Jednak dla policjantów najbardziej szokujące było to, że sekswięzienie znajdowało się w miasteczku, w którym przestępczość była niemal zerowa, o międzynarodowych gangach nikt nie słyszał, i gdzie nie było nawet sex shopu. Wyniki policyjnych nalotów, przeprowadzonych w innych miasteczkach wokół Cambridge, okazały się równie zdumiewające: znaleziono w nich 80 zakamuflowanych burdeli, w których były więzione seksniewolnice z Europy Wschodniej.

– Jeśli można je znaleźć tu, to znaczy, że są wszędzie – stwierdził Tim Brain, komendant policji w Gloucestershire.

W sekswięzieniach lądują kobiety sprzedane na targach niewolników. Czasem nie są to domy publiczne, ale miejsca, w których poddaje się dziewczęta odmawiające uprawiania prostytucji wyjątkowo brutalnej tresurze.

W takim właśnie domu znalazła się Katia, sprzedana tureckiemu alfonsowi Apo. Najpierw zamknięto ją w pokoju z zakratowanymi oknami, w którym było tylko łóżko i służące za toaletę wiadro. Kiedy poprosiła o szklankę wody, strażnik Mohammed przyniósł jej napój, po którym dostała halucynacji. Wtedy jedna z „wytresowanych” już dziewcząt, Tania, zaczęła ją namawiać, by przestała się opierać i zaczęła uprawiać seks z klientami.

– Nie jesteś pierwsza – mówiła Tania. – Przez pierwszy miesiąc będziesz pracować za darmo, ale potem zarobisz 500 dolarów miesięcznie. Po pół roku będziesz wolna i wrócisz do domu.

Kiedy jednak Katia opierała się dalej, została pobita i wielokrotnie zgwałcona przez pomocników właściciela burdelu. Kilkakrotnie przewożono ją do innych miast, nocą i bocznymi drogami, tak by nie mogła zorientować się, gdzie aktualnie przebywa. Izolacja, tortury, głód i groźby pod adresem rodziny powodują, że wiele więzionych kobiet zgadza się na uprawianie prostytucji. Jednak ich los nie jest wcale lepszy.

Jedna z uwolnionych przez brytyjską policję kobiet zarobiła dla swojego właściciela 12 tysięcy funtów w trzy miesiące. Dostała z tego tylko 10 funtów. Gdy próbowała ukryć 250 funtów, została brutalnie pobita.

Obietnica, że po spłaceniu „długu”, czyli ceny zapłaconej za kobietę przez właściciela burdelu, dostanie ona część zarobionych pieniędzy, jest kolejnym kłamstwem, które ma złamać opór ofiary. Wystarczy jedna skarga niezadowolonego klienta, by właściciel nałożył na nią „grzywnę”, którą będzie musiała spłacać przez kolejne miesiące. Dla niewolnicy brak pieniędzy oznacza też brak możliwości ucieczki. Jakikolwiek bunt jest karany z niezwykłą brutalnością: kobiety są bite i wielokrotnie gwałcone przez gangsterów, którzy nagrywają scenę na kamerę wideo i grożą wysłaniem filmu rodzinie. Organizacje walczące z handlem ludźmi w Stanach Zjednoczonych policzyły, że statystyczna seksniewolnica jest gwałcona przez swojego właściciela i jego pomocników 49 razy w ciągu roku.

Dodatkową karą jest sprzedanie kobiety kolejnemu alfonsowi. W Turcji zwykle dzieje się tak, gdy niewolnica przyniesie 15–20 tysięcy dolarów zysku swojemu właścicielowi, a ten ma już dość niepokornej kobiety. Wtedy cały koszmar powtarza się od nowa. Szacuje się, że rocznie około 30 tysięcy kobiet umiera w sekswięzieniach na skutek tortur, chorób, samobójstw i przedawkowania narkotyków.