Joanna Chmura: Ze wszystkich pytań jakie dostajesz w wywiadach, które są dla Ciebie najtrudniejsze?

Brené Brown: Najtrudniejsze są te, które mają w sobie zaszyty pewien błąd logiczny, bo mają kontekst płci. Nie wiem dlaczego, ale najczęściej w UK dostaję pytanie: „Jakie to uczucie być królową poradników życiowych?”. Kiedy je słyszę, to myślę, że jestem badaczką z dwudziestoletnim stażem, jestem na liście bestsellerów NYT, robię ważną robotę w kontekście przywództwa i gdybym tylko była facetem, to nie otrzymałabym ani takiego tytułu, ani takiego pytania. Co więcej, ja takich pytań, na tym etapie mojej kariery nie puszczam już płazem. To część zjawiska, które możemy nazwać: prześladowania ze względu na płeć (ang. gender opression).

Kiedy mężczyzna pisze książkę, to jest ona dla wszystkich, a kiedy robi to kobieta, to założenie jest takie, że jest ona dla kobiet. Wracając więc do badań nad przywództwem, prowadziłam je z przeróżnymi badanymi rozmieszczonymi na szerokim spektrum identyfikacji płciowej, rozrzuconych po różnych branżach poczynając od sił specjalnych, przez korporacje, organizacje non-profit, po organizacje feministyczne i wniosek z tych badań jest jeden: przywództwo to przywództwo, niezależnie od tego w jakim kontekście mamy z nim do czynienia a traktowanie tego jako „coś dla dziewczyn” jest wyrazem wewnętrznego lęku i oporu.

 

Czy są jakieś różnice w wynikach badań nad przywództwem, w zależności krajów z których pochodzili liderzy?

- Badania robiliśmy na całym świecie. To była zróżnicowana próbka badanych, których łączyło to, że mówiły po angielsku. To nie były tylko osoby pochodzące z krajów anglojęzycznych ale również osoby posługujące się tym językiem, jako drugim. I okazuje się, że wstyd, wrażliwość, odwaga to są zjawiska których doświadczamy wszyscy, niezależnie od kraju pochodzenia.  

 

Ciekawe jest to, że w polskim języku nie mamy dobrego określenia na ang. vulnerability. Żeby oddać istotę tego, trzeba to opisywać kilkoma zwrotami. Czy z twojej perspektywy „brakujące słowa” mogą odzwierciedlać brak danego zjawiska w społeczeństwie?

- Oh tak, zdecydowanie. Np. jest takie piękne szwedzkie słowo „lagom” –  to sztuka równowagi, w której chodzi o to, że nie mam za dużo, nie jestem zbyt pełna, że mam w sam raz. To koncept mówiący, że ja już mam tyle ile trzeba, więc resztą mogę się podzielić. Ale u nas w Stanach nie ma takiego słowa, co pokazuje, że my być może nigdy nie jesteśmy wystarczająco usatysfakcjonowani.

 

30 lat temu skończył się w Polsce komunizm, oswajamy się z nową wolnością i uczymy się innego podejścia do przywództwa. Jakich wskazówek na tej drodze byś nam udzieliła?

- Myślę, że coś analogicznego dzieje się teraz w USA a dotyczy tematu białej dominacji (ang. white supremacy) oraz dehumanizacji ludzi innego koloru skóry. Jeśli nie uznamy historii, która miała miejsce w naszych krajach – czy to na poziomie jednostki, czy na poziomie społeczeństw, to ta historia będzie trzymać nas w kleszczach. Udawanie, że ona nie istnieje, że się nie wydarzyła, że można ją usunąć w cień, jest daremne. Omijanie wątku zadośćuczynienia pokazuje tylko, jak wielką rolę historia wciąż odgrywa w naszym życiu. Myślę, że to jest wersja makro, tego co w skali mikro pokazało się w badaniach. Musimy nauczyć się rozmawiać o tym, co niewygodne i trudne. Musimy tworząc nową historię nie uciekać w uzbrajanie i tłumienie ale z odwagą iść w autentyczność. Uszanować przeszłość i zmieniać przyszłość.