Nie bez powodu nie mam w domu dużego automatycznego ekspresu do kawy – nie mam czasu na to, żeby bawić się z ustawieniami, czyszczeniem i całym tym kombinowaniem, które sobie w związku z tym wyobrażam. Kiedy więc zaproponowano mi przetestowanie ekspresu Saeco Xelsis, postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy jest to sprzęt dla mnie. 

No i okazało się, że... nie. Piszę ten tekst o 6:50 rano, po nieprzespanej nocy z powodu przyjęcia zbyt dużej ilości kofeiny i chwilę po wygooglowaniu frazy “śmiertelna dawka kofeiny”. Załatwiły mnie tak 2 czarne i 4 mleczne kawy – były tak pyszne, że nie mogłam się powstrzymać. W moim przypadku jest to jedyny minus tego ekspresu: gdybym miała go pod ręką na co dzień, moje serce mogłoby tego nie wytrzymać. Trochę szkoda by było.

Teraz poważnie – skupmy się jednak na konkretach.  Oto wszystko, co urzekło mnie w ekspresie Saeco Xelsis.
 

 

Współpraca na medal

Należę do grona osób, do których nie należy mówić przed pierwszą kawą i wcale nie dlatego, że jestem wtedy nieuprzejma (jak większość śpiochów), lecz dlatego, że nic nie rejestruję. Nie pamiętam odbierania telefonów, odpisywania na maile, a niekiedy nawet rozmów twarzą w twarz – piszę o tym, ponieważ jest to ważne dla obrazowego przedstawienia Wam, drodzy czytelnicy, jak ważną rolę odgrywa ta pierwsza, poranna kawa w tak zaspanym życiu i jak szybko po przebudzeniu jest mi potrzebna. Szybko przekonałam się, że Xelsis sprawnie odpowiada na moje poranne wołanie o pomoc, ma bowiem możliwość zaprogramowania spersonalizowanych kaw, które trafiają do naszego kubka już za jednym ruchem palca, więc można szykować sobie poranny napój nawet w półśnie. By znaleźć swoje ulubione smaki, można tu manipulować siedmioma parametrami: mocą i wielkością kawy, ilością oraz kolejnością mleka i kawy, temperaturą i aromatem kawy oraz grubością mlecznej pianki. Czy barista w kawiarni kiedykolwiek zapytał Was o wszystkie te rzeczy? Tak myślałam.

Kolejny wielki plus w moim odczuciu to łatwość utrzymania ekspresu w czystości. Najbardziej lubię, jak rzeczy robią się same, więc moje serce szybko zdobyły funkcja automatycznego czyszczenia sprzętu parą HygieSteam oraz filtr AquaClean, który zapobiega odkładaniu się w ekspresie kamienia i pozwala na cieszenie się doskonałym smakiem nawet do 5000 filiżanek czarnego eliksiru bez konieczności odkamieniania ekspresu. Nie wspominając już o tym, że wyjęcie bloku zaparzającego i umycie go pod bieżącą wodą zajmuje tylko kilka sekund.

 

Nieprzyzwoity wybór opcji

Rzecz jasna, poranna kawa nie jest jedyną filiżanką, jaką wypijam w ciągu dnia. Często podbijam jej praktyczne i smakowe walory jeszcze kolejnymi dwiema, lecz znacznie lżejszymi. Unikam take picia kofeiny po godzinie 17, bo kłopoty ze spaniem wystarczająco lubią testować moją cierpliwość, więc nie ma co jej dodatkowo kusić. Moje kawowe rytuały od kilku lat są niezmienne – rano duża (minimum 300 ml), czarna, mocna i świeżo zmielona, a po południu coś lżejszego, najchętniej z roślinnym mlekiem i bez cukru. Po taki specjał udaję się do zaprzyjaźnionej kawiarni, bo w moim domowym sprzęcie brakuje spieniacza do mleka. Raz na tak zwany ruski rok czuję chęć również na bezlitośnie słodką kawę z prawdziwą bitą śmietaną i muszę przyznać, że z tym napojem radzą sobie tylko naprawdę dobre cukiernie. Byłam bardzo ciekawa, czy ekspres marki Saeco poradzi sobie z moimi wyobrażeniami na temat kawy. 

Muszę przyznać, że naprawdę dał radę. Po pierwsze: kawa zmielona w ceramicznym młynku smakuje o wiele lepiej niż ta zmielona w metalowym, a młynek w modelu Xelsis ma możliwość aż 12-stopniowej regulacji, więc mogłam eksperymentować z grubością ziaren kawy, dopóki nie trafiłam na tę idealną dla mnie.
 

Po drugie: do wyboru jest 15 różnych napojów, które można personalizować, więc oczywiście, że znalazłam idealne opcje i na popołudniowe dopalające kawki z mlekiem, i na bezwstydną kawę z domową bitą śmietaną i słonym karmelem. Do bazowej piętnastki należą: Espresso, klasyczna czarna kawa, Americano, Cappuccino, Latte Macchiato, Caffè Latte, Café au lait, Espresso Lungo, Espresso Macchiato, podwójne Espresso, a także spienione lub ciepłe mleko i gorąca woda.

A po trzecie – Saeco Xelsis daje możliwość stworzenia aż 8 profili użytkowników, więc zadbałam o to, aby każda z moich przyjaciółek dostała swój własny. Bardzo spodobało mi się również to, że dzięki technologii Latte Duo ekspres ma możliwość przygotowania dwóch mlecznych kaw jednocześnie, czego zazwyczaj nie spotyka się w tego typu domowych sprzętach.
 

 

Podsumowując: pewnie, że polecam

Nie da się ukryć, że dużym plusem ekspresu Xelsis jest też jego nowoczesny design, który za wykorzystanie szlachetnych materiałów, linię urządzenia oraz perfekcję w każdym detalu uhonorowano nagrodą iF Design Award 2018 – istniejącym od 1953 roku jednym z najbardziej prestiżowych i największych konkursów wzornictwa na świecie, w którym nagrodę przyznaje najstarsza w branży organizacja iF International Forum Design GmbH z siedzibą w niemieckim Hanowerze.

Saeco Xelsis to świetny ekspres dla wszystkich (ewentualnie może poza tymi, którzy mają tendencję do przesadzania z kofeiną), którzy lubią maksymalne efekty przy minimalnej ingerencji – zarówno w przypadku codziennego parzenia kawy, jak i szybkiego czyszczenia sprzętu.