4. Błąd atrybucji, czyli nieoczekiwana zamiana ról

13 marca 1964 roku mieszkająca w nowojorskiej dzielnicy Queens Kitty Genovese została brutalnie zaatakowana pod domem. Chociaż zaparkowała zaledwie 30 metrów od wejścia do budynku, napastnik zdołał kilkakrotnie ugodzić ją nożem. Wyrwała się jednak i wołając o pomoc, zaczęła uciekać w kierunku domu. Nikt jej nie pomógł, a napastnik dopadł ją ponownie – zmarła w wyniku odniesionych ran. 27 marca „New York Times” na pierwszej stronie opublikował artykuł o tej napaści, podając, że wielu „szanowanych, praworządnych obywateli” słyszało wołanie o pomoc, ale nikt nie zadzwonił na policję. Naoczni świadkowie utrzymywali, że sytuacja była niejednoznaczna i trudno im było się zorientować, co robić, reporterzy dzienników nazwali to jednak obojętnością świadków.

„Inaczej mówiąc, sobie przyznaję prawo interpretowania wątpliwości na swoją korzyść – tłumaczę swoje zachowanie przyczynami sytuacyjnymi, ale tobie nie przyznaję takiego prawa – tłumaczę sobie, że jesteś obojętny – popełniam wtedy podstawowy błąd atrybucji” – wyjaśnia w książce „Człowiek – istota społeczna” Elliot Aronson.

Zdarzenie nazywane syndromem Genovese jest też ciekawym przykładem rozproszenia odpowiedzialności którego istnienie potwierdziła seria eksperymentów przeprowadzonych przez nowojorskich psychologów Bibba Latané i Johna Darleya. W badaniu student symulował atak padaczki na ulicy Nowego Jorku. Wraz ze zwiększaniem się liczby świadków zdarzenia malały szanse, że ktoś udzieli pomocy choremu – student otrzymywał pomoc w 85 proc. przypadków, gdy w pobliżu znajdowała się jedna osoba, a tylko w 30 proc., gdy świadków było pięciu. „Większość ludzi nie lubi się wyróżniać, więc w nietypowych sytuacjach patrzy, co robią inni. Czy to ja powinienem pomóc, czy tamten pan obok pani w zielonym? Wszyscy w grupie myślą podobnie i może się okazać, że nie pomoże nikt. (…) Co więc należy robić, gdy przydarzy się nam wypadek? Trzeba wybrać z tłumu jedną, przyjaźnie wyglądającą osobę i powiedzieć jej wyraźnie, co się dzieje i co powinna robić. Na przykład, że prawdopodobnie masz atak serca i trzeba zadzwonić po karetkę albo jesteś cukrzykiem i potrzebujesz cukru” – radzi w książce „59 sekund” Richard Wiseman.

Przecenianie roli cech i niedocenianie roli sytuacji w wyjaśnianiu zachowań innych ludzi to także podstawowa przyczyna kłótni małżeńskich, podczas których kobieta tłumaczy, że nie zrobiła zakupów, bo w tym czasie gotowała, prała, sprzątała, tymczasem mąż „nawet nie zrobił zakupów, bo jest z natury leniwy”.

„Otwarcie oczu na zaangażowanie drugiej strony to technika wykorzystywana podczas terapii małżeńskiej. Małżonkowie na pewien czas zamieniają się rolami i zaczynają rozumieć, że obowiązki drugiej strony, dotąd postrzegane jako łatwe, są w rzeczywistości pracochłonne i męczące, a zabawa z dziećmi na placu zabaw czy koszenie trawnika wcale nie są odpoczynkiem” – wyjaśnia dr Brycz.