„Przyznaję, że widzę same zalety i może jedną wadę, i nie jest nią, jak ostrzegał Platon, zanik pamięci” – podsumowuje dr Katarzyna Jednoróg. „Umiejętność czytania wpływa między innymi na lepszy rozwój języka, poprawia zdolności wzrokowo-przestrzenne i zdolność liczenia abstrakcyjnego. Co ciekawe, poprawia też pamięć krótkotrwałą – czytający w przeciwieństwie do analfabetów o wiele lepiej radzą sobie z powtórzeniem serii cyfr i słów” – wylicza.

Jak więc wyjaśnić fakt, że jeszcze pokolenie moich dziadków potrafiło cytować na wyrywki „Iliadę”, moja babcia do dziś zna na pamięć całe tomy rosyjskiej poezji, a ja pamiętam zaledwie kilka ulubionych wierszy Mandelsztama i Herberta? „Proszę zauważyć, że nie tylko od czasu Homera, ale i naszych dziadków, ogrom informacji, z którymi stykamy się w ciągu życia, dramatycznie wzrósł. Poza tym szkoła powoli odchodzi od uczenia na pamięć, zwłaszcza literatury pięknej. Nie sądzę, by czytanie pogorszyło nasze zdolności zapamiętywania, raczej odciążyło mózg od zapamiętywania zbyt wielu informacji” – zauważa dr Katarzyna Jednoróg. Ale jak to w ogóle jest możliwe, że nauczyliśmy się czytać? Co sprawia, że rozpoznajemy litery i składamy je w słowa, a potem zdania?

Dzieciaki do piór! 

Dziś nawet pisarze odkładają pióra. Sztukę kaligrafii zastąpiły klawiatury laptopów i smartfonów. Ręcznie bazgrzemy jeszcze szlaczki i litery w szkole, ale coraz częściej mówi się, by uczyć dzieci pisania od razu na klawiaturze. Jak jednak pokazują badania, nie warto! W 2012 r. Karin James z Indiana University poleciła trzem grupom dzieci, które jeszcze nie opanowały umiejętności pisania ani czytania, odwzorować jeden symbol (np. literę T). Jedna grupa miała to zrobić, łącząc kropki na kartce, druga – przerysowując znak, a trzecia – wprowadzając go z klawiatury do komputera. U wszystkich dzieci monitorowano aktywność mózgów, gdy po pracy jeszcze raz pokazano im ten sam symbol. Najaktywniejsze i najbardziej zaangażowane w proces nauki były mózgi tych dzieci, które same przerysowywały symbol na kartkę. 

Jak pan C. zapomniał  cały alfabet

31 lipca 2001 roku Howard Engel, kanadyjski pisarz, autor powieści detektywistycznych, wstał w doskonałym humorze, a po przygotowaniu śniadania poszedł na werandę po poranną gazetę. „Pod względem układu stron i ilustracji wydanie »Globe and Mail« wyglądało jak zwykle. Jedyna różnica polegała na tym, że nie umiałem go przeczytać. Rozpoznawałem, że czcionki należały do 26 liter, które opanowałem no sobie ze mnie? Mam przyjaciół zdolnych do czegoś takiego” – relacjonował Engel w liście do lekarza. Pisarz próbował przeczytać losowo wybraną książkę. Bez powodzenia. „Skoro to nie żart, to najwyraźniej miałem udar” – stwierdził. Syn za-wiózł go do szpitala Mount Sinai w Toronto. Badania potwierdziły, że pisarz faktycznie doznał udaru.