Lekarzem, do którego zwrócił się Engel, był neurolog z Columbia University, autor wielu książek popularnonaukowych i specjalista w dziedzinie halucynacji i uszkodzeń mózgu Oliver Sacks. Przypadek Engela opisał w bestsellerowej książce „Oko umysłu”.

Okazało się, że Engel w wyniku urazu doznał tzw. aleksji – stracił umiejętność rozpoznawania liter, zachowując za to umiejętność ich pisania. Pierwsze przypadki  tzw. ślepoty na słowa (jej wrodzona forma to dysleksja) obserwowano pod koniec XIX wieku. W materiale zamieszczonym w 1896 roku w „British Medical Journal” W. Pringle Morgan opisał przypadek inteligentnego i elokwentnego 14-latka, który miał poważne problemy z ortografią i czytaniem. „Nauczyciel, który go uczy, twierdzi, że byłby najbystrzejszym uczniem w całej szkole, gdyby nauczanie odbywało się wyłącznie ustnie”.

Pierwszym pacjentem, u którego zdiagnozowano aleksję w wyniku uszkodzenia mózgu, był Oscar C., zbadany w 1887 r. przez francuskiego neurologa Josepha-Jules’a Dejerine’a na prośbę okulisty Edmunda Landolta. „W październiku Oscar C., były przedsiębiorca, stwierdził nagle, że nie umie czytać (…) Bez problemu rozpoznawał ludzi i przedmioty w otoczeniu. Uznawszy, że ma problem z oczami, zwrócił się do okulisty. Gdy pokazuje mu się tablicę okulistyczną, C. nie potrafi nazwać żadnej litery. Odruchowo wodzi dłonią, oddając kształty liter, ale żadnej nie potrafi nazwać. (…) Porównuje A ze sztalugami, Z z wężem, a P z broszką” – opisywał Landolt, który opiekował się pacjentem aż do końca jego życia. Oscar C. mimo ćwiczeń nie odzyskał umiejętności rozumienia liter, nie nauczył się także ponownego czytania nut. „Po jego śmierci, w wyniku kolejnego udaru, Dejerine przeprowadził autopsję – znalazł w mózgu dwie lezje, starszą, która uszkodziła część lewego płata potylicznego, i większą, późniejszą, która spowodowała zgon” – opisuje Sacks w „Oku umysłu”.

XIX-wieczny neurolog spekulował, że w uszkodzonym płacie znajduje się coś, co nazwał „ośrodkiem wzrokowym, odpowiedzialnym za rozpoznawanie liter”. Jego przypuszczenia naukowcy potwierdzili niemal sto lat później, kiedy za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego zaobserwowali, jak podczas czytania aktywują się konkretne obszary mózgu. Kluczowy podczas lektury jest właśnie „obszar wzrokowej formy słów”, który zostaje pobudzony już przez jeden napisany wyraz (jak udowodnił Stanislas Dehaene, wybitny badacz języka i kognistywista z Collège de France).

„Najpierw nasze oczy rejestrują litery, a kora wzrokowa przekazuje dane do tzw. obszaru wzrokowej formy słów, następnie tłumaczymy ich znaczenie w korze skroniowo-ciemieniowej, potem informacje trafiają do kory motorycznej” – wylicza dr Jednoróg. Ale w toku badań okazało się, że czytanie to nie tylko odkodowywanie zapisu – jest jeszcze bardziej skomplikowane. Informacje, które napływają do mózgu, angażują bowiem także obszary odpowiedzialne za rozumienie słowa mówionego (m.in. korę słuchową). „To potwierdza hipotezę, że umiejętność czytania wyewoluowała, aby wspomagać język mówiony” – zauważa badaczka. Maryanne Wolf w książce „Proust and the Squid” udowadniała, że litery początkowo przypominały kształty widziane w naturze. „To idea tzw. neuronalnego recyklingu, zgodnie z nią kora, która wcześniej odpowiadała za postrzeganie naturalnych kształtów, zaczyna odpowiadać za rozróżnianie liter” – precyzuje dr Jednoróg.

Zespół prof. Dehaene’a w 2012 roku zbadał funkcjonalnym rezonansem magnetycznym  63 osoby: 10 było analfabetami, 22 nauczyło się czytać i pisać jako osoby dorosłe, a 31 posiadło te umiejętności w dzieciństwie. Obserwowano ich reakcje na język mówiony i pisany. Wyniki pokazały, że u osób umiejących czytać i pisać słowa napisane wywoływały aktywność mózgową w częściach lewego płata skroniowego, które reagują na język mówiony.