Literatura broni się przed efektem „znudzenia” internautów. Bestsellery ostatnich lat, m.in. „Gra o tron”, są skonstruowane inaczej niż starsze powieści. Akcja, zamiast płynąć liniowo i skupiać się na głównym bohaterze, zostaje rozbita na kilka, a nawet kilkanaście wątków dotyczących poszczególnych miejsc i bohaterów. Nim zdążymy się znudzić przygodami Roba Starka, już jesteśmy na Murze i śledzimy bitwy Czarnej Straży. Po chwili – hop, i już towarzyszymy Denerys i jej smokom.

 

Mól książkowy nie pozdrowi cię na ulicy

Czy czytanie ma jakiekolwiek minusy? Naukowcy odkryli, że w przypadku osób, które nauczyły się czytać we wczesnym okresie życia, region lewej bruzdy potyliczno-skroniowej słabiej reagował na wizerunki twarzy niż w przypadku analfabetów. Co mogłoby sugerować, że prawdziwy mól książkowy będzie miał problem z rozpoznaniem cię na ulicy! „Prof. Dehaene za każdym razem, kiedy go widzę, przekonuje mnie, że ma prozopagnozję, czyli nie odróżnia ludzkich twarzy, ale w jego badaniu nie zauważono różnic w tej zdolności między czytającymi a analfabetami” – śmieje się dr Katarzyna Jednoróg. „Za to badania z roku 2014 pokazały co innego – u umiejących czytać zmniejsza się zdolność do rozpoznawania lustrzanego odbicia różnych obiektów. Jeśli małpom pokażemy obiekt i jego lustrzane odbicie, w ich mózgu aktywują się te same neurony, u czytających ludzi – nie. Ta zdolność nam zanika, bo musimy się nauczyć, że b i d to nie to samo” – podsumowuje badaczka. Ale czy ta umiejętność jest nam potrzebna? Trudno powiedzieć, z pewnością czytanie przydaje nam się bardziej. 


DLA GŁODNYCH WIEDZY:

» Oliver Sacks, „Oko umysłu”, Zysk i S-ka 2010