Aleksiej Nawalny zaangażował się w dziennikarskie śledztwo, prowadzone we współpracy m.in. z serwisem Bellingcat. Dziennikarze wraz z rosyjskim opozycjonistą szukali dowodów na to, że za zamachem na życie Nawalnego mogą stać rosyjskie służby wywiadowcze. Dziennikarzom udało się ustalić, że przed sierpniową próbą otrucia Nawalnego, pozostawał on pod stałą obserwacją co najmniej ośmiu tajnych agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji (FSB). 

Zgodnie z ustaleniami Bellingcat, byli to w większości agenci dysponujący wiedzą medyczną i chemiczną / biologiczną, którzy pracowali pod przykrywką pracowników Instytutu Kryminalistyki FSB. Co najmniej trzech z tych agentów znajdowało się w pobliżu Nawalnego w momencie jego zatrucia.

Przed planowaną publikacją wyników dziennikarskiego śledztwa, Nawalny wyraził chęć przeprowadzenia rozmowy ze zidentyfikowanymi agentami. Miało to miejsce 14 grudnia. Początkowo Nawalny posługiwał się swoim prawdziwym nazwiskiem, jednak spotykał się z odmową udzielenia jakiegokolwiek komentarza. Postanowił więc przedstawić się fikcyjnym nazwiskiem i podać za wysokiej rangi urzędnika FSB, który ma przygotować raport na temat otrucia Nawalnego. 

"Wiem kim jesteś"

Pierwszy z agentów, który odebrał połączenie, stwierdził, że wie kim jest rozmówca i szybko się rozłączył. Kolejny -  Konstantin Kudriawcew – nieświadomy pomyłki, wyjawił Nawalnemu istotne szczegóły. Przez całą rozmowę Nawalny nie ujawnił swojej prawdziwej tożsamości. Przebywający w Niemczech rosyjski opozycjonista, wykorzystał do rozmowy specjalny program fałszujący numer identyfikacyjny dzwoniącego tak, aby Kudriawcew myślał, że odbiera połączenie z siedziby FSB.  

„Bellingcat jest w posiadaniu nagranej rozmowy, w której członek oddziału FSB opisuje, jak jego jednostka przeprowadziła i usiłowała usunąć dowody otrucia Aleksieja Nawalnego. Nieumyślne przyznanie się do winy nastąpiło podczas rozmowy telefonicznej z osobą, która według funkcjonariusza była wysokim rangą funkcjonariuszem ochrony. W rzeczywistości funkcjonariusz FSB nie rozpoznał głosu osoby, której relacjonował szczegóły nieudanej misji: samego Aleksieja Nawalnego” - czytamy na stronie Bellingcat, na której łamach zamieszczono całą transkrypcję rozmowy. 

49-minutowa rozmowa między Nawalnym i Kudriawcewem zawiera szczegółowe relacje dotyczące tego, w jaki sposób FSB zorganizowało próbę zamachu, a także późniejszej operacji usuwania dowodów zamachu.

Trucizna w bieliźnie

Kudriawcew wyznaje, że trucizna znajdowała się w wewnętrznej stronie bielizny Nawalnego, a celem nie było jedynie otrucie, ale zabicie opozycjonisty. Oficer przyznaje, że akcja się nie powiodła, ponieważ pilot samolotu, którym leciał Nawalny zdecydował się lądować wcześniej, zamiast lecieć do bardziej odległej Moskwy. Plany FSB pokrzyżowała także szybka akcja medyków. „To są właśnie te zbiegi okoliczności, które w naszej pracy są najtrudniejsze” - powiedział rosyjski oficer. 

Kudriawcew przyznał też, że po nieudanym otruciu dwukrotnie był delegowany do Omska w celu ukrycia bielizny noszącej ślady trucizny. Nawalny do tej pory nie odzyskał odzieży, którą miał na sobie w dniu zamachu. 

Świadkami rozmowy telefonicznej byli przedstawiciele Bellingcat, którzy przed ujawnieniem jej treści zweryfikowali kluczowe szczegóły przedstawione przez Kudriawcewa. Po potwierdzeniu wiarygodności przedstawionych informacji, ostatecznie zdecydowali o publikacji nagrania.

„Nawalny nie pracował w imieniu żadnej policji ani służby bezpieczeństwa, ani nie prowadził tradycyjnego dziennikarskiego śledztwa - znajdował się w wyjątkowej sytuacji, w której prowadził śledztwo w sprawie własnej próby zabójstwa, w czasie gdy żaden organ ścigania nie miał na to ochoty. O ile nam wiadomo, nie ma precedensu, aby cel zamachu politycznego był w stanie rozmawiać przez prawie godzinę z jednym z mężczyzn z zespołu, który próbował go zabić, a następnie zatuszować dowody” - pisze Bellingcat. 

Bellingcat publikuje oryginalny, nieredagowany dźwięk i transkrypcję 49-minutowej rozmowy. W dziennikarskie śledztwo zaangażowane były też redakcje The Insider, CNN i Der Spiegel.

Po opublikowaniu wyników dziennikarskiego śledztwa prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że to gra amerykańskich służb, a szef dyplomacji Siergiej Ławrow nazwał opublikowane materiały "zabawną lekturą". Putin dodał również, że gdyby zamach był przeprowadzany przez FSB, to zostałby „doprowadzony do końca”.