych. Jest to o tyle trudne, że chciwość – avaritia –uznawana jest przez religię chrześcijańską za jedno z najcięższych przewinień człowieka; drugi pod względem wagi spośród siedmiu grzechów głównych. Trudno stworzyć obiektywny opis zjawiska, które z założenia uważane jest za złe.Próbę wyjaśnienia podjął David Levine, psychoanalityk i ekonomista z Uniwersytetu Denver. Jego zdaniem „chciwość wyraża lęk przed stratą i dążenie do ochrony przed nią. Chciwy osobnik jest nieprzerwanie świadom niebezpieczeństwa straty i dlatego usiłuje zabrać innym, zanim jemu zabiorą”. To – jak dotąd – najbardziej obiektywna definicja chciwości. Czy da się wyjaśnić za pomocą tej definicji takie jej przejawy, jak bańki spekulacyjne? Okazuje się, że tak. Dowody na to są nawet w Starym Testamencie.

 

Z prawdziwymi kryzysami finansowymi mamy do czynienia, od kiedy pojawiły się pierwsze papierowe aktywa. Zalążkiem kryzysu jest sytuacja, gdy pożyczamy komuś realne pieniądze, zadowalając się obietnicą ich zwrotu w postaci zobowiązania na kawałku papieru, który przecież sam w sobie nie ma żadnej wartości. W tym sensie pierwszymi wielkimi kryzysami finansowymi była seria bankructw Hiszpanii w czasach Filipa II. Ten król – dzięki złotu i srebru z kolonii amerykańskich – stał się w XVI w. najbogatszym władcą świata. Toczył nieustające wojny, by zapewnić Hiszpanii hegemonię w Europie. Ponieważ jednak dostawy kruszców z Ameryki były nieregularne, a wydatki na wojnę – stałe, Filip II zapożyczał się na gigantyczną skalę, wystawiając w zamian papiery wartościowe, których zabezpieczeniem miały być dochody z kolonii. Jednak nie wygrał wojen i czterokrotnie ogłaszał bankructwo, podczas gdy jego weksle krążyły po Europie.

Kolejne kryzysy finansowe wybuchły niemal równocześnie na początku XVII wieku w Anglii, Holandii i Francji. Zaczęły tam powstawać firmy – często z udziałem państwa – które miały przynosić olbrzymie zyski z handlu z terytoriami zamorskimi. Ludzie zaczęli więc używać ich akcji jako inwestycji. Ceny tych akcji (np. Kompanii Mórz Południowych w Anglii) wzrosły w krótkim czasie nawet 10-krotnie: prywatni inwestorzy nie rozumieli jeszcze, że wartość akcji zależy wprawdzie od wyceny rynku, ale w ostatecznym rachunku – od wiarygodności finansowej firmy, która za nimi stoi. Akcje stały się środkiem wymiany, zastępując częściowo pieniądze i doprowadzając do powstania „bąbla” spekulacyjnego, skutkującego wielkimi bankructwami.

Trzecim wielkim kryzysem można by nazwać skandal z budową Kanału Panamskiego. Nie był to typowy krach finansowy – wielka kompania, która miała zbudować kanał, wzięła pieniądze inwestorów i po prostu zbankrutowała. Jednak to zdarzenie na tyle zapadło w pamięć ludzi, że słowo „Panama” jest do dziś w wielu językach świata, np. węgierskim, synonimem wielkiego bałaganu finansowego.

Czwarty wielki kryzys finansowy wybuchł w 1917 roku po tym, jak bolszewicy odmówili spłaty długów, zaciągniętych przez carskie rządy na modernizację Rosji. W pożyczki te angażowali się głównie, licząc na wielkie zyski, inwestorzy francuscy.

Witold Orłowski,
profesor ekonomii, były doradca prezydenta RP, obecnie główny doradca ekonomiczny Pricewaterhouse Coopers.

CHCIWOŚĆ RATUJE STAROŻYTNY EGIPT


Safnat Penaech to imię pierwszego megaspekulanta, który przez swoje operacje finansowe doprowadził do bankructwa cały naród, podporządkowując go w ten sposób całkowicie władzy monarchy. Przez 7 lat, w czasie urodzaju, skupował wszystkie nadwyżki zboża wyprodukowane w Egipcie i składował je w spichlerzach faraona. Cena była dobra, zachwyceni producenci szybko dorabiali się majątków. Do czasu.

Po siedmiu latach nieprzerwanej prosperity nastąpił krach. Archeolodzy badający starożytny Egipt udowodnili, że od 1847 roku przed naszą erą poziom wody Nilu w czasie wiosennych wylewów zaczął podnosić się o wiele wyżej niż dotąd. Uprawa ziemi w wielu rejonach stała się niemożliwa. Produkcja zboża drastycznie spadła.

W tym momencie Safnat Penaech wkroczył do akcji. Mając praktycznie monopol na rynku zboża, mógł teraz dyktować swoje ceny. W ciągu 7 lat nieurodzaju, działając do spółki z władcą Egiptu faraonem Amenamhatem III, przejął wszystkie będące w obiegu pieniądze, a następnie bydło, ziemię i majątki Egipcjan. Ci, którym nie zostało nic, musieli – by przeżyć – sprzedać się w niewolę. Cały majątek narodowy przeszedł pod kontrolę dwóch ludzi. Faraon oddał potem ziemię w dzierżawę właścicielom, ale kazał płacić za jej użytkowanie 20-procentowy podatek dochodowy. Co by się jednak stało, gdyby Safnat Penaech nie rozpoczął wielkiej spekulacji? Być może oznaczałoby to przyspieszenie o wiele setek lat końca wielkiej cywilizacji egipskiej.

Jakie wrażenie musiała na współczesnych wywrzeć ta operacja, dowodzi fakt, że mówi o niej nawet Stary Testament. Safnat to nikt inny jak biblijny Józef, ukochany syn Jakuba i Racheli, sprzedany w niewolę Egipcjanom przez zazdrosnych braci. Obdarzony dużym talentem do interesów zarządzał skutecznie majątkiem Putyfara, dowódcy straży przybocznej faraona. Oskarżony o próbę gwałtu trafił do więzienia, skąd wyszedł dzięki udanej interpretacji snu władcy, prześladowanego przez wizje wychodzących z Nilu siedmiu krów tłustych i siedmiu krów chudych.

Jakub zamienił ekonomiczne obawy faraona w długoterminową strategię spekulacji. Dzięki swojemu sukcesowi został zarządcą Egiptu pod nowym imieniem Safnat Penaech, ciesząc się wielkim szacunkiem władcy. Ponad 3,5 tysiąca lat później daleki potomek Jakuba – Alan Greenspan – wykona podobny ruch, skupując za pieniądze Rezerwy Federalnej USA walory futures, które pogrążyły amerykańską giełdę w czasie krachu 19 października 1987 roku. Tym ruchem Greenspan, mianowany zarządcą centralnego banku USA przez prezydenta Reagana, uratował Wall Street przed zamknięciem, świat przed powtórką Wielkiego Kryzysu, sobie zaś zapewnił pozycję guru światowych finansów na następne 20 lat. Podobnie jak Jakub-Safnat w epoce faraonów XII dynastii.

CHRZEŚCIJAŃSTWO RATUJE RZYM PRZED BANKRUCTWEM

 


Spekulacja – przejaw ludzkiej chciwości – jest tak samo stara jak nasza cywilizacja. Jej historia zaczyna się około VI wieku przed naszą erą, w czasach Talesa z Miletu – starożytnego greckiego mędrca, uważanego za twórcę podstaw nauki i filozofii europejskiej. Do jego czasów świat był uważany za zabawkę w rękach bogów, którzy decydowali o wszystkim. Ich zamiary można było co najwyżej odgadywać dzięki wyroczniom i wróżbom, na przykład rzucając kości. W ten sposób narodził się zresztą hazard, inny przejaw ludzkiej chciwości.

Tales pierwszy stworzył spójną teorię natury. Teoria ta wyjaśniała wiele zjawisk przyrodniczych, społecznych i gospodarczych bez odwoływania się do sił nadprzyrodzonych. Swoją wiedzę wykorzystał praktycznie. Przewidując na podstawie obserwacji wielkie zbiory oliwek, wziął w dzierżawę wszystkie okoliczne tłocznie oliwy. Gdy nastąpił szczyt zbiorów, mógł dyktować producentom ceny za usługę.

Starożytny Rzym był już siedliskiem spekulantów, którzy nie różnili się od szefów współczesnych agresywnych funduszy inwestycyjnych. Żyjący w czasach Juliusza Cezara Marcus Licinius Krassus dorobił się 400 milionów sestercji na spekulacjach nieruchomościami. Stosował prostą taktykę. Gdy w Rzymie zapalił się dom (co zdarzało się wyjątkowo często), na miejscu natychmiast zjawiała się straż pożarna Krassusa. Zaczynała jednak gasić dopiero wtedy, gdy jego firma za grosze wykupiła zagrożony budynek od właściciela. Jeżeli ten się opierał, dom płonął i wybuchała panika wśród właścicieli sąsiednich posesji. Wtedy Krassus kupował ich domy. Niewykluczone, że jego ludzie sami podkładali ogień.

Podobną taktykę zastosował ponad dwa tysiące lat później finansowy rekin George Soros. W 1997 roku za pomocą spekulacji walutowych doprowadził do kryzysu finansowego tzw. azjatyckie tygrysy, przez co wartość ich gospodarek spadła o ponad 90 procent. Wtedy także przyszła kolej na tanie zakupy. Całą gospodarkę 200-milionowej Indonezji można było bowiem nabyć za równowartość 75 procent akcji niemieckiego koncernu stalowego Thyssen.

Atmosfera do takich działań była w czasach Juliusza Cezara równie dobra, jak pod koniec XX wieku. Przyszły władca Rzymu miał bowiem długi wysokości prawie 100 milionów sestercji. Tyle kosztowała go nieustanna kampania wyborcza, którą prowadził, gdy był jeszcze rzymskim urzędnikiem. Większość tej sumy pochłaniały popularne wówczas reality shows, czyli walki gladiatorów. Cezar potrzebował więc możnych sponsorów. Czy bez pieniędzy ówczesnych spekulantów zostałby władcą Rzymu? Wątpliwe.

Długi Cezara też były wynikiem spekulacji – jego chciwość nie dotyczyła jednak pieniędzy, ale władzy. Cezar zakładał, że zobowiązania zostaną spłacone dzięki zwycięskiej wojnie w Galii, która przyniesie olbrzymie łupy. Tak się też stało. Zwycięski cesarz rozpoczął jednak zwyczaj zadłużania państwa. Dług przejęli jego następcy. Waluta mocarstwa słabła coraz bardziej. Dioklecjan próbował ratować gospodarkę, przejmując produkcję ponad 1000 towarów pod kontrolę państwa. Doprowadził do wieloletniej recesji. Jego następca Konstantyn I Wielki nie miał wyboru – aby uratować Rzym przed bankructwem, zarekwirował złote skarby pogańskich świątyń. Klątwy bogów nie musiał się już obawiać. Nieco wcześniej przyjął bowiem wiarę chrześcijańską.

Jednak chrześcijaństwo uznawało chciwość za wielki grzech, pierwszy, z którego będzie się rozliczanym na Sądzie Ostatecznym. Imperium straciło siłę napędową. Niecałe sto lat później, w piątym wieku, Rzym upadł pod naporem barbarzyńców. Rozpoczęło się ascetyczne i ponure średniowiecze.

Do dziś w tym języku zwrot „emprunt russe” oznacza wielkie stracone bogactwo. Kolejny wielki krach nastąpił w 1929 roku, gdy na amerykańskiej giełdzie doszło do największej w historii spekulacji papierami wartościowymi. Drobni inwestorzy, którzy na masową skalę po raz pierwszy zetknęli się z giełdą, mieli bardzo niewielką wiedzę na temat jej funkcjonowania. Uwierzyli, że giełda jest cudownym miejscem nieskończonego rozmnażania pieniędzy, i zaczęli masowo kupować akcje na kredyt. Powstała gigantyczna bańka spekulacyjna, u której podłoża leżała irracjonalna wiara w moc papierów wartościowych. Efektem tego stała się jednak gigantyczna recesja. Po załamaniu się kursów inwestorzy nie mieli z czego spłacić kredytów, a w ślad za tym zaczęły masowo padać banki, które pożyczały im pieniądze na zakup akcji. W sumie do 1932 roku nowojorska giełda straciła 90 proc. swojej kapitalizacji.

Wielkim globalnym kryzysem finansowym można też nazwać masowe bankructwa na początku lat 80. krajów zadłużonych za granicą (m.in. Brazylii, Argentyny, Meksyku, Polski). Lekkomyślność banków, które miały zdeponowane wielkie kwoty petrodolarów, spowodowała, że chętnie udzielały w ciągu lat 70. kredytów krajom rozwijającym się, traktując gwarancje ich rządów jako znakomite zabezpieczenie. Oczywiście tylko tak długo, jak długo rządy te były w stanie spłacać swoje długi.

U podłoża każdego kryzysu leży ten sam element: irracjonalny entuzjazm, który powoduje przeszacowanie wartości dokonywanych inwestycji. Gdy nie przynoszą one spodziewanych zysków, dochodzi u inwestorów do załamania wiary i panicznej próby ucieczki przed konsekwencjami finansowymi ich poczynań.

Nie sądzę, aby można było obronić tezę, że kryzys finansowy przynosi jakieś pozytywne rezultaty. Jego koszty są zbyt wielkie, ponieważ niszczy zaufanie, na którym opierają się rynki finansowe. Jednakże trudno uniknąć kryzysów, gdyż ludzie, na fali wzrostu optymizmu spowodowanego rozwojem realnej gospodarki, znacznie wyżej wyceniają aktywa finansowe zabezpieczone obietnicą wysokich dochodów, niż rzeczywiście one na to zasługują.

GORĄCZKA OGARNIA ŚWIAT

 


Nie tylko chciwość władców odcisnęła się na historii. Z nadejściem epoki renesansu główną siłą napędową zachodzących na świecie zmian stała się chciwość zwykłych ludzi. Zanim to nastąpiło, musiały zostać spełnione dwa warunki. Pierwszym z nich była dostępność taniego pieniądza. Drugim – wiara, że nieustanny postęp jest możliwy, a w jego wyniku życie zmieni się na lepsze.

Do czasu odkrycia Ameryki kredyt w Europie był bardzo drogi. Odsetki wynosiły 20–30 procent rocznie, mogli sobie na niego pozwolić praktycznie tylko władcy. Najczęstszą metodą spłacenia długów była wojna i zdobyte w jej trakcie łupy oraz kontrybucje.

Gdy jednak do Europy zaczęło napływać znalezione przez hiszpańskich konkwistadorów złoto, ilość pieniędzy w obiegu gwałtownie się powiększyła. W połowie XVI wieku odsetki od kredytów wynosiły już tylko 10 procent, by w XVIII wieku spaść do 3 procent. Wielkie odkrycia nie tylko doprowadziły do pojawienia się masy taniego pieniądza. Były też wielkim zastrzykiem optymizmu dla wychodzących ze średniowiecza społeczeństw. Rozwój nauki, łatwiejszy dostęp do informacji dzięki wynalazkowi druku wzmagały nadzieje, że już wkrótce życie stanie się łatwiejsze. Sposobem na przemianę miały być udane inwestycje kapitałowe.

W 1602 roku powstała w Niderlandach Kompania Wschodnioindyjska. Była to pierwsza w historii spółka akcyjna, co oznaczało, że od tej pory można było brać udział w dużych przedsięwzięciach gospodarczych i handlowych, dysponując stosunkowo małym kapitałem. Wystarczyło tylko kupić akcje.

Wejście Kompanii na amsterdamską giełdę wywołało pierwszy masowy boom spekulacyjny, w którym brali udział zwykli ludzie – marynarze, rzemieślnicy, drobni kupcy, nawet służący. Od tej pory każdy mógł dać upust swojej chciwości. Wokół giełdy rozwinęły się banki, które oferowały kredyty pod zastaw akcji. Ówczesnym graczom znane były wszystkie triki handlu terminowego. Kupowano opcje na akcje, finansując je w 90 procentach kredytem, by po zwyżce kursu spłacić dług z odsetkami i jeszcze na tym zarobić.

O ile akcje Kompanii Wschodnioindyjskiej były solidną inwestycją – tendencja wzrostu ich wartości trwała 100 lat – o tyle narodziny masowej spekulacji pokazały, że raz obudzonego demona chciwości nie da się już uśpić. W 1634 roku rozpoczęło się w Holandii szaleństwo znane jako tulipanowa gorączka. Ten sprowadzony zaledwie 80 lat wcześniej z Turcji kwiat, a dokładnie jego cebulki, miał stać się przyczyną pierwszego wielkiego krachu w historii.

Nikt nie wie dokładnie, dlaczego ceny cebulek tulipanów zaczęły gwałtownie rosnąć. Holandia była krajem bogatym i bezpiecznym, pełnym wiary w przyszłość. Akcje Kompanii Wschodnioindyjskiej przez ponad 30 lat – mimo wahań kursów – zyskiwały na wartości. Czy były za drogie dla przeciętnego nabywcy, czy po prostu ludzka chciwość potrzebowała innego obiektu fascynacji? Tak czy inaczej kraj opanowało szaleństwo. W ciągu 3 lat wartość cebulki tulipana dobrego gatunku wzrosła do 2500 guldenów. Za taką cenę można było kupić całe gospodarstwo rolne!

Krach nastąpił nagle, a Holandia długo dochodziła do siebie po tym wydarzeniu. Od czego zaczęła się paniczna wyprzedaż cebulek, trudno dziś ustalić. Tulipanowa spekulacja od początku nie miała sensu, a jednak ludzie uwierzyli, że powstaje coś w rodzaju Nowej Ekonomii, opartej na botanicznej nowince. 350 lat później ten sam sposób myślenia doprowadził do powstania fali spekulacji określanej mianem „bańki internetowej”.

W 1998 roku świat był w podobnej sytuacji jak Holandia na początku XVII wieku. Kapitału nie brakowało, odsetki były niskie, kursy akcji dużych szacownych firm, notowanych na giełdach, wysokie. Świat żył jednak myślą o dokonującej się właśnie rewolucji technicznej. Media publikowały opinie ekspertów, mówiących że upowszechnienie wynalazków takich jak komputer czy telefon komórkowy całkowicie zmieni obraz rynku. Na naszych oczach miała narodzić się Nowa Ekonomia. Wejście na giełdę firmy Netscape i wzrost kursu jej akcji o 200 procent poruszyło lawinę. Od tej pory każda spółka, która miała w nazwie .com, mogła liczyć na przychylność inwestorów. W latach 1998–2000 w 1155 nowych emisji akcji na giełdzie NASDAQ inwestorzy włożyli w sumie 117 miliardów dolarów i w osłupieniu patrzyli, jak wartość akcji ciągle rośnie. Do 10 marca 2000 roku.

Krach był potężny. W samych Stanach Zjednoczonych wartość dwóch tysięcy firm związanych w nowymi technologiami spadła o ponad bilion dolarów. To ponad 8 razy więcej, niż przez 2 lata pozyskały wszystkie spółki wchodzące na NASDAQ.

Kompleks nieobecnosci


Jakie były najwieksze finansowe wpadki ludzkosci spowodowane chciwoscia i czy widac jakies pozytywne skutki tych wpadek?

Ostatnia wpadka jest absolutnie spektakularna. Na własne oczy mieliśmy możliwość oglądać szczyty ludzkiej chciwości, bo świat niczego takiego dotąd nie widział. Inżynieria finansowa posunęła się tak daleko w poszukiwaniu zysku, że ludzie wymyślający instrumenty finansowe sami nie zdawali sobie sprawy, co stworzyli. Banki dotąd nie pożyczały tak nagminnie pieniędzy niewypłacalnym klientom. Jednak w ostatnich latach – za pośrednictwem instytucji parabankowych – zaczęły zagospodarowywać tę lukę. Mówiąc obrazowo i z pewną przesadą, wyglądało to tak, że agent podchodził do bezrobotnego siedzącego pod jakimś domem i pytał go, czy chce, żeby ten dom był jego. Potem załatwiał mu kredyt na specjalnych warunkach, a następnie ileś takich kredytów łączył w pakiet, który sprzedawał za ciężkie pieniądze jako papier wartościowy na giełdzie. To musiało pęknąć, gdy ktoś w końcu zapytał, „a ile te papiery są naprawdę warte?”. Pozytywną stroną tego kryzysu będzie niewątpliwie wzmocnienie nadzoru finansowego nad rynkiem kapitałowym i – być może – bardziej konserwatywne podejście banków do obrotu pieniądzem. Ale nie sądzę, żeby ludzkość czegokolwiek się na tej lekcji nauczyła. Przyjdzie następne pokolenie i spekulacja zacznie się na nowo.

Tadeusz Mosz,
dziennikarz gospodarczy

CHCIWOŚĆ JEST DOBRA... MIMO WSZYSTKO


„Giełda tym tylko różni się od domu wariatów, że jest zamykana po południu” – mówi stare powiedzenie z Wall Street. Gdy jednak prześledzi się historię chciwości, wielkich spekulacji i krachów finansowych, okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda.

Olbrzymi rozwój transportu morskiego w XVII wieku nie byłby możliwy, gdyby nie spółki akcyjne, obiecujące bajeczne zyski swoim udziałowcom. I chociaż dwa na trzy „interesy” kończyły się klapą, a niektóre od początku polegały na oszustwie, inwestowane w nowe przedsięwzięcia kapitały były na tyle duże, że w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat powstała całkowicie nowa handlowa mapa świata.

Podobnie było z boomem kolejowym, który przez niespełna 50 lat doprowadził do powstania sieci połączeń, funkcjonującej z niewielkimi tylko modyfikacjami do dziś. Zanim to jednak nastąpiło, przez świat przeszło kilka fal masowych plajt. Pierwsza nastąpiła zaledwie dwa lata po rozpoczęciu pierwszych inwestycji kolejowych – upadło wówczas 75 angielskich banków i 3300 firm. To właśnie pod wrażeniem tego kryzysu Karol Marks rozpoczął pisanie „Kapitału”.

Jednak już w 1830 roku rozpoczęła się druga fala spekulacji, która w ciągu 15 lat przyczyniła się do zainwestowania w sieć kolejową potężnej kwoty 132 mln funtów. W 1847 roku nastąpił kolejny krach, ale w latach 1861– –1865 spółki kolejowe zdołały pozyskać 1,9 miliarda funtów. W 1866 roku nadszedł nowy kryzys, ale cała światowa sieć połączeń kolejowych była już w zasadzie gotowa. To, czego nie byłyby w stanie dokonać najpotężniejsze nawet rządy, stało się faktem dzięki chciwości milionów zwykłych ludzi wierzących, że inwestycja w nowy wspaniały wynalazek przyniesie im fortunę i zmieni na lepsze także ich życie.

A czy korzystalibyśmy dziś z wyszukiwarki Google, gdyby agresywne fundusze inwestycyjne, powstałe na fali internetowej hossy, nie zwietrzyły w niej dobrego interesu?

„Chciwość jest dobra. Chciwość jest pożądana, chciwość jest skuteczna. Chciwość oczyszcza, uszlachetnia i wzbogaca ducha ewolucji. Chciwość we wszystkich swoich przejawach: pazerność na życie, pieniądze, miłość, wiedzę – doprowadziła do rozwoju ludzkości”. Te słowa wypowiedział Gordon Gekko, grany przez Michaela Douglasa bohater filmu „Wall Street” z 1987 roku.

Każdy kryzys, którego doznaje światowa ekonomia w wyniku kolejnych wybuchów chciwości, krachów i bankructw, skłania do umiaru i powściągliwości. Do ograniczeń nawołują rządy także teraz, w czasie gdy rozpoczyna się kryzys na wielką skalę. Mija jednak parę lat i wszystko wraca na dawne tory. Bo mimo wielkich sukcesów nauki światem wciąż rządzi siła, o której naturze nic tak naprawdę nie wiemy.

 

Krótka historia chciwosci


1602 – powstanie Kompanii Wschodnioindyjskiej, pierwszej spółki akcyjnej, której udziały mógł nabyć każdy.

1634–1637 – gorączka tulipanowa w Holandii.

1719–1720 – spekulacja w Paryżu akcjami Kompanii Missisipi Johna Lawa. Kurs akcji rośnie z 500 do 20 000 liwrów, by po krachu spaść do 200 liwrów.

1720 – spekulacja akcjami Kompanii Mórz Południowych w Londynie. W ciągu 3 miesięcy od szczytu hossy akcje tracą 90 procent wartości

1824–1866 – boom kolejowy na świecie przerywany przez kilka fal masowych plajt.

1872–1873 – 5 miliardów franków reparacji wojennych z wojny francusko-pruskiej napędza spekulacyjny boom budowlany w Niemczech i Austrii. Krach w maju 1873 roku doprowadza do pierwszego kryzysu finansowego o zasięgu światowym.

1879 – spekulacja akcjami Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego w Paryżu. Po bankructwie spółki milion Francuzów traci 2 mld franków oszczędności.

1921–1929 – hossa na światowych giełdach: rezultat powojennego optymizmu. W USA powstają pierwsze masowe fundusze inwestycyjne. Giełdowi gracze zadłużają się na 8 mld dolarów. Krach rozpoczęty 24 października 1929 roku na Wall Street kończy się największym w historii kryzysem gospodarczym. Światowy handel kurczy się o dwie trzecie.

1967 – Niemcy wzbogaceni przez cud gospodarczy zaczynają kupować udziały w spółce Investors Overseas Service kierowanej przez Berniego Cornfelda. Firma, która okazała się ostatecznie piramidą finansową, zbiera w ciągu 3 lat od miliona klientów 8 miliardów marek.

1982–1987 – wzrost kursów akcji i walorów futures na amerykańskich giełdach kończy się 19 października 1987 roku największym jednorazowym spadkiem indeksu Dow Jones w historii – o 23 proc. Interwencja banku centralnego USA zapobiega przerodzeniu się krachu w światowy kryzys gospodarczy.

1985–1990 – spekulacja nieruchomościami i papierami wartościowymi w Japonii. Ceny rosną do takiego poziomu, że 1 km kwadratowy rezydencji cesarskiej w Pekinie osiąga wartość wszystkich gruntów stanu Kalifornia razem wziętych. Boom kończy się krachem, po którym Japonia pogrąża się na 10 lat w recesji.

1989–1997 – eksplozja piramid finansowych w wychodzącej z komunizmu Europie Środkowej i Wschodniej. Największe z nich działały z Rosji (1,5 mld dol. strat), Rumunii (800 mln dol. strat) i Albanii (1,5 mld dol. strat – równowartość rocznego dochodu narodowego tego kraju). Szczególnie ucierpiała Albania: upadek piramid doprowadził tam do krwawych zamieszek, w których zginęło 2 tysiące ludzi.

1998–2000 – „bańka internetowa” na światowych giełdach. Po krachu kursy akcji spadają o 90 proc.

2002 – amerykański bank centralny (FED) obniża stopy procentowe do 2 procent, by nie dopuścić do spowolnienia gospodarczego po pęknięciu „bańki internetowej”. Rozpoczyna się napędzana tanimi kredytami spekulacja nieruchomościami w USA.

2006 – pęka „bańka nieruchomości” w USA. Oparte na nich obligacje strukturyzowane subprime okazują się papierami bez pokrycia. Coraz więcej banków przyznaje się, że ma je w swoich aktywach.

2007–2008 – banki na całym świecie ujawniają miliardowe straty. Wiele z nich upada. Rządy przeznaczają ponad bilion dolarów na dokapitalizowanie instytucji finansowych, których bankructwo grozi powtórką Wielkiego Kryzysu lat 30. Indeksy giełdowe na całym świecie spadają, rozpoczyna się globalna recesja. W grudniu 2008 roku legendarny inwestor Bernie Madoff okazuje się największym finansowym przestępcą w historii. Jego piramida finansowa oszukała ludzi na ponad 50 miliardów dolarów.