Powszechne wyobrażenie o hipnozie znacznie się różni od tego, co przeżyłam. Nikt nie machał mi przed oczami wahadełkiem, nie straciłam kontaktu z otoczeniem ani pamięci o tym, co przeżyłam w stanie hipnozy. Nie sprowokowano mnie do udawania kurczaka, wyznania miłości nieznajomej osobie ani okradzenia sejfu (jak w komedii Woody’ego Allena „Klątwa skorpiona”). No i hipnotyzer nie miał powłóczystych szat (w jakich ponoć przyjmował pacjentów Franz Anton Mesmer, do niedawna uważany za pioniera hipnozy w Europie, dziś łączony raczej z bioenergoterapią) ani nie przewiercał mnie wzrokiem (jak Anatolij Kaszpirowski, który pod koniec XX wieku zasłynął seansami hipnotycznymi w telewizji).

Z jednej strony sceptycy traktują hipnozę jak telepatię czy bioenergoterapię i nie wierzą w jej istnienie. Z drugiej – wiele wykształconych osób przydaje jej wręcz magiczną moc. 77 proc. studentów jest zdania, że hipnoza to odmienny stan świadomości, zupełnie różny od jawy, a 44 proc. uważa, że zahipnotyzowany działa jak robot i wykonuje automatycznie wszystkie polecenia hipnotyzera – wynika z badań przeprowadzonych w 2006 r. przez pięciu amerykańskich uczonych, którzy zapytali o opinię 280 młodych ludzi z USA, Niemiec, Australii i Iranu (wyniki opublikowano w piśmie „International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis”). Oba poglądy są błędne. Wbrew temu, co nadal uważa wielu psychologów, badania naukowe nie potwierdzają, by hipnoza była „odmiennym stanem świadomości”. Osoba zahipnotyzowana nie wpada w trans. Co zatem się z nią dzieje?

„Hipnoza to intensywna koncentracja na drugiej osobie, szczególny rodzaj relacji międzyludzkiej, w której wzmożona jest podatność na sugestię” – tłumaczy prof. Jerzy Aleksandrowicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden z najwybitniejszych polskich badaczy hipnozy. Kilka lat temu profesor wraz z grupą współpracowników postanowili za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego sprawdzić, co dzieje się w mózgach osób zahipnotyzowanych. Czternaście osób kłuto wykałaczką i sprawdzano ich reakcję na ból w stanie czuwania i w hipnozie. „Z naszych badań wynika, że kiedy człowiek jest zahipnotyzowany, zwiększa się aktywność w okolicach oczodołowo-czołowych, zwłaszcza po stronie lewej. Ponieważ te okolice są związane z koncentracją uwagi, być może potwierdza to definicję hipnozy jako stanu szczególnie intensywnego skupienia uwagi” – tłumaczy prof. Aleksandrowicz. „Udało nam się także znaleźć ślad różnicy w pobudzeniu odmiennych okolic mózgu podczas hipnozy i recepcji sugestii, co sugerowałoby, że hipnoza i sugestia to dwie różne rzeczy” – dodaje. Naukowiec porównuje hipnozę do strzykawki, którą można pacjentowi podać sugestię, tak jak zazwyczaj podaje się lek.

W hipnozie – właśnie dzięki ogromnej koncentracji uwagi – jesteśmy szczególnie podatni na sugestie. „Z całą pewnością sugestie, nawet bez hipnozy, mogą doprowadzić do znacznych zmian w sposobie funkcjonowania i psychiki, i ciała” – mówi prof. Aleksandrowicz i podkreśla, że efekty sugestii znamy z codziennego życia. Jeśli oglądamy doniesienia o tsunami w Japonii, to przecież nie wiemy, co tam się wydarzyło naprawdę. Otrzymujemy obrazek zawierający sugestie, wsparty komentarzem o spokoju i świetnym zorganizowaniu Japończyków. Czy to prawda, czy nie – nie wiemy, reagujemy na sugestię, którą nam przekazano. „Podczas hipnozy nasza zdolność krytycznego myślenia zostaje osłabiona, bo uwaga koncentruje się wyłącznie na jednym źródle bodźców, którym jest hipnotyzer. To, co on generuje, wchodzi w przeżywanie;wspomnienia i wiedza zostają przy tej koncentracji uwagi wyłączone” – podkreśla profesor. Choć trudno w to uwierzyć, sugestie hipnotyczne są tak silne, że można je stosować nawet do uśmierzania bólu podczas zabiegów chirurgicznych.