5. SAMOUTRUDNIANIE, czyli zdolny leń

Niewielu z tych, którzy nie przywieźli medali z igrzysk w Londynie, miało odwagę powiedzieć: zawiodłem. Z ust komentatorów słyszeliśmy za to najdziwniejsze tłumaczenia typu: „na pewno byłby medal, gdyby nie niedawne zapalenie płuc”, „nasza zawodniczka była bliska zwycięstwa, ale zrobiło jej się żal rywalki, która utykała na nogę” itp. Dziwią was te tłumaczenia? A ile razy sami „zdalibyście ten egzamin bez problemu, ale dzień wcześniej rozchorowała się wasza ukochana ciotka i musieliście ją pielęgnować”?

„Nie tylko się tłumaczymy, ale sami aranżujemy zdarzenia, które minimalizują szansę na sukces, dostarczając wiarygodnych usprawiedliwień porażki. Zjawisko to jest zwane samoutrudnianiem, rzucaniem sobie kłód pod nogi” – tłumaczy Hanna Brycz. „Co ciekawe, występuje ono u osób z wysoką, ale niepewną samooceną, jest częste np. u ładnych dzieci, które jako dorośli nie wiedzą, czy ich sukcesy były związane z inteligencją, czy faktem, że są ładni” – wylicza psycholog. Samoutrudnianie zostało opisane przez psychologów Edwarda Jonesa i Stevena Berglasa.

W ich eksperymencie badani rozwiązywali test: jedna grupa dostała zadania o średniej trudności, druga w części łatwe, a w części niemożliwe do rozwiązania. Po zakończeniu testu informowano badanych o „świetnym wyniku”, ale o ile grupa, która pracowała nad zadaniami średnio trudnymi, mogła przypisać sukces swoim zdolnościom, o tyle dla drugiej grupy sukces mógł być nieoczekiwany – ich pewność, że zawdzięczają sukces inteligencji, była niższa. Test miał być powtórzony po spożyciu leków, które albo polepszały, albo pogarszały sprawność intelektualną. Aż 70 proc. badanych mężczyzn i 40 proc. kobiet wątpiących we własne kompetencje sięgnęło po lek pogarszający sprawność intelektualną, bo zażycie preparatu usprawiedliwiało ewentualną porażkę w teście (dla porównania: czyniło tak tylko 13 proc. mężczyzn i 26 proc. kobiet z pierwszej grupy). „Wbrew pozorom wcale nie chcemy znać prawdy o sobie, wolimy żyć złudzeniem swojej niesamowitej inteligencji i tego obrazu będziemy bronić, nawet kosztem przekonania, że jesteśmy leniwi” – wylicza Hanna Brycz.

„Trafny wgląd w uleganie tendencyjności w swoim zachowaniu, czyli metapoznanie, to cecha, którą jesteśmy obdarzeni w różnym stopniu. Nad lepszym wglądem w siebie warto jednak pracować” – przekonuje dr Brycz. „Uświadamiając sobie, że postępujemy według pewnego schematu, dajemy sobie wybór – możemy ulec schematowi, ale nie musimy. Badaliśmy, czy wysokość metapoznania ja może różnicować zachowanie chorych. Okazało się, że osoby chore na cukrzycę i równocześnie wykazujące dobry wgląd we wpływ ogólnych prawidłowości na swoje zachowania częściej spełniały zalecenia lekarskie i utrzymywały dietę, słowem – dłużej zachowywały zdrowie niż inni chorzy. Badanie to należy jeszcze powtórzyć na innych grupach, nimdokona się uogólnień ” – mówi.

Co ciekawe,  wyższym wglądem charakteryzują się narody kolektywistyczne, na przykład Chińczycy i Wietnamczycy, niż indywidualistyczne: Amerykanie czy Brytyjczycy. Być może w kulturze indywidualistycznej występuje silniejszy strach przed utratą tożsamości, byciem jednym z wielu. Ten tzw. efekt wyjątkowości sprawia, że nie widzimy, że możemy popełniać te same błędy, co inni.