Naukowcy alarmują: osiągnęliśmy kres naszych możliwości fizycznych i intelektualnych. Możliwe, że ewolucja człowieka dobiegła końca.

 

 

 

 

 

Gdy w połowie lat 60. francuski prawnik Francois Raffray finalizował umowę kupna domu Jeanne Calment, z pewnością chłodził szampana. Znajoma staruszka, po śmierci córki i stracie wnuka, zdecydowała się przepisać na niego prawo własności w zamian za dożywotnią pensję 2,5 tys. franków miesięcznie. Wartość nieruchomości rozłożono na dziesięć lat. Niespełna pięćdziesięcioletni Raffray wiedział, że inwestycję trzeba będzie spłacać do końca życia. Nie podejrzewał jednak, że swojego.

Ludzkie rekordy

Jeanne Calment urodziła się 21 lutego 1875 roku we francuskim Arles. Gdyby wiedziała, że przeżyje ponad 120 lat, w dniu swoich dwudziestych urodzin z pewnością nie cieszyłaby się z życzeń „stu lat”, w dniu sześćdziesiątych nie martwiła nadchodzącą starością, a kończąc dziewięćdziesiąt, nie myślała o sprzedaży domu.

Jeanne na pytanie o wiek odpowiadała wdzięcznie: „Dobry pan Bóg o mnie zapomniał”. Była bohaterką filmu dokumentalnego pt. „Jeanne Calment życie po stu dwudziestce”. Odeszła 4 sierpnia 1997 roku w wieku 122 lat i 164 dni. Przeżyła swoją córkę, wnuka, a także prawnika Francoisa Raffraya. Dług, którego suma wyniosła łącznie dwukrotną wartość sprzedanej nieruchomości, jeszcze przez dwa lata spłacała jego żona.

Gdy Calment świętuje swoje 43 urodziny w amerykańskim stanie Illinois przychodzi na świat inny rekordzista. Rodzice niespełna czterokilogramowego, zdrowego noworodka nie mogą przypuszczać, że wkrótce ich syn stanie się sensacją na skalę światową. Dziecko rozwija się prawidłowo, choć po sześciu miesiącach waży już trzynaście i pół kilo. Prawie dwa razy tyle, co rówieśnicy. Gdy kończy rok, różnica w tempie przybierania na wadze się potraja. W piątym roku życia przerasta swojego dziadka, osiągając 1,5 m wzrostu. Ośmioletni Robert z wysokości 1,89 m góruje nad większością sąsiadów.

Choć trzynastoletni chłopiec mierzy 2,24 m, stara się żyć normalnie. Kończy szkołę i idzie do college’u. Ma mnóstwo przyjaciół. W dniu, w którym staje się pełnoletni, osiąga 2,54 m wzrostu. Wkrótce staje się narodową gwiazdą. Kamera go uwielbia, stacje radiowe nieustannie zapraszają do studia. Wadlow marzy o pracy w biurze, chce się kształcić na prawnika, jednak z powodu rozmiaru swych dłoni ma problemy z pisaniem na maszynie. Wkrótce zaczyna jeździć z ojcem po kraju i reklamować buty. Na 47-centymetrowej stopie obuwie dobrze się prezentuje.

Jego życie urywa się nagle. Z powodu olbrzymich rozmiarów traci czucie w stopach i nie zauważa drobnej infekcji, która ze zwykłego otarcia kostki rozwija się w zakażenie. Umiera 15 lipca 1940 w wieku 22 lat, mierząc 2,72 m i ustanawiając światowy rekord wzrostu.

Niepozorne cztery kilogramy waży też urodzony 11 czerwca 1965 Manuel Uribe, meksykański noworodek, który 30 lat później stanie się najgrubszym człowiekiem na świecie. Do piętnastego roku życia chłopiec rośnie prawidłowo. Na wadze zaczyna gwałtownie przybierać w pierwszej pracy. „W tym czasie w Meksyku pojawiły się fastfoody. Wszędzie reklamowano pizze i burgery. To była nowość. Zażeraliśmy się nimi. Oczywiście każdy sam odpowiada za swoje ciało. To nasza świątynia, teraz to wiem, wtedy nie wiedziałem i stąd mój problem” – wspomina Manuel w filmie pt. „Najgrubszy człowiek świata się żeni”.

Największym problemem mężczyzny stają się obrzęki limfatyczne, których organizm nie potrafi się pozbyć. W 2001, gdy waga wskazuje 360 kg, Uribe przechodzi dwunastogodzinną operację, podczas której lekarze usuwają z jego ud, brzucha i bioder 80 kg tkanki tłuszczowej. Niestety, obrzęki wciąż rosną.

W styczniu 2006 roku jego waga dochodzi do 560 kg. Manuel pogrąża się w depresji. „Chciał się zabić, chciał strzelić sobie w głowę, przeklinał Boga” – wspomina w  filmie jego matka, Otilia Garza. „Był uwięziony w łóżku, to było bezprecedensowe” – dodaje lokalny dziennikarz, Jose Luis Garcia, którego w 2006 roku Manuel poprosił o pomoc w nagłośnieniu sprawy. Historią meksykańskiego olbrzyma zainteresowali się lekarze i dietetycy. Dziennikarz uratował mu życie.

Po dwóch latach diety Meksykanin zrzucił 180 kilogramów i znalazł wybrankę swojego serca. Ślub odbył się na 26 października 2008 roku. Duży problem logistyczny stanowiło znalezienie sali z odpowiednio szerokim wejściem. Ponieważ pan młody nie mógł chodzić, do ołtarza przystąpił na swoim łóżku. Jego koszula, „ze stójką i pięknymi guzikami na wzór koszul Stevena Segala”, została uszyta z czterech metrów materiału.

Większe stopy, większe biusty

Historie Jeanne Calment, Roberta Wadlowa i Manuela Uribe przybliżają nas do fizycznych granic człowieka. Choć Calment żyła niewiarygodnie długo i zmarła z przyczyn naturalnych, jej przypadek nie pomógł w złamaniu kodu długowieczności. Wiadomo jedynie, że jego podstawą nie był zdrowy tryb życia – Jeanne uwielbiała zarówno słodycze, jak i dobre wino, a także papierosy, które paliła do... 117 urodzin.

Wadlow prawdopodobnie cierpiał na akromegalię, czyli chorobę spowodowaną przerostem przysadki mózgowej, powodującą nadmierne wydzielanie hormonu wzrostu. Choć ogromny, nie sięgnął górnej granicy wzrostu, za jaką, ze względu na bezpieczne poruszanie się z minimalnym ryzykiem upadków śmiertelnych, przyjęto trzy metry.

Uribe od wielu lat igra ze śmiercią. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) otyłość śmiertelna występuje wtedy, gdy BMI, czyli stosunek kilogramów masy ciała do wzrostu wyrażonego w metrach i podniesionego do kwadratu wynosi powyżej 40. (Klasyfikacja otyłości w zależności od BMI wg WHO, Report of a WHO „Consultation on Obesity”, Genewa). Oznacza to, że mężczyzna mierzący 1,8 m wzrostu przy wadze 130 kg ryzykuje życiem.

Pomimo kilku wyjątków, naukowcy uważają, że generalnie niewiele różnimy się od naszych przodków sprzed 200 tys. lat. Z pewnością jesteśmy trochę mniejsi. Gdy zmieniła się dieta, homo sapiens zaczął maleć. Malał przez ponad 150 tys. lat, po czym ok. pięć tysięcy lat temu, ze względu na kolejną zmianę nawyków żywieniowych, ponownie zaczął rosnąć. Najszybciej w krajach rozwijających się, ok. 1 do 2 cm na dekadę, wolniej w krajach rozwiniętych: 6-7 mm na dziesięć lat.

Stajemy się coraz wyżsi, mamy też coraz większe stopy i... biusty. „Daily Mail” poinformował, że producenci obuwia zwrócili uwagę na zmianę średniego rozmiaru kobiecej stopy w ostatnich dwudziestu latach z europejskiego 37-38 w 1991 roku na 39-40 w 2011. Wzrósł też popyt na znacznie większe rozmiary, takie jak 41, 42 i 43. Nic dziwnego. W latach 50. przeciętna Brytyjka miała 158 cm wzrostu i ważyła ok. 61 kg. W 2007 roku było to 164,5 cm i 65,3 kg.

Na większą rozmiarówkę brytyjskich kobiet zwrócili też uwagę producenci biustonoszy. Według ustaleń „Daily Mail” przez ostatnie dwadzieścia lat przeciętny rozmiar biustu brytyjskich kobiet wzrósł z europejskiego 75B do 80C. Znamienne jest także to, że w 2007 roku firma Marks&Spencer zdecydowała się na wprowadzenie do swojej oferty rozmiarów GG, H, HH i J, czyli europejskich L, M, N, O.

Ewolucja się skończyła?

Idąc tym tropem można by uwierzyć w prognozy niektórych futurologów, jakoby za kilkaset tysięcy lat ludzie mieli być superwysocy i superatrakcyjni. Mówi się o dwumetrowych mężczyznach z szerokimi szczękami, pięknymi torsami i dużym przyrodzeniem oraz superkobiecych paniach, z długimi smukłymi nogami, dużymi piersiami i ponętnymi biodrami.

Wyobraźnię studzą niektórzy naukowcy, twierdząc, że ewolucja człowieka się zatrzymała. W jednym z wywiadów dla „Dużego Formatu” brytyjski genetyk prof. Steve Jones, tłumaczył, że dzięki rozwojowi medycyny umarła naturalna selekcja, a ponieważ mężczyźni skrócili swój okres aktywności reprodukcyjnej „paliwo ewolucyjne”, czyli mutacje w genach, się skończyło. Profesor Jones stwierdził wprost: za 100 tys. lat ludzie będą wyglądać dokładnie tak samo.
Coś w tym musi być. W niektórych krajach rozwiniętych, takich jak Niemcy czy Wielka Brytania, w ciągu ostatnich trzydziestu lat, zaobserwowano zwolnienie tendencji wzrostowej nawet do 1 mm na dekadę. Może to więc oznaczać, że zbliżyliśmy się do granicy optymalnego wykorzystania energii w stosunku do wielkości ciała.

Możliwe także, że najkorzystniejszy bilans energetyczny osiągnął nasz mózg. Taką tezę, na łamach „Sunday Times”, przedstawił Simon Laughlin, profesor neurobiologii z Uniwersytetu w Cambridge. Poinformował on, że, po pierwsze, ludzkie komórki mózgowe osiągnęły największy z możliwych stopień podziału i miniaturyzacji, a po drugie, dalsze rozwijanie pamięci i możliwości poznawczych spowodowałoby znaczny wzrost zapotrzebowania na energię.

Co gorsze, istnieje też prawdopodobieństwo, że zbliżyliśmy się do granicy ludzkiej długowieczności. Wprawdzie dzięki rozwojowi medycyny, czyli ograniczeniu śmiertelności okołoporodowej oraz szczepionkom i antybiotykom, wydłużyliśmy średnią życia prawie dwukrotnie (w połowie XIX wieku najbardziej długowieczni Szwedzi osiągali średnio wiek 45 lat, obecna średnia życia Japonek wynosi 85 lat), mówi się o kresie możliwości przedłużania życia.

Na GE Healthcare Media Summit w Berlinie amerykański epidemiolog Jay Olshansky z University of Illinois w Chicago przekonywał, że nawet gdyby wymyślono lek na wszystkie nowotwory, zwiększyłby on średnią długość ludzkiej egzystencji zaledwie o trzy i pół roku. Profesor wysunął również tezę, że ze względu na epidemię otyłości, krzywe oczekiwanej długości życia nie tyle wkrótce się zatrzymają, co... zaczną spadać.

W środowisku naukowym dyskusje o końcu ewolucji człowieka budzą wiele kontrowersji. Antropolodzy apelują o ostrożność w wydawaniu sądów w czasach, gdy ciężko prognozować, jak potoczą się dalsze losy naszej planety. Z drugiej jednak strony, wiedząc, że naturalnie piękniejsi ani mądrzejsi raczej nie będziemy, nawet jeśli istnieją ku temu poważne wątpliwości, miło choć przez chwilę poczuć się najmocniejszym z możliwych ogniw ewolucji.

Ciekawostki:
20 tys. lat temu wszyscy mieliśmy afrykański typ urody
2,72 metra mierzył najwyższy człowiek w historii
560 kg ważył najcięższy człowiek na świecie
122 lat i 164 dni to obecny rekord długowieczności człowieka
47 cm długości miały stopy Roberta Wadlowa. Oznacza to, że nosił on europejski rozmiar 75.
177,8 cm obwodu mają największe naturalne piersi w historii wpisane do księgi rekordów Guinessa. Ich właścicielką jest Annie Hawkins-Turner (aka Norma Stitz).
20% energii zużywa mózg człowieka, choć zajmuje zaledwie 2% jego ciała