W dobrym tonie jest na nie narzekać. Najwięcej – jak to u nas bywa – mają do powiedzenia ci, którzy nie przepracowali w nich uczciwie ani jednego dnia. Ja współpracuję z nimi od dwudziestu lat i uważam, że korporacje są rewelacyjnymi miejscami do nauki. Nieważne, czy dopiero zaczynasz pracę w korpo i martwisz się, czy się do tego nadajesz, czy też jesteś tam już od jakiegoś czasu, ale zastanawiasz się nad sensem (albo bezsensem) swojej pracy. Proponuję ci uczciwy deal: roczne stypendium na najlepszym uniwersytecie świata. Będziesz się uczył i jeszcze dostaniesz za to pieniądze. Zainteresowany?

Mały kontra duży

Gdzie jest ten uniwersytet? W twojej firmie. Chodzisz tam codziennie, tylko tego nie dostrzegasz i nie wykorzystujesz możliwości, które ofiarowuje ci korporacja. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że firmy są różne. Bywają tak toksyczne, że trzeba z nich szybko wiać, bo niczego dobrego się tam nie nauczymy. Są też tak cudowne, że po kilku dniach już wiesz, że kochasz swoją korpo całym sercem i nigdy, przenigdy jej nie porzucisz.

Ten tekst jest ci wówczas kompletnie nieprzydatny, bo nie zamierzasz przecież zmienić pracy. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że większość korporacji to firmy plasujące się gdzieś w środku pomiędzy wymienionymi wyżej biegunami. I to o nich będziemy rozmawiać. Dla porządku dodajmy, że są też ludzie, którzy urodzili się po to, by pracować w korporacji. Mają bardzo mocną potrzebę bezpieczeństwa. Potrafią długo i ciężko pracować i bez problemu wpasowują się w korporacyjny styl życia. Cenią sobie przewidywalność firmy, i to, że co miesiąc odpowiednia, z góry znana suma wpływa na ich konto. Taki ktoś będzie się trzymał swojej pracy pazurami i wszystko będzie mu zawsze pasować. Ale jeśli nie patrzysz na swoją korporację przez różowe okulary i coraz częściej zastanawiasz się, czy to aby na pewno twoja właściwa droga życiowa, przeczytaj uważnie ten tekst, bo możesz tylko zyskać.

Jeśli jesteś studentem – nie czekaj na ukończenie nauki, by zacząć dorosłe życie. Studia to nie przedłużenie dzieciństwa, tylko poligon. Pracuj w wakacje, walcz o staże. Idź na miesiąc do korporacji. Poznaj pracę, która ma stałe godziny, jasną hierarchię służbową, wytyczone cele i sprawdzone procedury. A potem koniecznie idź na staż w małej firmie rodzinnej. Tam, gdzie pracuje zaledwie kilka osób, hierarchia jest uznaniowa, panuje chaos, zadaniowy tryb pracy, a o procedurach przekazywania informacji nikt nie słyszał. Jeśli w takich warunkach czujesz się jak ryba w wodzie, to trzymaj się małych firm. Jednak jeżeli po miesięcznym stażu z wdzięcznością zaczynasz myśleć o korporacji, to wracaj tam i przeczytaj ten tekst. Jest napisany specjalnie dla ciebie.

Ucz się na cudzych błędach

Pracujesz w korporacji, choć nie do końca jesteś przekonany o tym, że to twoja najlepsza droga życiowa. Jest tylko jeden sposób, by ten pogląd rzetelnie sprawdzić. Daj sobie rok na to, by poznać prawdę o sobie i wykorzystać szanse, jakie korporacja daje każdemu ambitnemu pracownikowi, który wie, czego chce. Tylko pamiętaj, że deal musi być uczciwy. Będziesz przez ten rok pracował na sto dziesięć procent, żeby po dwunastu miesiącach – jeśli zdecydujesz się odejść – zrobić to z czystym sumieniem. A korporacja pożegna cię ze łzami w oczach. 

 

Może się też tak zdarzyć, że zamiast odchodzić na swoje, zostaniesz w korpo, bo przełożeni docenią twój rozwój osobisty i ciężką pracę, i otrzymasz od swojej macierzystej firmy doskonałą propozycję awansu. Jak będzie, tego jeszcze dziś nie wiesz, więc graj fair. To jest uczciwe. Nawet jeśli masz szefa, który popełnia błędy i nie umie zarządzać, to pracuj jak najlepiej, a przy okazji staraj się zrozumieć, dlaczego szef podejmuje takie, a nie inne decyzje. Jakie są tych decyzji konsekwencje? Jak ty byś się zachował na jego miejscu? I najważ- niejsze – jeśli to byłaby twoja firma, a ten szef pracowałby u ciebie, to po czym byś poznał, że podejmuje złe decyzje? Buduj swój potencjał jako przyszłego menedżera. I ucząc się na cudzych błędach, pobieraj jeszcze pensję.

Pierwszy bilans

Zacznij od wizyty w sklepie papierniczym. Kup gruby zeszyt – to będzie twój dziennik. Przydadzą się też trzy markery: zielony, czerwony i żółty. Przez dwa tygodnie codziennie zapisuj swoje spostrzeżenia. Na zielono zaznaczaj wszystko to, co w pracy dodaje ci energii, co robisz z ochotą, dobrze ci wychodzi i masz poczucie, że twoje umiejętności potrafisz odpowiednio „monetyzować”. To twoje mocne strony.

Czerwonym kolorem podkreślaj to, co cię drażni, nie udaje się, wywołuje irytację. Pamiętaj, by unikać wygodnych ogólników („męczą mnie idiotyczne procedury”) i pisać konkretnie. Zapytaj siebie uczciwie, czy masz syndrom mañany. Jeśli muszę w tym tygodniu odbyć przykrą rozmowę telefoniczną, odsuwam to od siebie tak długo, jak się da. Poniedziałek... No mam jeszcze czas, zajmę się czymś innym. Wtorek... ciągle mam parę dni. W środę to samo. Za każdym razem, gdy do tego podchodzę, czuję ciężar w żołądku. Zabieram się do tego zadania dopiero w piątek rano, gdy już dzwonią mi w głowie wszystkie alarmowe dzwonki. Wiem, że nie mam wyjścia, po prostu muszę to zrobić.

Myślałem o tym z niechęcią przez cały tydzień, psuło mi to humor, a teraz naprawdę trzeba się spieszyć. Znasz to? No właśnie... Żółte będą wpisy dotyczące tych rzeczy, które robimy, ale mamy poczucie, że nie jesteśmy w tym dobrzy. To tak zwany syndrom karaoke – ludzie spotykają się w barach i śpiewają przeboje znanych piosenkarzy. Niby melodia ta sama, a jednak już od razu można poznać, że mistrzami to my nie jesteśmy. Po dwóch tygodniach zrób pierwszy bilans. Jeśli koloru żółtego i czerwonego jest dużo więcej niż zielonego – dostajesz wyraźny sygnał, że prawdopodobnie praca w korporacji nie jest twoim przeznaczeniem. Czy to zmieni twoje postępowanie w ciągu następnych jedenastu miesięcy i dwóch tygodni? Oczywiście, że nie! Będziesz pracować i uczyć się jeszcze intensywniej, bo to będzie prawdopodobnie twój ostatni rok w korporacji i to, czego się teraz nauczysz, będzie procentować przez całe życie.

Sprawdź, jak cię widzą inni

Jesteś po pierwszym bilansie i czas zacząć korzystać z dobrodziejstw pracy w korporacji. Idź więc do swojego przełożonego, by zapytać, jakie są, jego zdaniem, twoje mocne i słabe strony. W kolejnym ruchu poproś o to samo życzliwą koleżankę lub kolegę pracującego na podobnym do twojego stanowisku. Porównaj wyniki tych badań i przepisz „na czysto” te spostrzeżenia, które się pokrywają z twoimi notatkami z bilansu pierwszych dwóch tygodni. Teraz masz już pierwszą „mapę” swoich zdolności i umiejętności. Wiesz, czego powinieneś w swojej przyszłej pracy unikać (czerwone), nad czym powinieneś popracować (żółte), a  czemu poświęcić 80 proc. swojej energii, bo to twoje mocne strony (zielone). Uzbrojony w tę wiedzę zapukaj do korporacyjnego działu HR, by poszukać szkoleń, które pomogą ci pokonać trudności zaznaczone czerwonym i żółtym markerem. To ogromna zaleta korporacji.

Pracując w tego rodzaju dużej firmie, możesz liczyć na wsparcie wykwalifikowanych coachów. Od tego właśnie są działy HR, by wspierać twoje dążenie do podnoszenia kwalifikacji. Jeśli z twojego bilansu wynika, że masz problem z komunikacją, zarządzaniem czasem czy na przykład z delegowaniem zadań, to w dziewięciu przypadkach na dziesięć korporacja ci pomoże, bo tak są ustawione procedury. Przez następne miesiące chodź na szkolenia poprawiające twoje umiejętności i prowadź dziennik. Co tydzień rób podsumowania, przeglądając zielone, żółte i czerwone wpisy. Raz w miesiącu, najlepiej w sobotę, poświęć dwie godziny na sprawdzenie, gdzie na rynku są firmy lub ludzie, którzy potrzebują twoich umiejętności zapisanych zielonym kolorem. Komu one mogą się przydać i ile są skłonni za to zapłacić. Przy drugim, trzecim podejściu będziesz już zapewne mógł wyodrębnić poszczególne firmy czy produkty. Twoim celem powinno być znalezienie czegoś, co będziesz robić w przyszłości na światowym poziomie. Być może we własnej firmie, a może w korporacji, ale na pewno twój talent będzie odpowiednio wynagradzany.

Uczysz się, pracujesz i podnosisz swoje kwalifikacje. Jednak jedna z najważniejszych umiejętności w biznesie to budowanie kontaktów międzyludzkich. To szczególnie ważne, jeśli zamierzasz kiedyś rozpocząć pracę na własny rachunek. Niezależnie od twojej osobowości w korporacji możesz się nauczyć tworzenia relacji z innymi. Firma będzie cię w tym wspierać, bo „praca zespołowa” jest jednym z ulubionych korporacyjnych haseł. Masz więc niepowtarzalną okazję, by zarobić u szefa kilka plusów, a przy okazji przetestować, jak szybko uda ci się zbudować dobre relacje z osobami z najbliższego otoczenia. Podejdź do tego metodycznie. Jeśli dziś oceniasz liczbę znajomych na dziesięciu, to załóż, że w najbliższym miesiącu powiększysz to grono o 50 proc. Duża liczba dobrych kontaktów bardzo ci się przyda przy realizacji trzeciego, najważniejszego zadania.

 

Działaj i ryzykuj

Pracujesz nad sobą już kilka miesięcy. Pora więc na egzamin i sprawdzenie się „w boju”. Musisz przetestować swoje kręgi wpływów. Celem tego zadania jest sprawdzenie, na ile potrafisz przyciągnąć do siebie ludzi i zrealizować własny projekt. Uzyskasz w ten sposób niezwykle cenne informacje, które pomogą ci w wyborze przyszłej ścieżki życiowej. Waż- ne, byś zrea lizowa ł projekt od początku do końca. Musisz zmobilizować innych pracowników – bez ich energii i chęci sam nie dasz sobie rady. Koniecznie prowadź codzienne zapiski w dzienniku: kto ci pomógł? Kogo poprosiłeś, ale odmówił? Co cię najbardziej zaskoczyło? Nie bój się.

Jedną z najwspanialszych cech korporacji jest wielostopniowa hierarchia, która rozmywa indywidualną odpowiedzialność za ewentualne błędy. W małej prywatnej firmie odpowiadamy własną głową i majątkiem za potknięcia i nietrafione decyzje. W korporacji jest znacznie większa szansa, że gdy popełnimy błąd, ktoś nam pomoże go naprawić. Są działy prawne i menedżerowie wyższego szczebla, pilnujący byśmy zbytnio nie zaszaleli. Cieplarniane warunki. A zresztą projekt nie musi się wiązać z dużym ryzykiem. Wystarczy nawet zorganizowanie dużej imprezy gwiazdkowej. Jeśli dzięki swoim pomysłom i poprzez sieć kontaktów przygotujesz perfekcyjne przyjęcie dla czterystu osób, to możesz mieć pewność, że nadajesz się już do założenia swojego biznesu lub objęcia samodzielnego stanowiska w przedsiębiorstwie.

Masz wybór

Po roku przeczytaj uważnie swój dziennik. Zobacz, jak daleko udało ci się zajść i ile osiągnąć na korporacyjnym uniwersytecie. Całkiem możliwe, że dzięki pracy nad sobą i odpowiedniemu wykorzystaniu wsparcia, które oferuje ci duża firma, stałeś się pracownikiem, o którego warto walczyć. Może nawet polubiłeś korpo? Na pewno osiągnąłeś więcej od tych, którzy ciągle narzekają na nudną, bezsensowną pracę, ale mimo to kolejne lata spędzają w korporacji, której nienawidzą. Oni zostaną tu już na zawsze. I zawsze będą narzekać. Ty masz wybór. Jeśli odejdziesz, będą cię wspominać z uśmiechem, bo pracowałeś uczciwie i zrobiłeś przez ten rok więcej niż inni przez dekadę. Jeżeli zdecydujesz się zostać, otwiera się przed tobą ścieżka kariery niedostępna dla sfrustrowanych narzekaczy. Tak czy inaczej – wygrałeś.